jakobe mansztajn: stała próba bloga

trzeci element

[83] jeśli miałbym coś powiedzieć, gdy rok znów zatoczył koło, to powiedziałbym, że owszem, był to rok pracowity, pełen zwrotów, spektakularnych wywrotek i paru pomniejszych sukcesów. wyszła książka, to jest zawsze fajne, tym bardziej, że nadal się jej nie wstydzę i miałbym ochotę wydać kolejną. nie sądzę jednak, abym planował książkę poetycką, albowiem od ponad dwóch lat napisałem równo dwa wiersze i tak się składa, że oba wczoraj. teraz patrzę na nie i myślę, że jeśli tak dalej pójdzie, jeśli ktoś porządnie nie walnie mnie w pysk, zmieniając doszczętnie dykcję, wówczas mógłbym stworzyć nowy rodzaj w poezji, którego związek z poezją polegałby na tym, że ów rodzaj stanowiłby jej całkowite zaprzeczenie. ale to jakby na marginesie rozważań. inna rzecz, o której chciałem, to ponure wrażenie, że książka – pomimo swojego chwilowego nimbu – jako taka nigdy niczego nie zmienia. kiedyś czerski trafnie powiedział, że jedyny przykład książki, która cokolwiek w czyimkolwiek życiu zmieniła, to amok krystiana bali. kto nie wie, o co chodzi, ten niech sobie wpisze.

poza tym otworzyliśmy spółdzielnię, o której jest coraz głośniej na mieście: pół roku działalności i już robimy bałagan. ruch w spółdzielni doskonale zastępuje ruch w moim świecie prywatnym, wobec którego coraz bardziej się oddalam i na pytanie co u mnie odpowiadam, że naprawdę nie wiem, i jest to jedyna uczciwa odpowiedź. wracam po nocy do domu, w którym straszą upiory ubrań rzuconych na podłogę i jedną mam tylko myśl: pójść spać. obawiam się tylko, że któregoś razu po przebudzeniu powiem sobie, iż całe to zaangażowanie było na wyrost, rzucę spółdzielnię i wyjadę do japonii.

do tego korespondencja – kolejne numery są coraz lepsze i to nie dlatego, że jest w nich coraz więcej przekleństw, ale dlatego, że jest w nich coraz więcej przekleństw, które znajdują się na właściwym miejscu. myślę o wyrazie społecznego niezadowolenia, kontestacji głupoty i kiepskiej literatury. ponadto wyszliśmy wreszcie do ludzi, z hermetycznego pisemka w dość krótkim czasie przeistoczyliśmy się w pisemko mówiące ludzkim językiem, któremu dodatkowo wyrosły zęby. oczywiście znać trzeba proporcje, w dalszym bowiem ciągu jesteśmy kwartalnikiem, kwartalniki nie mają takiej mocy, ale zostaje przecież kolejny rok. za rok, o ile śmierć się we mnie nie rozgości, spotkamy się w tym samym miejscu i wtedy pogadamy.

Categories: Bez kategorii

jeszcze raz o tym samym » « poza zasadą lansu, video

6 Comments

  1. Co do korespondencji — racja — cenię sobie, czytam. Ale ja się trochę chujowo znam, więc marne pocieszenie.

  2. Ad. książka
    jak nie ‘zmienia’ skoro ‘stanowi’?
    ad. poezja
    jest zaborcza. Nie lubi konkurencji. A jednocześnie wymaga, by patrzeć, słuchać, dotykać i widzieć, słyszeć, czuć. (tak na marginesie to nie fair pisać w stylu: coś mam, napisałem ale wam nie pokaże)
    ad. Spółdzielnia
    :) Wyjątkowe miejsce, wyjątkowy klimat, wyjątkowi ludzie…
    pozdrawiam noworocznie :)

  3. >sarna, ja wiem, ale też chwalić się czymś, co jeszcze się nie odleżało, byłoby zabiegiem ryzykownym.

  4. Jakub, rozumiem. To zapowiedź. Dzięki za wyjaśnienie pzdr

  5. gratulacje i pełen podziw za sukcesy na polu literackim i w ogóle, jakobe. więcej poezji w tym nowym roku. jednak.

  6. >lenka, “sukcesy” to za dużo powiedziane. ale dziękuję, wszystkiego dobrego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑