rise of da footsoldier

22 marca 2008 (7 komentarzy)

[42] trochę mnie nie było, a trochę mi się nie chciało. przesilenie wiosenne, mili, przesilenie wiosenne jak mordę strzelił, i chociaż za oknem śnieg i zimy vol. 2, to jednak przesilenie wiosenne, zdradliwe wiosny pod skórę wchodzenie rozregulowało mi odbiornik, nadajnik zaparowało, a mój mały, wewnętrzny maciej maleńczuk jął na powrót wołać: nic mi się nie chce, ciągle bym tylko spał

trochę oczywiście przesadzam, a trochę nie. zapadłem we wiosenny ćwierćsen i tylko od czasu do czasu zachwycę się głębiej, na przykład z niekłamaną adoracją spojrzę na kolejne mistrzowskie posunięcia ludzi od tłumaczenia tytułów. kim są te nieposkromione bestie?, myślę wówczas. kim jest autor – dajmy na to – finezyjnego polak potrzebny od zaraz (w oryginale: it’s a free world) czy piosenkowego choć goni nas czas (w oryginale: bucket list)? pytam, bo chciałbym osobiście uścisnąć obu autorom rękę. chciałbym naprawdę bardzo

kończąc, ale pozostając przy filmie: o tym człowieku, mili, o tym człowieku, o którym wikipedia i podobne jej filmweby póki co skwapliwie milczą, o tym człowieku usłyszą jeszcze najtęższe żuczki w mieście, aj!*

*albo właśnie będzie zupełnie na odwrót

bagnet na broń

4 marca 2008 (27 komentarzy)

[41] wciąż nie znalazłem tytułu na książkę. na stronie portretu stoi wprawdzie propozycja austriacka, ale już teraz państwu wyjawię, że dzieci z tego nie będzie. myślałem raczej o czymś kompletnie bez sensu, jak „szłeps” albo „płetwecie” („płetwecie” to ta części nogi w linii horyzontalnej za kolanem). proszę tylko posłuchać: jakobe mansztajn „płetwecie”. co za brawura, co za wolta!, napisałby krytyk w pierwszym zdaniu recenzji. z drugiej jednak strony, ujmują mnie tytuły proste, klarowne, takie, po których od razu wiadomo, czego się spodziewać – na przykład „42 wiersze o powolnym umieraniu kolegi z tego samego bloku” albo „nie mam dupy, jest mi źle”. wczoraj zaś przyszło mi do głowy, żeby olać całą tę zabawę i książkę zatytułować „wiersze”. jakobe mansztajn „wiersze”. i proszę mi uwierzyć, widziałbym w tym nawet pewną awangardowość. tym niemniej zabawa trwa