jakobe mansztajn: stała próba bloga

john mclane idzie dalej, czyli jeszcze raz o tym samym, ale nie do końca

[128] to zresztą nie jest koniec ani nawet początek, ten nerw uruchomił się znacznie wcześniej. najpierw pomyślałem: trochę to jednak niestosowne, iż mój ewentualny dzieciak, o ile kiedykolwiek będę miał dzieciaka, urodzi się przynajmniej trzydzieści lat po moich urodzinach (mógłby wówczas od razu zwracać się do mnie per ty stara budo) i zobaczy człowieka, który nie będzie miał mu nic do powiedzenia. inna sprawa, że jeśli urodziłyby się wcześniej, być może zastałby ojca w mało pedagogicznych okolicznościach: z kokainą w nosie i dwiema tajskimi prostytutkami w mieszkaniu do połowy wypełnionym kisielem. nie mówię, że na pewno, ale jest oczywiście taka możliwość.

a później przyszły myśli nieco bardziej konwencjonalne, nad którymi nie ma potrzeby się tutaj rozwlekać. tylko tyle, że na fali tej nowej wrażliwości i w obliczu niedostatecznej wiedzy o sobie i tobie, dzieciaku, zacząłem grzebać w rodzinnej mitologii. napisałem nawet do żih-u z listą szczegółowych pytań o dziadka, który w ’42 siedział w nowogródku. nie na zakładowych wakacjach, a u niemców w obozie. obóz mieścił się w gmachu sądu i siedział w sądzie taki dziadek, z wyrokiem śmierci za niewinność, za dawidowe pochodzenie i w obliczu śmierci odbierał lekcję życia. być może dlatego – tak później pomyślę – przez resztę obecności niewiele mówił (czyżby niewystarczającej tragedii ludzie gadatliwi zawdzięczają swoją gadatliwość?). przeważnie czytał, a gdy się odzywał, to krótko i treściwie: umyj szyję, zjedz pomidora. a później umarł i nie zdążyliśmy nawet pogadać.

do pewnego momentu takie historie funkcjonują w umyśle jako anegdota, mniej lub bardziej przykra mitologia. aż w końcu następuje moment spustowy, na przykład w głowie rysuje się obraz trzydzieści lat młodszego pacholęcia, które zwraca się do ojca w kwestiach fundamentalnych słowami skąd się wziąłem, stara budo?, i mitologia zamienia się w historię współczesną, a historia współczesna przechodzi w teraźniejszość. byłoby retorycznym nadużyciem, gdybym na koniec jeszcze dodał, iż teraźniejszość zaczyna wreszcie lepić babki z przyszłością, ale co ja mogę – tak to mniej więcej wygląda, dzieciaku.

Categories: Bez kategorii

kochanowski raz jeszcze » « john mclane idzie pogadać z matką

39 Comments

  1. dobra, wystarczy, bo wygląda jakbym sobie tutaj urządził seminarium z historii.

  2. pierwszy dzień wiosny

    27/04/2011 — 15:19

    co z tego że seminarium. ja tam akurat lubię. a jak jest inteligentnie i z nerwem, to już w ogóle zajebiście lubię.

  3. jakobe myśli o dziecku. może jest to jeden krok dalej, co najmniej jednak tak duży jak krok na księżyc. ;] przy dzieciach świat przewala się do góry nogami, właśnie z powodów jakie tu opisałeś. stajemy się nagle częścią przeszłości. i nikt w to nie wierzy, póki sam tego nie dozna.

  4. jak to możliwe, że na moim stole, w rozrzuconych od dwóch dni starych zdjęciach i listach, znajduję prosty wiersz zapisany na brzozowej korze…
    eh, przepraszam, to chyba rodzinne spotkania wpędzają człowieka w sentymenty.
    a tak w ogóle, chcę powiedzieć to samo co pierwszy dzień wiosny.

  5. ale to sie zajebiscie czyta tylko czekam kiedy zaczniesz wjezdzac na innych poetow albo pisarzy bo troche tego mi tutaj brakuje

  6. eh Sam, ta wieczna potrzeba igrzysk :))

    z tego co sobie przypominam, wiek rodziców w pamięci dzeci zatrzymuje się tak w okolicach czterdziestki. dalej jest długa przerwa, po której okazuje się, że rodzice stali się już staruszkami i pewnie zaraz umrą.

  7. co ja mogę – tak to mniej więcej wygląda, Caddy.
    ;]

  8. Sam do Caddy

    28/04/2011 — 09:11

    to do igrzysk bylo

  9. ., powiedziałbym raczej, że pomyślałem o dziecku, niekoniecznie myślę cały czas. ale tak – trzydziestka zbliża się wielkimi krokami, czas podsumowań, pierwszych refleksji i tęsknot, stąd też może ten historyczny nerw we mnie.

  10. sam, średnio jestem zasymilowany ze środowiskiem, ale jak znajdę powód, to – cytując klasyka – zakurwię z laczka i poprawie z kopyta :].

  11. caddy, to ja tak właśnie mam, jeszcze parę tygodni temu byłem pewien, że oni ciągle w okolicach czterdziestki, a tu proszę – teraz to mnie jest do czterdziestki bliżej.

  12. ta, tak. tak to mniej więcej wygląda. dziecko powinno się mieć przed trzydziestką, bo potem to bywa różnie ze złapaniem tzw. kontaktu. i całe życie przez to może się wydać jakieś takie do dupy (przepraszam).

  13. do Bo: czyli po tzw. “ptokach” jeśli chodzi o mnie:( teraz to już tylko coraz bliżej do grobu!! a tak na poważnie.. sama nie wiem, co lepsze: 1.wejść wcześniej w “rodzinę”, odchować – mieć dobry kontakt z dzieciakiem i później czas na samorealizację, czy 2. realizować się, dojrzeć!! o ile to możliwe?? i dopiero wtedy zdecydować się na potomka.. tylko dlaczego z czasem tak trudno podjąć to wyzwanie ŚWIADOMIE?

  14. prawdopodobnie to co powiem będzie naiwne, ale może czasem trzeba dać się ponieść…miłości? wprowadzić trochę improwizacji?

  15. ale przecież dzieci można mieć bez miłości.

  16. caddy, pewnie, że można. tylko wtedy to raczej z wielką stratą dla dzieci.

  17. może z kolei to, co ja napiszę będzie naiwne.. bez miłości TO JA NIE CHCĘ;) choć ta cała MIŁOŚĆ ulotną bywa, zdaje się..

  18. jakobe, ów hipotetyczny dzieciak będzie się do ciebie zwracał tak, jak go nauczysz, różnica wieku nie ma tu nic do rzeczy. trochę strzelam, ale jakościowe rozróżnienie pomiędzy 20+ a 30+ pojawi się pewnie dopiero w okolicach gimnazjum. inna sprawa, że teraz trzydziestoletni młody rodzic to norma. ale żeby nie było tak różowo-lukrowo – cytacik: ‘wygrałem tato. a ty jesteś przegrany’ [sic!]

    caddy, do miłości jako jednej z przyczyn rodzicielstwa dorzuciłbym słodką niewiedzę czym się to potem je ;]

  19. nie no jasne, że fajnie jak jest miłość i te sprawy. no i wiadomo, każdy tak chce.
    ja mówię o stronie praktycznej, dzieci można mieć bez powyższego. na biologii o tym mówili.
    to była najciekawsza lekcja, jak mogliście nie uważać? :)

    a poważnie, mam wrażenie, że im człowiek jest starszy, tym mniej przerażająca staje się wizja posiadania potomstwa. może wie się na tyle dużo, że ta nieświadomość, o której piszesz foma, jest wręcz kusząca.
    poza tym fajnie jest mieć coś swojego :)

    oczywiście powyższe zupełnie nie dotyczy osób, które nieco bardziej koncentrują się na sobie. ich plany i ciekawość może iść w zupełnie inną stronę. ale każdy może wybierać według własnego uznania.

  20. caddy, im człowiek starszy tym bardziej uświadamia sobie co oznacza posiadanie potomstwa. odpowiedzialność w takich chwila działa bardziej przeciw niż za. a jeszcze bardziej to czuć kiedy już masz jedną pociechę.

  21. uświadomiłam sobie, że właściwie gadam jak eksperci w telewizji – udając znawcę tematu, o którym tylko czytałam.
    nie ma opcji, jestem jeszcze jakby po drugiej stronie płotu.
    mam tylko jedno pytanie, foma – gdybyś mógł zrobić parę kroków wstecz i wiedziałbyś, co cię czeka, wolałbyś poplumkać jeszcze wolno, czy mieć jednak tego bystrego kajtka?

  22. myślę, że miłość jest niezbędna, niezależnie od strony technicznej;)

  23. Z podręcznika Hipstera (fragment we współpracy z Emo): Powoływać kolejne istnienie na ten okrutny świat samo w sobie jest okrucieństwem.

  24. a jaka jest alternatywa?

  25. caviale, jest! zmienić świat :)

  26. caddy, a ile kroków wstecz i dlaczego tylko tyle (albo aż tyle)? ;) bez bystrego juniora już nie wyobrażam sobie świata, bez rozwrzeszczanej malutkiej? hm… ;D

  27. Sterylizacja i niczym nie pohamowana rozpusta.

  28. caddy, jestem za:) i plasuję się gdzieś pośrodku:)

  29. Hipster, i pozbawisz swojego potomka takiej przyjemności?;)

  30. Czyli, foma, moge sie pokusic o stwierdzenie, ze cale gdybanie na temat wszystkich ewentualnych scenariuszy mozna wlozyc do szafy. Jak juz male jest, to i tak niespecjalnie chcialoby sie zawrocic, nawet jesli bylaby taka mozliwosc? Swoja droga, kolega mi kiedys powiedzial: “kochasz to, zmieniasz dla niego cale zycie, a ono w wieku nastu lat i tak ci powie, ze go nidy nie kochales” :)

  31. do nastu jeszcze mam jakiś zapas :) ale faktem jest, że w pewnym momencie już nieco inną perspektywą się posługuje, na nieco inny horyzont patrzy i znosi się wcześniej nieznaszalne. co nie znaczy, że czasem nie chce się mieć wszystkiego i wszystkich gdzieś i pożyć tak, jak żyło się w erze sprzed.

  32. Jeśli już to ambitnie i nie jedno:)

  33. cisza i nic?

  34. Można spojrzeć na to z innej strony. Ale można też nie. ;)

  35. Z innej mańki ( a może jednak nieco zbieżnie, bo i ten temat trochę w takich reminiscencjach pływa): zaraz 40 rocznica śmierci Wojaczka. Czy ktoś zna zespół Fonetyka, który w Ygreku będzie grał Wojaczkowi?

  36. nie znałam, ale zajrzałam na stronę i piosenka na niej opublikowana jest całkiem wporzo.
    idę na koncert, bo może być ciekawie.

  37. qwerty -> ula

    05/05/2011 — 11:27

    nie moj klimat, ale to akurat jest bardzo udane

  38. Bardzo dobry tekst. Może funkcjonować jako samodzielna miniatura prozatorska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑