raport z miasta, cz. 2

29 maja 2009 (7 komentarzy)

[68] no i nie wychodzi, obiecałem, że się przyłożę, odstawię szwendanie się po mieście i znów będę regularnym blogerem, i co? i tak zwana dupa blada, nadal szwendam się po mieście, snu zażywam mało, a w domu nie bywam, bo nie mam po co. w międzyczasie polecam zatem nowy portal, który wespół z kolegami i koleżankami właśnie otworzyliśmy. portal nazywa się zojcem.pl i jest w porządku

[edit: portal nie nazywa się już zojcem.pl, ponieważ słowo ojciec najwyraźniej nie dźwiga w tym kraju innych konotacji poza religijnymii. dlatego teraz mamy do czynienia z projektem kzo]

raport z miasta, cz. 1

1 maja 2009 (9 komentarzy)

[67] na początek pytanie: dlaczego święto pracy nazywa się świętem pracy, skoro nikt tego dnia nie pracuje? jeśli święto pracy byłoby w istocie świętem pracy, obywatele pracujący winni w tym uroczystym czasie wyrabiać kosmiczne nadgodziny, gdy tymczasem leżą na sofach jak postrzelone na polanie sarny. jeśli zatem leżą na sofach jak postrzelone na polanie sarny, to nie święto pracy, ale raczej święto postrzelonej sarny. idąc dalej tym tropem, można by, na przykład, świętem wojny ochrzcić dzień, w którym wszystkie konflikty militarne zostają czasowo zawieszone, zaś święto zdrowego rozsądku oznaczałoby w rzeczywistości święto głupoty, podczas którego ludzie wygadują doszczętne kretynizmy i nic im za to nie grozi. ja się – rzecz jasna – nie czepiam ani nie szukam dziury w całym, a jedynie pokątnie dłubię palcem w ziemi

jeśli zaś mowa o ziemi, to matka ziemia wydała niedawno na świat świńską grypę. wobec czego światowa organizacja zdrowia, nie pozostając obojętną na problem, podjęła radykalne kroki i w zdecydowany sposób ogłosiła ryzyko globalnej pandemii. ryzyko pandemii to jedno, a rozpętanie paniki na świecie to drugie, i tak oto jeden z wysokich urzędników rzeczonej organizacji parę dni temu wypowiedział takie mniej więcej zdanie: pytanie nie brzmi, czy ktoś jeszcze na świńską grypę umrze, ale ile tysięcy osób umrze*. cóż, powalająca i zupełnie niepotrzebna jest szczerość urzędnika; jeśli bowiem mamy do czynienia z czymś na wzór ptasiej grypy, która od 2003 roku do dzisiaj zabiła – przepraszam za słowo – ledwie 130 osób (z czego prawie 90% ofiar to mieszkańcy wietnamu, kambodży, tajlandii i indonezji, gdzie od stuleci z powodu kiepskiej higieny umiera się – tu znów przepraszam za słowo – na byle co), to ja nie wiem, czy światowa organizacja zdrowia przypadkiem znowu nie przesadza. jeśli w ciągu miesiąca na świńską grypę umiera w meksyku osiem osób a w stanach zjednoczonych jedna, i jeśli z tego powodu podnosi się światowe larum, które połowę tego świata przyprawia o bojaźń i wpędza w srogie zakłopotanie – to sorry, ale już nawet na mojej dzielnicy w ostatnim czasie umarło więcej osób

*cytat brzmiał dokładnie: tak, ludzie będą umierać (na grypę). to nie jest kwestia tego czy będą umierać, ale tego jak wiele będzie ofiar – tysiące czy dziesiątki tysięcy, i powiedział to nie wysoki urzędnik who, a wysoki urzędnik komisji europejskiej. tak gwoli ścisłości