poznań. po

22 maja 2007 (25 komentarzy)

[12] był poznań. poznań był od czwartku noc do niedzieli rano, i gdyby nie slam, który miał się odbyć (i zaiste się odbył) w niedzielę wieczór, wówczas bardzo prawdopodobne albo wręcz bardzo możliwe, że trwałby poznań do dziś, a ja, zamiast maszerować elegancko w swoich butach prostych a schludnych, chodziłbym na czworaka ze stopami bosemi i spojrzeniem mętnym wodząc mamrotałbym: ale się kurwa zrobiłem. trochę przesadzam, a trochę nie

ale wracając do rzeczy: co takiego w poznaniu robiono? otóż w poznaniu robiono to i owo, przede wszystkim zaś a) pito (pito napoje wyskokowe w ilościach niepokojących, choć rzekło się, przyrzekło sobie, że hola, jakub, że pić się będzie mniej, albowiem w życiu ważne są te chwile trzeźwe, a nie te chwile pijane), b) palono (lulki palono, choć lulków zwyczajowo nie stosuje się, ponieważ lulki jak wiadomo są niezdrowe), c) wydawano (chętnie i bez zastanowienia wydawano pieniądze, których nie posiada się i teraz, gdy pieniądze są naprawdę potrzebne, ich brak jest dotkliwy jak odrąbana ręka)

wreszcie poezja. poezja, przyznaję, gdzieś mi się w tym wszystkim zapodziała, zawieruszyła (siwy powiada ignorancja po chuju, zią). lecz nie to, żebym ja poezji nie lubił albo unikał – przeciwnie, ja każdego wiersza, nawet tego kiepskiego, zawsze chętnie wysłucham. na swoje usprawiedliwienie mam tylko, że kiedy wysiedliśmy z zosią na dworcu głównym w poznaniu, jakaś niepojęta, poetycka żyła roztętniła się we mnie. roztętniła się tak, że zapomniałem