jakobe mansztajn: stała próba bloga

krzysztof krauze do jakobe mansztajna

[204] kilka dni temu obejrzałem wreszcie papuszę krauzego. to taki czarno-biały film o romach, z którym – proszę wybaczyć grę słów – mam bardzo kolorowe wspomnienie. otóż, dawno temu, ze trzy lata wstecz, zatelefonowała do mnie osoba, która przedstawiła się jako asystentka krzystofa krauzego. pan krauze, rzekła, zaprasza pana na przesłuchanie do roli jerzego ficowskiego w jego nowym – krauzego, nie ficowskiego – filmie o cygańskiej poetce, papuszy. sprawa wydawała się niedorzeczna, więc najpierw pomyślałem, że to jakiś kolega-śmieszek próbuje bezczelnie ciągnąć ze mnie łacha, ale kiedy zaczęły padać daty, miejsca, godziny plus inne wytyczne – pojąłem, iż rzecz jest na serio. wówczas, zachowując zimną krew, odpowiedziałem, głosem odpowiednio zniżonym, że bardzo sympatyczna propozycja, oczywiście, w przyszłym tygodniu chętnie wygospodaruję dla pana krauzego czas. na koniec zapytałem, czy pan krauze zwraca za przejazd do warszawy i z powrotem.

kilka dni później siedziałem już w poczekalni warszawskiego studio gdzieś, zdaje się, na powiślu. poza mną czekali inni: sześć, siedem wysokich i smukłych dziewcząt o włosach koloru słońca. pomyślałem, że jeśli one też ubiegają się o rolę ficowskiego, to nic dziwnego, że i do mnie zadzwonili. z samego przesłuchania pamiętam niewiele, ale jedno pamiętam dokładnie: gdy wycelowano we mnie kamerę, pani od castingu poprosiła, abym coś wyrecytował, najlepiej wiersz, najlepiej swój. toteż jąłem recytować, z początku nieśmiało, gdyż takie są początki – są trudne, ale po chwili nieco się ośmieliłem i na wysokości szóstego czy siódmego wersu dla lepszego wrażenia postanowiłem dodać element ciała, a dokładnie element ręki i spontanicznie, w takim nieco dramatycznym geście uniosłem dłoń i zamarłem na chwilę, po czym zapomniałem tekstu. przez kilka najbliższych sekund, które były najdłuższymi sekundami tamtego roku, próbowałem sobie jeszcze przypomnieć, jak ten mój wiersz leci, ale on już dawno odfrunął do swojego gniazda w chmurach. tym samym moja kariera filmowa została odroczona. dlaczego o tym wspominam. otóż, jak mówię, kilka dni temu obejrzałem rzeczoną papuszę i z ulgą odnotowuję – anotni pawlicki w roli ficowskiego dość dobrze wypełnia pustkę po mnie.

Categories: Bez kategorii

2013 » « piosenka dla billa murraya

21 Comments

  1. kiedyś zrobisz swój film:] taka historia: na koncercie w szkole muzycznej pierwszego stopnia trzy razy zaczynałam bacha. zacinałam się mniej więcej w środku i koniec. potem musiałam uczyć się bacha na wyrywki. taktami.

  2. najpierw ksiazka, potem film, a potem manhatan

  3. Nastęnym razem, Jakobe. Jeszcze zagrasz młodego Podsiadłę :)

  4. jakobe to pewnie zagra jeszcze samego siebie. nie bierz jeńców, tylko do roboty. co się ma talent marnować. :)

  5. piekne :>

  6. dodam, ze tez kiedys bralem udzial w castingu na modela dzieciecego do gazetki pewexu. nie udalo sie

  7. brawo!

  8. Świetne!

  9. Ja przepraszam, że tak nie w temacie, ale różne rzeczy dopadają człowieka na koniec roku, a mnie dopada głęboka potrzeba wyznania czegoś.
    Otóż. Zaglądam tutaj regularnie od jakiegoś czasu, stosunkowo od niedawna, więc lubię też sobie nieraz poskakać po przypadkowo wybranych postach z przeszłości. I wiecie co. Z taką samą lubością czytam owe posty, co i komentarze pod nimi.
    A więc, drodzy komentatorzy – szczególnie stali bywalcy – uważam, że w bardzo wyjątkowy sposób współtworzycie ten sympatyczny światek, do którego chce się wracać, nie tylko ze względu na Autora (niechaj mi wybaczy).
    Bardzo Was lubię, bądźcie tu zawsze.

  10. Zgadzam się z Zo. Komentarze tutaj to dodatkowa przyjemność. Ja nieczęsto zabieram głos, po prostu chyba zwykle nie mam za wiele do dodania :) Ale zawsze z przyjemnością zjeżdżam kursorem na dół strony i czytam komentarze znajomych nicków. Fajny świat się tutaj wykreował :)

  11. nigdy nie zagralem w film chociaz mama zawsze mi mowila ze jestem urodzonym komediantem nie wiem co to znaczy kiedys tylko zagralem w przedstawieniu szkolnym w krolewej sniegu to mialo mi otworzyc drzwi ale nie otworzylo.moze za bardzo sie staralem

  12. albo za malo

  13. troche to przemyslalem i jednak juz nie chce byc aktorem.ale jesli bedziesz zbieral ludzi do kapeli country to ja nie umiem na niczym grac wiec chetnie zglaszam swoja kandydature

  14. zo, z tego pokoju nie ma wyjścia;]
    sam, czy ty przypadkiem nie masz bacha w małym palcu? :]

  15. caviale, to jest najgorsze. ta uporczywa potrzeba domknięcia i następująca po niej komiczna perseweracja. powinno uczyć się dzieciaków w szkołach, jak z takich tarapatów wychodzić obronną ręką. słowem – jak odpuszczać, machnąć ręką. mojego kolegę dopadła onegdaj amnezja na apelu z okazji konstytucji 3 maja. recytował wiersz i utknął na wersie “więc narodowe uczcijmy święto”. powtórzył go z osiem (a może to było osiemdziesiąt) razy, zanim ktoś mu szepnął, aby dał sobie spokój. do dzisiaj się nie pozbierał.

  16. ….., czego sobie w nowym roku życzę.

  17. zo, autor naturalnie wybacza. a do tego obiema rękoma podpisuje się pod tym, co napisałaś. ja tego nie mówię dostatecznie często, a może nie mówię wcale, ale znajduję niezwykle przyjemnym czytanie wszystkiego, co się pod tymi moimi lamentami pojawia. nie wiem, czy będzie to właściwe słowo, ale: dzięki za obecność.

  18. sam, to powoli krystalizuje nam się pierwszy skład. to dobry moment, aby zacząć myśleć o nieskomponowaniu jakichś pierwszych utworów i w dalszej kolejności – o nienagraniu jakiejś płyty.

  19. jakobe, odpuścić? w szkole muzycznej nie było takiej opcji.

  20. bacha w malym palcu nie mam niestety ale mam wszystkie plyty metaliki na polce jesli to sie jakos liczy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑