fragment piosenki o strukturze opery i niejednoznacznej wymowie

19 sierpnia 2010

[95] kto w tym pomieszczeniu regularnie daje dupy?

anarchia w powietrzu

15 lipca 2010

[94] nie mog臋 nie zacz膮膰 od tego, 偶e wkurwia mnie taka pogoda, i nie m贸wi臋 wkurwia, bo nie przepadam albo inny eufemizm, m贸wi臋 wkurwia, bo literalnie nie jestem w stanie znie艣膰. to jest zdanie na ten miesi膮c, to jest zdanie na ca艂e wakacje. jednocze艣nie docieraj膮 mnie g艂osy entuzjazmu, niekt贸rzy bowiem 艣wietnie si臋 w tych okoliczno艣ciach odnajduj膮. odnajduj膮 si臋 do tego stopnia, 偶e gdyby mieli na pogod臋 realny wp艂yw, wyszed艂bym z broni膮 i - s艂owo daj臋 - zacz膮艂 strzela膰 na ulicy. prosz臋 zaprotoko艂owa膰: zacz膮艂by strzela膰 na 艣rodku monte cassino, nie ogl膮daj膮c si臋 na konsekwencje. takie jest bowiem prawo zranionej duszy, takie jest prawo spoconego czo艂a. tymczasem prosz臋, przyszed艂em co艣 powiedzie膰, my艣l mia艂em 艣wie偶膮 i lotn膮, lecz zanim zacz膮艂em pierwsze zdanie, trzydziestu dziewi臋ciu punk贸w anarchizuj膮cych w tym kraju powietrze wyprowadzi艂o mnie z r贸wnowagi, i偶 ledwo docieram do kropki, nie wypowiedziawszy w rzeczywisto艣ci ani s艂owa.

zielone na wierzchu

6 lipca 2010

[93] sko艅czy艂o si臋 na tym, 偶e obie moje pi臋ty zosta艂y g艂臋boko w gdy艅skiej ziemi, a tak偶e urwa艂o mi dup臋 wesp贸艂 z plecami, straci艂em s艂uch i b贸l rozgo艣ci艂 si臋 we mnie szczodrze. teraz, po czterech dniach na froncie, poszukuj臋 w贸zka inwalidzkiego, najlepiej z silnikiem spalinowym albo elektrycznym, abym nie musia艂 w takim jak dotychczas stopniu korzysta膰 z w艂asnego cia艂a, skoro mog臋 nie korzysta膰 i dalej 艣wietnie si臋 bawi膰. opener, drodzy pa艅stwo - bo o nim mowa - mimo nieprzebranej i w chuj z nimi gawiedzi ci膮gn膮cej si臋 przez horyzont jak t臋cza, wci膮偶 daje rad臋. daje rad臋 mimo typowo polskiej organizacji, kt贸ra polega na tym, 偶e podstawowy element ca艂ej zabawy, tj. openerowe opaski, ko艅czy si臋 pierwszego dnia, a bramki do wpuszczania t艂umu na pole festiwalowe s膮 w stanie dzia艂a膰 sprawnie jedynie przy kilkudziesi臋cioosobowych, a nie - jak to mia艂o miejsce - kilkutysi臋cznych kolejkach. daje rad臋 mimo chujowego piwa i daje rad臋 nawet wtedy, kiedy nie masz ju偶 si艂y, aby s艂ucha膰, i czujesz, 偶e za moment ostatecznie zerwie ci si臋 ta艣ma.

jestem, sk膮d przysz艂em

25 czerwca 2010

[92] dobra, powiedzmy sobie uczciwie: z tak膮 regularno艣ci膮 g贸wniany ze mnie bloger. nie dlatego jednak, i偶 mam w dupie, ale dlatego w艂a艣nie, i偶 nie mam w dupie i tylko czas, kt贸ry znajduj臋 mi臋dzy jednym a drugim, jest w dalszym ci膮gu niedostateczny, niewystarczaj膮cy i ma艂o obiecuj膮cy. tym samym przesta艂em orientowa膰 si臋 w 艣wiecie i tak na przyk艂ad w sobot臋 by艂em 艣wi臋cie przekonany, i偶 mamy w narodzie dzie艅 bez darcia mordy w telewizorze, a to by艂a jedynie cisza przedwyborcza, wobec czego natychmiast posmutnia艂em i w odpowiedzi na ten smutek wyjecha艂em na trzy dni do metaforycznego lasu, w kt贸rym ani grama pr膮du, ani grama maszyny i ani grama cz艂owieka. trzy dni min臋艂y jak najnowsza reklama nike鈥檃, to jest za szybko i zbyt pi臋knie, i ju偶 jestem, sk膮d przysz艂em*, i na o艣cie偶 otwieram blogaska**.

*i 偶adne tam, kurwa, przyszed艂em. przysz艂em to jest to, co zrobi艂em.

**za艣 blogasek to jedno z tych samostrzelaj膮cych w stop臋 s艂贸w, kt贸re w doszcz臋tny spos贸b dyskredytuj膮 w艂asny desygnat. inne to film贸wka, krejzol albo hitler.

porz膮dki

20 maja 2010

[91] po gor膮cym okresie wr贸ci艂em do siebie. ostatecznie nie ukrad艂em r臋cznika z hotelowego pokoju we wroc艂awiu, zapomnia艂em z powodu nagrody i teraz, kiedy trawi mnie w 艂贸偶ku choroba i zimny kompres staje si臋 dominuj膮c膮 figur膮 w moim systemie figur, my艣l臋, 偶e mog艂em jednak ukra艣膰. sama nagroda zaskoczy艂a mnie niemi艂o艣ciwie, w czym prosz臋 nie doszukiwa膰 si臋 kokieterii. strategie kreowania wizerunku mam w dupie r贸wnie mocno co konkursy pi臋kno艣ci. napisa艂bym wi臋cej, ale w艂a艣nie dowiedzia艂em si臋, 偶e wiede艅ski high life zosta艂 nominowany do gdyni, wi臋c mo偶e najpierw zjem 艣niadanie, przywitam si臋 ze s艂o艅cem i jeszcze raz od nowa uporz膮dkuj臋 sobie wszystko w g艂owie.

sile sile

8 maja 2010

[90] nie b臋d臋 ukrywa艂, 偶e jestem we wroc艂awiu. ruszy艂em w nocy, podr贸偶 zlecia艂a jak z pejcza strzeli艂, teraz siedz臋 w hotelu i zastanawiam si臋, czy ukra艣膰 hotelowy r臋cznik. przed chwil膮 przysz艂a do mnie ekipa z tvp kultura i pogadali艣my chwil臋 o tym, jak to jest wyda膰 pierwsz膮 ksi膮偶k臋. jest fajnie, tym fajniej, 偶e ksi膮偶ka nie przechodzi bez echa, powinienem by艂 odpowiedzie膰, ale zamiast tego zabe艂kota艂em co艣 pod nosem jak wo藕ny na bankiecie i zmarszczy艂em czo艂o. bywa i tak, 偶e pi臋膰 minut fejmu, jakie dostaje cz艂owiek w prezencie od wr贸偶ki, zamienia si臋 w pi臋ciominutowe mamrotanie. co te偶 - powiedzmy sobie uczciwie - jest fajne.

normalnie by mnie tutaj nie by艂o, ale wiede艅ski high life zosta艂 nominowany do nagrody silesiusa w kategorii debiut roku i gala og艂oszenia wynik贸w jest akurat dzisiaj, w艂a艣nie we wroc艂awiu. je艣li idzie o sam膮 nagrod臋, to owszem, pomy艣la艂em o niej raz czy drugi, ale prosz臋 mi wierzy膰, co by si臋 nie wydarzy艂o i jaki werdykt by nie pad艂, ostatecznie i tak wygrywa literatura, i gdybym o艣mieli艂 si臋 ju偶 teraz powiedzie膰, 偶e czuj臋 si臋 wygrany, 偶e sama nominacja jest wystarczaj膮c膮 nagrod膮, to pomimo ekstremalnie banalnego wymiaru takiej deklaracji - nie powiem nieprawdy.

pisma pisma, czyli tak偶e doda cierpi

22 kwietnia 2010

[89] przez ostatnie dni, jak co kwarta艂, siedz臋 na dupie w swoim kr贸lestwie, to jest w swojej mrocznej suterenie, gdzie paj膮ki i kosarze i gdzie nosz臋 si臋 z zamiarem wstawienia wreszcie d偶akuzi i takiego profesjonalnego, ale jeszcze bardziej - pretensjonalnego, stojaka na wino, chocia偶 wina nie pijam, ostatecznie wol臋 w贸dk臋; s艂owem - siedz臋 w swoim kr贸lestwie paj膮k贸w nad now膮 korespondencj膮, kt贸ra w艂a艣ciwie ma si臋 ku ko艅cowi. nie w sensie generalnym i ontologicznym, a jedynie odcinek prawie gotowy.

z tej okazji poszed艂em do kiosku kupi膰 nowy numer fa-artu. w zasadzie nie do kiosku, a do empiku, kt贸ry jest z艂odziejem i okrada wszystkie pisma w polsce, a ostatnio podobno tak偶e dod臋 i paru innych popularnych muzyk贸w. ja zreszt膮 od dawna uwa偶am, 偶e gdyby mo偶na by艂o pras臋 literack膮 i p艂yty dody kupowa膰 w kioskach, kupowa艂bym w kioskach, ale p贸ki nie mo偶na, p贸ty trzeba do empiku.

w nowym numerze fa-artu, o czym wiedzia艂em ju偶 wcze艣niej, jest recenzja mojej ksi膮偶ki. nie wiedzia艂em tylko, 偶e recenzja b臋dzie taka obszerna i 偶e w zasadzie nie b臋dzie recenzj膮, ale analiz膮. bardzo zreszt膮 fajn膮, napisan膮 j臋zykiem ludzi a nie j臋zykiem urz臋dnik贸w, w kt贸rej autor, jan szaket, nie tylko wgryz艂 si臋 w - jak to si臋 m贸wi - tkank臋 wierszy, ale tak偶e przeprowadzi艂 w艂asne 艣ledztwo internetowe w sprawie motyw贸w, na jakich ksi膮偶ka si臋 zasadza. to jest - przyznam - imponuj膮ce. w numerze jest zreszt膮 sporo fajnych recenzji, a w艣r贸d nich uczciwa - je艣li mo偶na takim s艂owem - recenzja ostatniego wybryku olgi tokarczuk autorstwa roberta ostaszewskiego.

poza tym sta艂o si臋 co艣 wi臋cej, o czym jeszcze nie mog臋 powiedzie膰, ale powiem nim ksi臋偶yc zn贸w wzejdzie w nowiu.

taka pi臋kna 偶a艂oba

15 kwietnia 2010

[88] po ostatnich dniach przewag臋 na poligonie mojego umys艂u zyskuje ob贸z sceptyczny. ob贸z sceptyczny twierdzi, 偶e si臋 nar贸d nie potrafi zachowa膰. mia艂em nie m贸wi膰, my艣l臋 sobie: po chuj kolejny si臋 b臋dzie wyrywa艂, skoro w kraju tylu ekspert贸w, ale postanowi艂em inaczej, odchrz膮kn臋 tylko i w dw贸ch zdaniach powiem.

istnia艂y i istniej膮 dwa wyra藕ne obozy: ob贸z tradycyjny i ob贸z alternatywny. ob贸z tradycyjny to jest ten ob贸z, kt贸ry zmienia avatary na profilach spo艂eczno艣ciowych, ten ob贸z cierpi i domaga si臋 upowszechnienia reakcji b贸lu, podczas gdy b贸l w narodzie rozk艂ada si臋 nier贸wnomiernie. w tym obozie prym wiod膮 media, kt贸re gdyby tylko mog艂y, ca艂kowicie zaciemni艂yby obraz na wizji i na ulicach miasta, ale skoro nie mog膮, to przynajmniej od rana do nocy powy艣wietlaj膮 zdj臋cia prezydenckiej pary z requiem mozarta w tle. ten ob贸z, powodowany tragedi膮, radykalnie zreszt膮 zmienia swoje my艣lenie o rzeczonej parze - jeszcze wczoraj to by艂 zacietrzewiony kurdupel z weso艂ym diab艂em u boku, a dzisiaj - m膮偶 stanu i jego wspania艂omy艣lna ma艂偶onka, kt贸rzy o艣mielili si臋 i艣膰 pod pr膮d spo艂ecznym i politycznym modom. ten ob贸z odczuwa g艂臋boki smutek (przechodz膮cy niekiedy w histeri臋) i jednocze艣nie ma odwag臋 powiedzie膰, 偶e to w艂a艣nie smutek, a nie na przyk艂ad szok (ob贸z alternatywny).

ob贸z alternatywny to jest ten ob贸z, kt贸ry od pocz膮tku ma racj臋 - wie, 偶e ka偶da zmiana jest chwilowa, 偶e tutaj nie ma co liczy膰 na prze艂om w stosunkach polsko-polskich i 偶e z ko艅cem 偶a艂oby narodowej (kt贸r膮 wita膰 b臋d膮 szampanem) wypali si臋 wszelki impuls do zmiany. ten ob贸z jest zreszt膮 zdania, 偶e pomys艂 jej wprowadzenia to decyzja lekkomy艣lna (cho膰 w istocie pierwsza w - jak to si臋 m贸wi - nowej polsce tak dojmuj膮co umotywowana), a wszelka cze艣膰, jak膮 oddaje si臋 tragicznie zmar艂ym, pozostaje czcza i przesadna, albowiem ka偶da 艣mier膰 jest r贸wna i z r贸wnym szacunkiem do ka偶dej 艣mierci nale偶y podchodzi膰 - tak do 艣mierci swojej matki, jak i do 艣mierci dalekiej kole偶anki matki. ten ob贸z zjada jednak w艂asny ogon, poniewa偶 w heroicznej krucjacie na rzecz zr贸wnania ze sob膮 wszystkich 艣mierci - 艣mier膰 prezydenckiej pary traktuje z ignorancj膮 jako dalszy, k艂opotliwy przejaw wy偶szo艣ci establiszmentu, kt贸ry nie 偶yje, nad ludem, kt贸ry wci膮偶 trwa. na koniec ob贸z alternatywny ma dodatkow膮 i rozstrzygaj膮c膮 przewag臋: z b贸lu po stracie uczyni艂 s艂abo艣膰.

jest jeszcze trzeci ob贸z, ob贸z sceptyczny. ten ob贸z ju偶 dawno wy艂膮czy艂 telewizj臋, odczu艂 swoje i swoje wie, i z niejak膮 satysfakcj膮, manifestacyjnie wr臋cz, nie uczestniczy w wielkim, spo艂ecznym komentarzu do sprawy. patrzy i z kwa艣nym u艣miechem na twarzy milcz膮co nas艂uchuje (milcz膮co przynajmniej do tej chwili), jak dwudniowe wzruszenie przechodzi w regularn膮 jatk臋, i nie mo偶e oprze膰 si臋 wra偶eniu, 偶e ju偶 to kiedy艣 widzia艂.

brian warner and the spooky kids

3 kwietnia 2010

[87] zanim o w艂a艣ciwym, to najpierw dygresja. panuje w spo艂ecze艅stwie takie powszechne zjawisko, kt贸ra polega na tym, 偶e ka偶dy zdrowy, przeci臋tny cz艂owiek, a zw艂aszcza zdrowy, przeci臋tny, m艂ody cz艂owiek uwa偶a si臋 za - m贸wi膮c j臋zykiem ulicy - pojebanego. pojebany oznacza w tym przypadku sympatycznego wariata o sprutym berecie albo urocz膮 krejzolk臋 spod znaku czego to ja nie robi艂am w 偶yciu, s艂owem - kogo艣 na poz贸r walni臋tego, b臋d膮cego uciele艣nieniem w艂asnych pragnie艅 o byciu - najcz臋艣ciej - kim艣 innym. maszerowa膰 przez takiego, dajmy na to, facebooka to jak maszerowa膰 przez zak艂ad zajefajnych pojeb贸w, z kt贸rych ka偶dy uwa偶a, 偶e jest jeszcze bardziej walni臋ty od najbardziej walni臋tego w swojej klasie. to mnie w艂a艣nie bawi i o tym jest dygresja.

istnieje jednak cz艂owiek, kt贸ry rzeczywi艣cie wi臋cej ma wsp贸lnego z ob艂膮kaniem ani偶eli zdrowym, przeci臋tnym umys艂em swojego pokolenia. cz艂owiek nazywa si臋 brian warner i jest to ciekawy przypadek pojeba, kt贸ry w pakiecie otrzyma艂 i talent, i chorowit膮 osobowo艣膰. ten 贸w cz艂owiek wyda艂 niedawno p艂yt臋 pt. the high end of low, zmieszan膮 z przys艂owiowym b艂otem przez niemal wszystkie obozy krytyk贸w muzycznych, kt贸rych - na marginesie - mamy w g艂臋bokim 偶alu, wobec czego 艣mia艂o mo偶emy powiedzie膰, 偶e p艂yta nam si臋 podoba. podoba nam si臋 nawet bardzo, chocia偶 zdajemy sobie spraw臋, 偶e nic tym heroicznym apelem nie wsk贸ramy.

to w艂a艣ciwie by艂oby na tyle, gdyby nie kolejna dygresja, kt贸ra przychodzi mi do g艂owy tylekro膰, ilekro膰 mowa o krytyce. ot贸偶 kiedy艣 sobie wyobra偶a艂em tak膮 idealn膮 dla mnie okoliczno艣膰: siedz臋 w kinie i ogl膮dam najnowszy film tarantino, z kt贸rego to filmu pisz臋 nast臋pnie krytyk臋, tekst wysy艂am do prasy i za wszystko dostaj臋 jeszcze pieni膮dze. tak to sobie wyobra偶a艂em pi臋knie do momentu, w kt贸rym okaza艂o si臋, 偶e nazbyt lubi臋 kino, aby nagle stan膮膰 po drugiej stronie barykady. przeto zapytuj臋: kim s膮 ludzie i czy jeszcze s膮 lud藕mi ci, kt贸rzy stoj膮 tam w艂a艣nie? koniec.

polskie kino ci膮gnie druta

10 marca 2010

[86] od tygodni chodzi za mn膮 zdanie polskie kino ci膮gnie druta. by膰 mo偶e, zwa偶ywszy na wyj膮tki w ostatnich czasach, powinienem powiedzie膰 艂agodniej: polskie kino robi loda, ale wyj膮tki nie s膮 znowu偶 na tyle typowe, aby zmienia膰 ton wypowiedzi. a ton jest taki jak s艂ycha膰 - ironiczny, pos臋pny, pe艂en znu偶enia i rozczarowa艅. w full metal jacket pada takie zdanie: potrafi艂by艣 wyssa膰 nawet pi艂k臋 baseballow膮 przez ca艂y szlauch ogrodowy i tyle mam do powiedzenia na temat polskiego kina. zw艂aszcza polskiego kina mainstreamowego, kt贸re przesta艂o by膰 ju偶 nawet rozrywk膮 i mam wra偶enie, 偶e przesta艂o by膰 tak偶e kinem, a sta艂o si臋 smutn膮 i pe艂n膮 偶enady przeja偶d偶k膮 maluchem z rur膮 wydechow膮 skierowan膮 do wewn膮trz auta.

po艣r贸d wyj膮tk贸w - 偶e tak powiem - czystych, jak na przyk艂ad sztuczki jakimowskiego czy d艂ug krauzego, pojawiaj膮 si臋 wyj膮tki niejednoznaczne i tak ostatnio obejrza艂em wreszcie rewers lankosza. lankosz si臋 stara, to wida膰, scenarzysta te偶 si臋 postara艂, r贸wnie偶 aktorzy, operator kamery i prawdopodobnie ca艂a ekipa filmowa postarali si臋 r贸wnie bardzo. film p艂ynie zr臋cznie, dialogi momentami rzeczywi艣cie zabawne, konwencja utrzymana i kiedy ju偶 my艣la艂em, 偶e mamy do czynienia z fajnym polskim filmem, nadesz艂o zako艅czenie. polskie zako艅czenie, tj. 艣wieczka na pomnik i bohater (a w tym przypadku bohaterka) odchodzi w przys艂owiow膮 dal. wymow臋 ko艅c贸wki pr贸buje jeszcze ratowa膰 muzyka w tle, ale muzyka w tle - powiedzmy sobie otwarcie - nie jest w stanie niczego uratowa膰.

od tygodni, kiedy tak za mn膮 艂azi to zdanie w tytule, zastanawiam si臋 nierzadko: co dalej z polskim kinem, panie andrzeju, jak 偶y膰?, i w dalszym ci膮gu my艣l臋, 偶e spali膰, przysypa膰 wapnem i za 30 lat zacz膮膰 od nowa*.

*przy czym nie widzia艂em jeszcze wszystkiego, co kocham.