tuwim krótka łapa

20 czerwca 2013 (23 komentarze)

[183] chyba nie mówiłem tego państwu wcześniej, chociaż nie jest to żadna tajemnica: jestem ortodoksyjnym miłośnikiem kotów. być może nawet – co jest tezą przecież ryzykowną – największym miłośnikiem kotów, jaki w ciągu ostatnich piętnastu lat stąpał po gdańskiej ziemi, przeto nie dziwi (a i wśród przyjaciół i znajomych zdanie to powtarzałem zapewne setki razy), że największą miłością mojego życia jest właśnie jeden z moich kotów, tuwim krótka łapa. tak się nazywa, tak go nazwałem, gdy wespół z czwórką swojego rodzeństwa został powity w kuchni w domu moich rodziców przez kota przybłędę, którego z kolei wcześniej nazwałem tuwimem, nie mając naturalnie pojęcia, że mamy do czynienia z kotką, nie kotem. narodziny tych pięciu uroczych zbirów były zatem pewną niespodzianką.

jako że tuwim krótka łapa wraz ze swoim braciszkiem, tuwimem długą łapą, niezwykle był do swojej mamy podobny (cały czarny, z białym krawatem i białymi skarpetami na czarno umaszczonych łapkach), postanowiłem, że obu nazwiemy tak samo, ale dla większej precyzji dodamy indiański prefix – ze względu na długość białych skarpet. stąd właśnie wziął się tuwim krótka łapa, później zwany krótko – „krótkim”.

pięć kotów to nie lada wyzwanie, dlatego po kilku tygodniach, gdy koty się usamodzielniły, wyszło z domu rozporządzenie, aby część rodzeństwa rozdać po ludziach. na pierwszy rzut poszedł tuwim krótka łapa. matka zapakowała go do kontenerka i pojechała do pracy, gdzie miało nastąpić przekazanie kota jego nowym właścicielom. jak się można domyślić, do żadnej wymiany nie doszło, zamiast tego matka moja rozpłakała się jak bóbr i dodała tylko, że bardzo przeprasza za kłopot, ale jednak nie może oddać kotka, gdyż strasznie go kocha. tuwim krótka łapa wrócił do domu, a rodzice doszli do wniosku, że na próbę zatrzymamy wszystkie pięć i zobaczymy, co się stanie. ostatecznie nigdy nie oddaliśmy żadnego z nich.

można zatem powiedzieć, że całe moje dorosłe życie jest życiem z tuwimem krótką łapą. brzmi to naiwnie, nawet niepoważnie, ale odkąd skończyłem 18 lat, czyli odkąd przeprowadziliśmy się z rodzicami i bratem z mieszkania na blokowisku do domu jednorodzinnego pod lasem – krótki jest niemal w każdym moim wspomnieniu, jak na zdjęciu: o ile akurat nie łazikuje na pierwszym planie, to na pewno szwenda się gdzieś w tle. tak mocno wpisał się w moje życie (albo to ja tak mocno wpisałem się w jego). jeśli doszukiwać się przyczyn mojej zwariowanej miłości wobec kotów, byłaby to z pewnością miłość wyprowadzona z mojej relacji z tymi pięcioma, przypadkowo poczętymi w naszej kuchni urwipołciami, przede wszystkim zaś z mojej relacji z tuwimem krótką łapą, pieszczotliwie nazywanym przez moją matkę szałaputem. podejrzewam, że nawet mój nie dość prosty kręgosłup jest sprawką krótkiego, a może winą mojego zbyt miękkiego serca, trudno teraz powiedzieć. pamiętam tylko, jak przez pierwsze lata swojego życia krótki regularnie wkarowywał mi się do pokoju, mościł sobie gniazdo z mojej pierzyny i zasypiał jak w swoim. a ja, nie mając serca, aby go zbudzić i wyprosić – przymykałem oko na te jego imperialistyczne zapędy i układałem się na łóżku w dziwnych pozycjach, aby na pewno miał wygodnie. tak daleko posunięty był mój altruizm. on zresztą odwdzięczał się, jak mógł: przynosił myszy, ptaki, owady, żaby. a także – wbrew temu, co się o kotach myśli – obdarzył mnie kocią miłością i zaufał, jak tylko kot może zaufać człowiekowi. tak zawsze widziałem tę naszą relację i wydaje mi się, że on swoim kocim okiem mógł ją widzieć podobnie: człowiek i kot, ja i tuwim krótka łapa, najwięksi przyjaciele na świecie.

od kilku miesięcy krótki choruje. rak kości. na początku mała narośl w okolicach przedniej łapy, z którą jednak niewiele dało się już zrobić. więcej od tego czasu śpi, ale do niedawna jeszcze świetnie sobie radził, nie tracił apetytu, dalej broił po swojemu. od kilku tygodni schudł wyraźnie, przedwczoraj zniknął na całą noc, co mu się nie zdarza, a gdy rano znalazłem go w ogrodzie sąsiadów, okazało się, że doszedł jeszcze paraliż tylnej łapy. dlatego nie wrócił na noc. nadal wprawdzie mruczy, gdy biorę go na ręce, nadal chętnie wsuwa szynkę, którą mu przynoszę w kawałkach, ale obaj wiemy, on chyba też to czuje, że nasz wspólny czas powoli się kończy. od wczoraj się nie rozstajemy. od wczoraj do zaledwie jutra. jutro bowiem pojedziemy razem do przychodni, z której tylko ja wrócę do domu. on już będzie gdzie indziej i mam nadzieję, że tam będzie miał lepiej. ach, gdybyś tylko wiedział, maluchu, mój ty największy przyjacielu, jak trudno mi się z tym pogodzić, gdybyś tylko wiedział, jak bardzo i ja teraz cierpię i jak bardzo nie do zniesienia jest to cierpienie.

tymczasem leżymy, jeszcze wspólnie, na podłodze w łazience, bo tam jest najcieplej. krótki leży na kocyku i poduszce, jak koci książę. ja leżę wokół niego, głaszczę go, powtarzając w kółko te same zdania i cóż, człowiek ze stali, którego mało co w życiu obchodzi, płacze teraz jak dziecko, ja płaczę teraz jak dziecko nad swoim ukochanym kotem i łzy lecą mi jak oszalałe, podczas gdy krótki spogląda na mnie ufnie tymi swoimi wciąż pięknymi, choć zmęczonymi już oczkami, spogląda na mnie ufnie i mruczy.

poesiefestival berlin

13 czerwca 2013 (6 komentarzy)

[182] tymczasem berlin, kochany pamiętniczku. między jednym a kolejnym wierszykiem, to jest między jednym a kolejnym smuteczkiem w sercu dostałem depeszę zza odry z zaproszeniem na festiwal poezji w berlinie. od razu pomyślałem, że to szalenie miłe, ktoś za granicą jeszcze pamięta o poecie mansztajnie. rzecz w tym wypadku jest jednak o tyle ciekawa i warta odnotowania, że poeta mansztajn w ramach festiwalu nie czyta wierszyków (to znaczy czyta, ale bardziej przy okazji), tym razem bowiem udziela się przede wszystkim (wespół z agnieszką wolny-hamkało i tomaszem różyckim) jako diva w projekcie poetycko-filmowym. młoda, niemiecka reżyserka julianne heinrich nakręciła krótkometrażowy film na podstawie jednego z moich tekstów (pierwszy i ostatni list marcina do ziemi) i w ramach festiwalu odbędzie się jego, filmu, tak zwana prezentacja, a potem będziemy rozmawiać o tym, jak nam się ze sobą pracowało, co to znaczy zrobić film na podstawie wiersza i czy w ogóle możliwy jest dialog polsko-niemiecki po ostatniej przegranej borussii z bayernem w finale ligi mistrzów. pokaz jutro, filmu jeszcze nie widziałem, ale jeśli rząd niemiecki wyrazi zgodę, niebawem go tutaj zamieszczę.

szczegóły imprezy w boldzie.