jakobe mansztajn: stała próba bloga

kochanowski raz jeszcze

[129] majówka jeszcze nigdy nie była taka wyczerpująca i destrukcyjna. stąd pauza na blogu celem przywrócenia poziomu elektrolitów w organizmie i złapania równowagi pomiędzy uszami. wróciłem po pięciu dniach lewitowania nad ściółką leśną, wróciłem z silnym poczuciem, że właściwie to najchętniej zamieszkałbym na jakiejś gałęzi w borach tucholskich i zamiast na komputerze – wydzierał wiersze rylcem na sosnowej korze. to nieprawda, nie zamieszkałbym, ale ilekroć wracam skądkolwiek, tylekroć w głowie mam burdel i jak bumerang wracają do mnie słowa remarque’a: ego zawsze pragnie swego przeciwieństwa. przeczytałem je kiedyś w książce, której tytułu teraz nie pamiętam, i od tego czasu wiszą nade mną jak klątwa kasandry. stoisz – chciałbyś leżeć, budzisz się w półmilionowym mieście – chciałbyś się nie obudzić w stuosobowej wiosce. a na końcu boli cię głowa i najpierw myślisz, że to wciąż alkohol, a później myślisz, że to jednak nie alkohol.

Categories: Bez kategorii

zwyczaje polaków » « john mclane idzie dalej, czyli jeszcze raz o tym samym, ale nie do końca

45 Comments

  1. przystanek na horyzoncie – tak się nazywała książka.

  2. czyli zyjesz, to najwazniejsze

  3. a nie odmarzły koledze giczałki w tych ciemnych lasach?

  4. Jest w tym co napisałeś, mimo że tekst jest krótki, dużo refleksyjności i takiego ogólnego smutku, ale smutku, który nie do końca jest smutkiem, bardziej żartobliwą melancholią.

    ‘a na końcu boli cię głowa i najpierw myślisz, że to wciąż alkohol, a później myślisz, że to jednak nie alkohol.’ – To zdanie ma duży potencjał refleksyjny.

  5. caddy, byłem jak elektrownia, zasilałem kominek.

    c+, całe szczęście, że nie wypłukałem się z refleksyjności, w innym razie mógłbym od razu złożyć szabelkę.

  6. a na końcu stwierdzasz, że to nie głowa…

  7. ….tylko serce

  8. albo kolano :)

  9. Albo jednak głowa.

  10. halo, to ja!

    takie małe wioski, to miejsce dla wytrwałych
    podobno im trudniej w życiu tym ciekawej :)

    bez marudery jakobe!

  11. polonistko,
    z bolącą głową nigdzie nie jest ciekawie, a w małej wiosce może nie być ibupromu

  12. polonistka, wioska mnie powiła, miejskie krowy karmiły mlekiem, wszystko się zgadza.

  13. and now for something completely different: nie wiem, czy panowie i panie mieliście już styczność, ale to jest momentami wspaniałe http://vivianmaier.blogspot.com/

  14. momenty są:) dzięki.

  15. halo, to znowu ja!

    jakobe jest taki świetny felieton Mrożka o tęsknocie, prowincji i miejskim Wielkim Świecie…
    podążam wg tego :)

  16. c+ ‘dużo refleksyjności i takiego ogólnego smutku, ale smutku, który nie do końca jest smutkiem, bardziej żartobliwą melancholią’-to się nazywa stara dusza

  17. 1. u mnie ten ból jest chroniczny;) 2. zastanawiam się czy większość twoich gości, jakobe, (lub intruzów takich jak ja;) ma odczucie, że czyta o sobie? 3. na korze można pisać piórem;)

  18. polonistka, zaznajomiłbym się. gdzieś w sieci znajdę?

  19. caviale, ad 2. na pewnym poziomie ogólności wszystkie wydają się podobne. a intruzów widuję niekiedy w domu, jak przyjdą sprawdzić licznik gazu. tutaj intruzów brak.

  20. za mało jest takich blogów.

  21. zdjęcia są świetne. byłoby szałowo, gdyby bozia obdarowała okiem pani vivian.

    a jeśli chodzi o ból, melancholię i te takie, to wydaje mi się, że kolega przeżył szok tlenowy. w mieście, jak się człowiek poddusi trochę smogiem, to od razu poziom wrażliwowści spada, a rośnie odporność na weltschemrz.

    na wieś powinno się zatem zabierać woreczek foliowy wypełniony miejskim powietrzem. w sytuacji szoku lub nagłego ataku nieprzysiadalności woreczek otwieramy. parę wdechów i wszystko wraca do normy.

    ps. dobry intruz nie jest zły. zawsze jest do kogo gębę otworzyć.

  22. jakobe, nie w sieci nie znajdziesz ;)

    Podeślę Ci na maila… W ogóle polecam cały zbiór felietonów, ale to już na priwie napiszę :)

  23. jakobe, wyrozumiałość to dzisiaj rzadka cecha:)

  24. caddy, :]. to może być to, przed snem podpiąć się do butli tlenowej wypełnionej miejskim powietrzem i spokojnie zasnąć.

  25. caddy: kocham Cię za ten wpis:)

  26. Remark o tak. Tak tak. Takie życie.

  27. Zgadzam się z Remarque’iem, ale z drugiej strony farciarzem jest ten, kto potrafi jarzyć paszczę na widok tego co ma w misce. Ale jaka pełna by miska nie była, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Sytuacja między młotem a młotem.

  28. bardzo trafne to o ego. brawo dla klasyka.

  29. na woreczkach z miejskim powietrzem można pewnie niezły interes zbić. wszak co miasto to inaczej. raz można nowojorskim, raz wrocławskim powietrzem się zachłysnąć, a innym razem jakąś małomiasteczkową atmosferą, by potem szybki citing, Katowice, Poznań, Oslo, Londyn, Rejkiawik…

  30. i świecie :)

  31. Widzialam te foty na blogu Kuby Dabrowskiego.
    Jako zwierzęta powinnyśmy mieszkać w lesie. A nie w miejskiej dżungli.

  32. Baś, i powinniśmy pić wodę :)

    gospodarz nam zaniemógł.
    a może właśnie coś wygrywa? :)

  33. albo poczuł kolejny zew natury

  34. czyżby wydzierał rylcem w sosnowej korze?

  35. Litrami! I żywić się nektarem i ambrozją:)

  36. skoro nasz landlord nas ignoruje, to ja opowiem kawał:

    zdesperowana dziewczyna stoi na nadbrzeżu i chce popełnić samobójstwo. zobaczył ją młody marynarz, podchodzi do niej i mówi:

    – nie rób tego, zabiorę cię na pokład naszego statku, ukryję, przemycę do ameryki, tam zaczniesz nowe życie. przez cały rejs będę cię karmił, będę dawał ci radość, a ty będziesz dawać radość mnie.

    dziewczyna, postanowiła dać życiu jeszcze jedną szansę i poszła z marynarzem na statek. ten ukrył ją pod pokładem, karmił i dogadzał, a całe noce spędzali na miłosnych igraszkach.

    pewnego dnia sielankę przerwał kapitan, który przypadkiem odkrył kryjówkę dziewczyny.
    – co tu robisz? – zapytał surowo.
    – mam umowę z jednym z marynarzy. zabrał mnie do Ameryki, karmi i dogadza, a ja pozwalam mu robić ze mną, co zechce. mam nadzieje, że kapitan go nie ukarze?
    – nie – odpowiedział kapitan – chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że jesteś na pokładzie promu wolin -świnoujście – wolin.

  37. ciężkie ostatnie dni, nagłe historie i wypadłem z rytmu. ale jestem, czytam, nie ignoruję.

  38. kiedy ciężko, to chyba należy wesprzeć, chociażby słowem dobrym:) bo ramieniem wesprą najbliżsi.

  39. ta dziewczyna musiała być baaaaardzo zdesperowana:)

  40. jako dziecko wsi głoszę: najlepiej ryje się w korze brzozy!!! ;)

  41. z cyklu “tę stronę trzeba zobaczyć”:
    http://todayspictures.slate.com

    jest o tyle ciekawa, że każdego dnia publikują na nie zdjęcia wyciągnięte z archiwum magnum. każdy dzień to inne hasło.

    dziś jest piątek, trzynastego.

  42. śietna strona. jakobe żyjesz?

  43. * świetna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑