•  jakohe.atr.pl
jakobe mansztajn o tym, co go boli, i o tym, co go właśnie nie boli.
  • archiwum

    • wrzesieÅ„ 2010
    • sierpieÅ„ 2010
    • lipiec 2010
    • czerwiec 2010
    • maj 2010
    • kwiecieÅ„ 2010
    • marzec 2010
    • styczeÅ„ 2010
    • grudzieÅ„ 2009
    • listopad 2009
    • październik 2009
    • wrzesieÅ„ 2009
    • sierpieÅ„ 2009
    • lipiec 2009
    • czerwiec 2009
    • maj 2009
    • kwiecieÅ„ 2009
    • marzec 2009
    • luty 2009
    • grudzieÅ„ 2008
    • listopad 2008
    • październik 2008
    • wrzesieÅ„ 2008
    • sierpieÅ„ 2008
    • lipiec 2008
    • czerwiec 2008
    • maj 2008
    • kwiecieÅ„ 2008
    • marzec 2008
    • luty 2008
    • styczeÅ„ 2008
    • grudzieÅ„ 2007
    • listopad 2007
    • październik 2007
    • wrzesieÅ„ 2007
    • sierpieÅ„ 2007
    • lipiec 2007
    • czerwiec 2007
    • maj 2007
    • kwiecieÅ„ 2007
    • marzec 2007
    • luty 2007
    • styczeÅ„ 2007
  • info

    • bio
    • kontakt

poza zasadą lansu, chociaż w warszawie
wyszedł wiedeński

niedźwiedź grizli

10 grudnia 2009

[81] jakiś czas temu kolega z wrocławia, przemek witkowski, zaprosił mnie na mikrofestiwal poezji, a jako iż ja sobie zaproszenia na festiwale zawsze niezwykle cenię, toteż z miejsca odpowiedziałem, że nie ma sprawy, kolego witkowski, będę, przyjadę, wystąpię. dopiero później do mnie dotarło, że wrocław, czyli miasto, w którym festiwal się odbywał, nie jest znowuż aż tak blisko trójmiasta i pożałowałem, że kolega witkowski swojej imprezy nie organizuje jednak w tczewie. poezja tczew festiwal 2009 - tak mógłby się ów nazywać. tak czy inaczej, mając w pamięci, że ja sobie zaproszenia na festiwale zawsze niezwykle cenię, zdecydowałem, że nawet wrocław, który jest oddalony od trójmiasta (w zależności od połączenia) od siedmiu i pół do dwunastu godzin, nie jest w stanie zmienić moich przekonań. pojechałem więc, wystąpiłem, w międzyczasie michał płaczek wielokrotnie próbował mnie poderwać, wreszcie wróciłem na dworzec, kupiłem herbatę w automacie, a w okienku obok - bilet na pociąg w wagonie sypialnym.

w wagonie sypialnym już czekał na mnie wielki jak kurwa mać niedźwiedź grizli niezdarnie wciskający przyciski maciupeńkiego telefonu. gdy wszedłem do przedziału, siedział na najniższej pryczy i tylko spojrzał na mnie leniwie spod tej swojej grzywy bujnej, skinął kulturalnie głową i tyle. żadnych przygód między nami nie było, powiedzieliśmy sobie jedynie dzień dobry i do widzenia, i oto cała nasza interakcja na dziewięć godzin podróży. powiem szczerze, że ja sobie takie milczące znajomości w środkach komunikacji zawsze cenię najwyżej. o niebo niebezpieczniejszy okazał się facet, który wszedł do przedziału jako ostatni. facet z pozoru niegroźny, niski, siwy, o cienkim głosiku i ogromnej torbie na laptopa, w której - jak sądziłem i jak sądzę nadal - transportował pocięte na kawałki zwłoki swojej żony. niebezpieczeństwo faceta o cienkim głosiku polegało na tym, że gdy wreszcie pogasiliśmy w przedziale światła, każdy przy swojej pryczy, wówczas spode mnie, to znaczy ze środkowego łóżka jęły dobiegać apokaliptyczne odgłosy: facet o cienkim głosiku zaczął sążniście chrapać. zaczął chrapać w wagonie sypialnym, za który własnymi pieniędzmi zapłaciłem sto trzydzieści polskich kurwa złotych. myślałem, że go zabiję, że wezmę tę swoją nogę i gołą stopą przycisnę mu gardło do łóżka, aż przestanie skurwysyn oddychać, i gdy już decyzję powziąłem, gdy po próbach ciumkania, gwizdania i ciumkania i gwizdania stopa moja coraz odważniej wędrowała w stronę jego szyi, facet zamarł. dosłownie przestał sygnalizować czynności życiowe, co na chwilę wzbudziło we mnie myśl, że być może stopa moja już się na jego szyi dawno zadomowiła i że - mówiąc krótko - zabiłem człowieka. przyjrzałem się facetowi baczniej, w ciemności wytężyłem oko i nic, zero, cisza. niedźwiedź grizli w dalszym ciągu spał snem niemowlaka, zwłoki żony w torbie na laptopa nie zachichotały radośnie, nic się nie stało, wróciłem więc do pozycji, pomyślałem ależ tu kurwa duszno i w mig zasnąłem.

gdy się obudziłem, faceta już nie było. na najniższej pryczy siedział tylko niedźwiedź grizli, który wielkimi jak snickersy palcami próbował napisać coś w telefonie.


  1. PC

    Człowiek doświadczony wie: chcesz spać w sypialnym - zażyj coś na sen. Może się zdarzyć, że będziesz później przez osiem godzin śnić kolejowe katastrofy (Gdańsk-Kraków, 2008), ale lepiej śnić katastrofy niż nie śnić wcale.

    15 grudnia 2009 at 19:31

  2. jakobe

    przemek pisze dobre gówno, nagroda się należała.

    14 grudnia 2009 at 21:29

  3. a przemek

    witkowski przemek dostal wlasnie nagrode bierezina. slusznie czy nieslusznie - to juz inna sprawa.

    14 grudnia 2009 at 9:30

  4. jakobe

    ja myślę, że nikt się nie gniewa.

    12 grudnia 2009 at 13:39

  5. barbra

    no teraz to ja sie splakalam ze smiechu (ale to sie nie liczy,bo ja ogolnie jestem rozchwiana emocjonalnie)
    SWIETNIE NAPISANE!az smrod cieplej stechlizny wydobyl sie z mego kompa podczas czytania.

    P.S. przepraszam giere…to nie ja pisalam-to wodka byla,ona pisala!

    12 grudnia 2009 at 2:20

  6. sarna

    czyli że ten grizli to taka cicha woda co zbieraÅ‚ materiaÅ‚ by wysÅ‚ać trybem przyspieszonym (czytaj Expres) wystukujÄ…c na klawiaturce zminiaturyzowanego laptopa gdzie w danym momencie znajduje siÄ™ chrapiÄ…cy z “żonÄ…”. A że w koÅ„cu i jego zmógÅ‚ sen…
    ;)

    10 grudnia 2009 at 19:29

  7. Lenka

    FascynujÄ…ce. :o)

    10 grudnia 2009 at 11:19


przepisz kod