jakobe mansztajn: stała próba bloga

woda, liryka i przyjebanie

[125] wykonałem przez internet manewr zakupu ośmiu plików w formacie mp3 za łączną, oszałamiającą kwotę pięciu funtów. pięć funtów za płytę bez krążka cd, pudełka, książeczki, special thanks to i świecidełek na okładce potwierdzających oryginalność, słowem – pięć funtów za płytę, której w istocie nie ma, a mimo to nadal uważam, że się opłaca. jeden mój kolega za takie praktyki zwyczajowo leje po twarzy. może nie w sensie literalnym, ale uważa i to uważa zdecydowanie, że płyta to jest kształt, zapach, faktura, kolor i teksty do uczenia się ich na pamięć. a także – last, but not least – wrażenia słuchowe. ale nie dlatego się kolegujemy.

płyta nosi nazwę waterworks (dla kolegi ewentualna opcja kupna tutaj, opcja dla pozostałych tutaj), a kapela nazywa się kyst. o samym kyście tylko tyle, że to fajne chłopaki, w dwóch trzecich z podwórka w sopocie, w jednej trzeciej z berlina. gdy postanowiłem sprawdzić płytę, najpierw w mojej głowie mimowolnie zaświtała myśl, aby sprowadzić ją sobie z internetu na drodze nie do końca legalnych metod pozyskiwania materiałów (komu tak czasem nie zaświta, ten niech pierwszy rzuci telefonem). ale później przyszła refleksja: kolegów okradać? proszę, tylko chuj i szubrawiec okrada kolegów.

to już druga płyta kyst na przestrzeni ostatniego roku. z pierwszą jakoś się rozminęliśmy – niewystarczający ładunek mocy, jak mawia mój siedmioletni bratanek. za to druga już pięknie rozkłada akcenty: jest liryka, jest przyjebanie, są porywające partie (jak w utworach miss the sea czy colours). duża tutaj zasługa instrumentarium, na które składają się gitara prowadząca (liryka, oddech, wiaterek między uszami) i dwie perkusje (przyjebanie w sam środek prostokątnego czółka), wobec czego jest waterworks jak dobrze napisana książka poetycka: tam, gdzie trzeba cofnąć rękę, tam ręka zostaje cofnięta, a tam, gdzie trzeba dać klapsa, tam idzie soczysty klaps.

Categories: Bez kategorii

poeta wchodzi na drzewo, czyli gdańska masakra piłą spalinową » « krótka apoteoza wątpliwości, czyli sokrates spotyka hipstera

18 Comments

  1. na twoją odpowiedzialność….

  2. ….i moje konto;)

  3. Szczeście, że to nie moi koledzy.

  4. przyznaje sie kradne jak pojebany

  5. dobra nuta :)

  6. Poprzednia płytka nudziła, ale ta jest mocna. Ogólnie podpisuję się pod recenzją (pod ostatnim zdaniem zwłaszcza)

  7. Panie Jakobe, to jest dopiero hipsterska kapela!

  8. lubię to;)

  9. A może podoba się, bo zapłacone pięć funtów?

  10. panie hipster, nie da się ukryć, że występuje tutaj pewien zbiór wspólny. punkt dla pana.

    harry, myślałem o tym. ale ostatnio zapłaciłem też siedem dych za obiad, który niekoniecznie zrobił się od tego smaczniejszy. obstaję więc przy opcji, że to po prostu fajna płyta.

  11. jest przyjebanie, jest wiaterek, może być też soczysty klaps – zapragnęłam owego krążka – jakkolwiek to brzmi;) Jak dla mnie klawa to recenzja jest, ech… Jakobe :)

  12. cześć i czołem. pokumany maluch, słowo daję.w sensie że bratanek:). i pewnie szczerbaty. 100% uroku osobistego!

  13. Rany, Jakobe, a cóż to za nowe zdjęcie? Takie… pisarskie…

  14. …trochę się nawet przestraszyłam przyznaję…

  15. dzięki, sięgnę.

  16. u., miało być de niro stajl. nie wyszło.

  17. jak na chłopaków z podwórka, grają nawet, ale tak ogólnie, jest dużo lepszej muzyki na wekeend. ta sprawia wrażenie rozbieganej we wszystkie strony.

    jakobe, wreszcie stanąłeś nogami na ziemi. wyglądasz na fotce jak marynarz po długim rejsie. ;]

  18. rejsie na beczkach wypełnionych whisky…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑