jajkiem

20 lutego 2008 (21 komentarzy)

[40] drodzy państwo, zabawna sytuacja. nie dalej jak wczoraj, wysiadłszy z kolejki i skierowawszy się w stronę wyjścia na dworcu w gdańsku-wrzeszczu, będąc w nastroju błogim i w świergot powracających do kraju ptaków wsłuchując się uważnie, dostałem – w sensie ścisłym – jajkiem w głowę. dosłownie ktoś wziął i przylutował mi z nienarodzonej kokoszki w łeb, i to przylutował nie byle jak – z precyzją snajpera, rzekłbym, albo chirurga; przylutował w potylicę, a nawet trochę niżej – w pień mózgu, czyli nie żartował, chciał zabić. pewnie w tym momencie nasuwa się państwu pytanie o motyw, fundamentalne ej, a dlaczego kurwa? otóż tego akurat kurwa nie jestem w stanie stwierdzić. mogę co najwyżej dywagować: miałem kapelusz na głowie czarny, na ramionach białą koszulę, we mgle przypominałem zapewne chasyda. gdybym delikwenta złapał, a nie złapałem – zbyt zdziwiony byłem całym zajściem, to oczywiście spytałbym grzecznie acz stanowczo, uprzednio strzaskawszy ryj jego na kokosowe wiórki

małe ogłoszenie

10 lutego 2008 (19 komentarzy)

(ekhm ekhm. a czy wiecie, że 10 lutego, poza międzynarodowym dniem pizzy, świętem miasta gdyni, pierwszym koncertem metalliki w polsce (1987), obchodzimy również urodziny jakobe?
solenizant się oczywiście sam nie pochwali, ale moi mili, jeśli składać życzenia, wyznania miłości i propozycje wszelakie – to właśnie dziś.

z poważaniem
(oraz nadzieją, że za swój akt włamania na teren prywatny autora nie dostanę po torbie)

– zosia)

na temat muzyki

2 lutego 2008 (16 komentarzy)

[39] z braku poważniejszych rozterek natury życiowej jął mnie nurtować problem boba dylana. problem z bobem dylanem polega na tym, że bob dylan wciąż żyje. co więcej, ten sam bob dylan, który od dobrych trzydziestu lat powinien – jak mawiali rzymianie – stać po stronie większości, w dalszym ciągu koncertuje i nagrywa kolejne płyty. dobra, ja jestem w stanie zrozumieć literatów, niech sobie literaci żyją długo i jak im się żywnie podoba, literatom życie – takie czy inne – koniec końców wychodzi na zdrowie. nawet aktorów; niech sobie aktorzy, z jamesem deanem, riverem phoenixem i heathem ledgerem na czele, dożywają wieku staruszki z titanica. tutaj akurat sztuka jest wyrozumiała. ale muzyk? do tego taki muzyk? proszę mi wybaczyć arbitralność i niedorzeczność, ale taki muzyk powinien po trzydziestce zwinąć interes i zniknąć w niewyjaśnionych – najlepiej w niewyjaśnionych i podejrzanych – okolicznościach. a jeśli dodatkowo odczuwa narastającą sympatię do rocka chrześcijańskiego, wówczas granica po trzydziestce wydaje się już absolutnym deadlinem