jakobe mansztajn: stała próba bloga

gdańsk-olsztyn

[6] otóż jest sobota rano. wespół z tym panem i tym panem wyruszamy do miasta olsztyna na na festiwal literacki pora poezji. we festiwalu mamy wziąć udział tak zwany czynny, to jest wyjść na środek, przeczytać parę tekstów, w międzyczasie odpowiedzieć na kilka pytań związanych z tym czy owym, lub w ogóle niezwiązanych z niczym, a na koniec porządnie w rurę przygrzmocić. każdy punkt, z naciskiem na ostatni, realizujemy z pełnym zaangażowaniem

jest sobota popołudnie. po niejakich kłopotach trafiamy wreszcie do pubu gacek, gdzie zaplanowane zostało spotkanie z gdańskimi poetami, spotkanie pod nazwą poetycki gdańsk. gdańsk, owszem, poetycki jest niezmiernie, choć akurat tej nocy najbardziej poetyckie będzie skrzypnięcie miękkiego łóżka w jednym z olsztyńskich hoteli po wylądowaniu pijanego ciała mojego pijanego ciała, dodajmy

sobota wieczór. najpierw cecko marcin proponuje żołądkową gorzką – żołądkowej nie odmawiam nigdy; następnie pułka tomaszek wyciąga armatkę z konopnicką marią w środku – marii, klasyki literatury polskiej, nie odmawiam tym bardziej. gdy rzeczy przybierają tak zwany niebezpieczny obrót, pewna niewiasta, pewna błogosławiona niewiasta, dobrotliwie wyprowadza mnie na zewnątrz i wkłada do taksówki. ja jeszcze próbuję coś powiedzieć, coś jej przekazać ważnego, że pomysł z taksówką jest naprawdę wyśmienity, ale ja nie mam czym zapłacić, i przekazuję to głosem bełkotliwym w stopniu zdałoby się wykluczającym zrozumienie. lecz ona przecież nie jest z tego świata i rozumie mnie doskonale, i czułym tonem odpowiada, żebym niczym się nie martwił, po czym wciska mi do ręki najpierw dziesięć, a następnie (jak wynika z porannego rachunku) trzydzieści polskich złotych

o, niewiasto, samarytanko na los umęczonych wrażliwa, bądź błogosławiona po stokroć

Categories: Bez kategorii

untitled » « viva emptiness

31 Comments

  1. gdzie jest ten ląd, przyjacielu, gdzie kobiety są tak hojne i tak łatwo zapomnieć ich twarze?!? gdzież, o gdzież!?
    potrząsał mną, trzymając za klapy kubraka, a w oczach jego tlił się smutek – jego zimny i drżący smutek. o tak.

  2. >pz, ja ci powiem, bracie – olsztyn, nowowiejskiego 10. one gdzieś w tamtych okolicach uwiły sobie gniazdko.

  3. bo połeci, jak wiadomo, nie dla smaku piją, o nie, ale dla wzmożenia egzystencji

  4. mru > w moim przypadku jako nie poety jest odwrotnie z ta egzystencja jednak tylko , nie ze smakiem

  5. Czarna Offca

    05/03/2007 — 16:41

    Dobrzy ludzie się trafiają, czasem.

  6. a idź jakobe sobie! złe wzorce propagujesz i wyznajesz, a raczej wyznajesz i przez to propagujesz ;) nie rozumiem, jak można pić w taki sposób, bo jak na smutno, to samotnie lub co najmniej kameralnie, no a jak imprezowo, to nie powinna się niewiasta pozbywać ciebie z placu boju, czyż nie? ergo, tak się spić, panie mansztajn, wstydziłby się pan

    drżące smutki…, hm… o, nie, o raczej nie… :) drżącymi palcami z drżącego smutku to można drżąco się o egzaltację drżącą otrzeć. ryzykowne

  7. emce pułka

    05/03/2007 — 19:40

    sie jara. :D

  8. zal dupe sciska ze sie bylo w tym czasie w innym miejscu

  9. >mmm, picie jak najbardziej imprezowe, rzekłbym – definicja picia imprezowego. co do niewiasty błogosławionej: na tym właśnie cały wic polega – gdy jeden z imprezowiczów upada, drugi go podnosi i do taksówki wsadza.

    >emce pułka, take me to your dealer, ziom :].

    >giera, no szkoda, że cię nie było. ale powtórzymy to jeszcze, oj powtórzymy.

  10. już po pierwszym upadku? od razu do taksówki?

  11. >mmm, ja tutaj “upadek” rozumiałbym jako “ostateczny”, a nie jako “pojedynczy”. ale pomówmy o czymś innym, temat jest przecież niepoważny.

  12. a mówiłam, że to mocne ziółko ;P szczerze mówiąc martwiłam się o Ciebie, dobrze, że dotarłeś i żyjesz :)

  13. >krys, wprawdzie nie bez problemów, ale dotarłem cało. pamiętam, że jeszcze w recepcji rozwinęła się we mnie potrzeba, aby zostawić pani recepcjonistce dowód osobisty, kiedy dowód nie był potrzebny. z dobrych kilka minut próbowałem ją przekonać, żeby jednak dowód wzięła, ale pani okazała się nieprzejednana ;].

  14. cóż za szlachetna postawa panie jakobe ;)
    pani musiała być zaintrygowana… walecznością!
    ;))

  15. >iris, w rzeczywistości tylko uśmiechała się pobłażliwie i z czułą wyrozumiałością powtarzała: “nie jest potrzebny. ale naprawdę, nie jest potrzebny”.

  16. a widziałeś tego brazylijskiego piłkarza leżącego w hotelowym korytarzu na wznak?

  17. żeby nie było: brazylijskich piłkarzy poznaje się po tym, jak o 4 rano biegają w korytarzu hotelowym, strzelając gumką slipek, opalając się przy świetlówkach i kopiąc puszki po piwie. i wołają: ole ole.

  18. Jurek Pilch II jak w morde strzelił

  19. do mmm
    do cholery! sprostowanie psiakrewie!
    a) plac boju nie należał do niewiasty a ni żadnego z jej towarzyszy. na własnym placu boju zawsze jest gdzie leżeć!
    b) nie wyprowadza tylko znalazła na mrozie i śniegu :P
    c) mogła zostawić ale chciał do dom ino trafić nie mógł
    d) a że wie że czasem ciężko trafić to kurew drogę wskazała!

    żeby nie było. to gwoli ścisłości. czułkiem

  20. od razu wiedziałam, że jedyną tam świętą była wuszka :)

  21. gwola doceniona :)) ścisłość też w pierwszej dziesiątce cnót się znajduje. no i ja delikatnie tylko zasugerować coś chciałam, co jakobe wyraził potem, ale jak jakobe to wyraził potem, to już mi sie nie chciało napisać “ależ nie śmiałabym tak obcesowo”
    przysięgam, ze nie jestem podła :)) choc może na tak iście samarytański i altruistyczny i anielski uczynek bym się nie zdobyła, ale to dlatego, ze zawsze jestem po tej drugiej stronie miski/stołu/kładki/szkła i empatię mam dla tych, co to ich już protekcjonalnie zaczynają traktować (wyrozumiale, pobłazliwie i inne takie:), bo sama nie lubie. też czółeczko

  22. z dawien dawna

    07/03/2007 — 20:37

    jakobe: w ogóle cię nie śledzę, ani tego co z ciebie wypływa. brak mi czasu przede wszystkim. choć kiedyś czytałam. ale powiedz, czy ty gdzieś coś złożyłeś, czy jest jakaś szansa żebyś wydał wiersze? żeby cię poczytać inaczej niż wirtualnie? a może już co(ś) wyszło, tylko ja nie wiem? powiedz, powiedz szczerze.

  23. rozważając ‘żółty szalik’ i tekst powyzej wnioskowanie pi razy drzwi logiczne prowadzi do konkluzji… samarytanizm rzecz modna i to ładne 2 tys. lat…
    że też nikt na tym jeszcze nie zbił fortuny…

  24. >krys, owszem: mężczyzna o cerze śniadej jak młode kartofle, ubrany we wyjściową koszulę i spodnie wyjściowe drzemał w hotelowym korytarzu i charczał. w momentach przebudzenia – szczekał.

    >z dawien dawna, nie jestem pewien ile mogę powiedzieć, ale no – pojawiła się taka opcja, w sensie żeby wydać.

  25. >dada, ale ocb z tym pilchem?

  26. mmm heh. to są dwie strony? o matko, lubię kiedy kto mnie wyrozumiale i pobłażliwie traktuje ;) gorzej, że zwykle to dąży w inne strony – na plakaty, a te mają kurewską umiejętność wiszenia na płocie całymi latami. olala nie widzieli chyba dobrej olsztyńskiej imprezy. z takowej się nie wraca ;P

    ale tekst fajny Jakobe :)

    Krys – poproszę na piśmie zatem, nikt w błotnistych progach w to nie uwierzy :)

    no to ja już się żegnam i przepraszam, że w cudzem progi bez odpowiedniego świstka lubo świstuna (niebiologom- to takie kaczę) wstapiła

  27. >wusz, luzik, luzik. tutaj nie potrzeba świstków ani zaproszeń. tutaj wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami.

  28. a biega mniej więcej o to,że czytając tę notkę ,to jakbym Pilcha czytała(miejscami).Broń boże epigoństwa nie mam na myśli.Pozdrawiam.

  29. >dada, a to nawet możliwe, że mnie się na frazę rzuciło, bo właśnie jakoś w okolicach spisywania tej notki poczytywałem sobie “moje pierwsze samobójstwo”.

    nic nie ujdzie czytelnikom tego bloga, nic :].

  30. z dawien dawna

    08/03/2007 — 19:39

    jakobe racja, lepiej nic nie mów. lepiej pisz. ale jak już wyjdziesz na dobre, to daj znać urbi et orbi.

  31. >z dawien dawna, się wie. dam cynk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑