jakobe mansztajn: stała próba bloga

automatycznie zapisany szkic

[251] kochany pamiętniczku, pomyślałem, że wielkie litery zbyt są tutaj urzędowe, zbyt uroczyste jak na skalę potoczności, jaka tu panuje, wobec czego znowu się zaszyłem w lesie drobnych literek, właściwie w krzaczkach, i stąd nadaję, ja – jeż mansztajn. gdyby pójść z tym porównaniem odrobinę dalej, można by powiedzieć, że na tej wysokości wprawdzie zawęża się widnokrąg i już nie widać całego pola, nie widać wielkiej polski całej, za to łatwiej się wyświetla pijany żuczek bujający się przez ściółkę; i mimo że to porównanie nie ma tu większego sensu – warto pamiętać, aby zatrzymywać się przy małych historiach.

pomyślałem o tym po raz pierwszy, gdy wgapiałem się w pomarszczone usta mojej matki. ojciec długo nie wracał, co oznaczało, że wróci po piwkach i będzie ambaras. matka czekała wtedy w oknie, pochylona opierała się łokciami o parapet i wgapiała w ciemną ulicę gospody. a gdy niepokój w niej wzbierał od tego gapienia się, bezwiednie zwijała fragment firanki w dzióbek i jeździła nim po ustach. pan samochodzik i fantomas. ile takich dzióbków odnotowała firana i ile napięć próbowały rozładować te dzióbki, ten tylko się dowie, kto stał wtedy obok mojej matki i milcząco razem z nią wgapiał się w ciemną ulicę.

z czasem jest trudniej, pamiętniczku. małe historie, drobne gesty rozpływają się w tym jeziorze codzienności. przeżywają tylko najwięksi, szczupaki zdarzeń, doniosłe chwile, a reszta na zmarnowanie jak łupiny z cebuli. a przecież tutaj z tych łupin budujemy domek. niezbyt urodziwy i nie dość zadbany, ale jedyny taki, w którym bez poczucia wstydu można przysiąść na zydelku i zachłysnąć się ckliwie o dzióbkach z firany i nie tłumaczyć, dlaczego ten dzień trzydzieści lat później, pomimo słoneczka, jest taki ponury. innymi słowy, pamiętniczku, o kolejny rok przedłużyłem to miejsce. to właściwie chciałem powiedzieć. życzmy sobie powodzenia raz jeszcze.

podpisano: jeż mansztajn, kronikarz małych, fundamentalnych zdarzeń.

Categories: Bez kategorii

« smutek-kręgosłupek

11 Comments

  1. też małymi

    29/07/2020 — 15:32

    jaka szkoda, że tak rzadko

  2. Jak zwykle niesamowicie. Czekamy wiernie, choćby i rok.

  3. Tak bardzo się z tym wpisem zgadzam i tak bardzo cieszę się, że blog wciąż żyje :)

  4. Żyje, póki ja żyję.

  5. Bratzacieszyciela

    02/08/2020 — 05:43

    co to za życie …

  6. no piękny i chybotliwy ten wpis jeżowy .i ważne że jest.

  7. Tak sobie przysiadłam na zydelku i zachłysnełam się Twoją chwilą.
    Dla takich chwil warto czekać.

  8. oj, dawno tu nie zaglądałam. myślałam, że strony już nie ma, a tu taka niespodzianka, nawet jakiś całkiem nowy wpis jest (było mi to potrzebne dziś właśnie, dziękuję;)

  9. oj, dawno tu nie zaglądałam. myślałam, że strony już nie ma, a tu taka niespodzianka, nawet jakiś całkiem nowy wpis jest (było mi to potrzebne dziś właśnie, dziękuję;)

  10. o jeżu, jakobe, jak miło było tu zajrzeć po miesiącach

  11. piękne to jest, chociaż się od tej wrażliwości zabijemy kiedyś. na razie na klacie siedzi ciężki jeż. piękne to jest.
    /pytanie techniczne: gdzie jest smutna prawda i jej poezja, a gdzie zgrabnie przylegające słowa i stylistyka? a raczej jak to zrobić, żeby jednego nie przygnieść drugim? to jest pytanie z serii niuanse niuansów, ale jakoś nie umiem nie myśleć o tym czytając cię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑