antek. powrót

21 maja 2008 (10 komentarzy)

[47] niczego nie przeczuwając, podnoszę słuchawkę (numer nieznany) i w słuchawce słyszę głos pani, pani mówi, że kot, zupełnie jak ten z ogłoszenia, w jej piwnicy na hałdzie węgla skulony siedzi i lament żałosny podnosi ku niebu, i chyba coś z tym trzeba zrobić, mówi pani, bo kot zupełnie jak ten z ogłoszenia, z plamką na nosie i w czarne łaty, co układają się w podobiznę myszki miki. wypisz-wymaluj, mówi pani

i rzeczywiście, od wczoraj antek – cały, zdrów, jedynie węglem osmalony – jest już w domu i odsypia ostatnie dwa tygodnie. bogu, który umarł, słońcu, które przygasło, pani, która postanowiła zadzwonić, solenne niech będą dzięki

monday, bloody monday

16 maja 2008 (12 komentarzy)

[46] antek zniknął. w zeszły poniedziałek wyszedł z domu i do tej pory nie wrócił. od tego czasu wiele się zmieniło, albo raczej – nic już nie jest takie jak kiedyś; świat wykonał koślawy obrót o czterdzieści pięć stopni, słońce pomimo wiosny przygasło, bóg po raz kolejny okazał się umarły. ktoś powie hej, to tylko kot. kot srot, odpowiem, kot srot, po którym żal niewidzialnym pazurem dziurę w sercu ryje, po którym ciężka łza wierci się w oku niczym wiertło wiertarki udarowej. trochę oczywiście przesadzam i nadmiernie teatralizuję, tym niemniej kota nie ma już drugi tydzień, a to naprawdę fajny kot był, osobowość miał niebanalną, urodę także, jeszcze by nas wszystkich czymś zaskoczył

tymczasem, aby stłumić żal i boleść pogrzebać, jedziemy z zosią na weekend do zwartowa. tam, pośród drzew wysokich i rozkołysanych, bujnych traw, będzie zosia fotografować nadobne panny, podczas gdy ja, usadowiony gdzieś pod lipą czy malinowym chruśniakiem, z rozrzewnieniem czytać będę zapewne fraszki jana kochanowskiego, od czasu do czasu w dal spoglądając i w dali wypatrując nie wiadomo czego