jakobe mansztajn: stała próba bloga

raport z miasta, cz. 1

[67] na początek pytanie: dlaczego święto pracy nazywa się świętem pracy, skoro nikt tego dnia nie pracuje? jeśli święto pracy byłoby w istocie świętem pracy, obywatele pracujący winni w tym uroczystym czasie wyrabiać kosmiczne nadgodziny, gdy tymczasem leżą na sofach jak postrzelone na polanie sarny. jeśli zatem leżą na sofach jak postrzelone na polanie sarny, to nie święto pracy, ale raczej święto postrzelonej sarny. idąc dalej tym tropem, można by, na przykład, świętem wojny ochrzcić dzień, w którym wszystkie konflikty militarne zostają czasowo zawieszone, zaś święto zdrowego rozsądku oznaczałoby w rzeczywistości święto głupoty, podczas którego ludzie wygadują doszczętne kretynizmy i nic im za to nie grozi. ja się – rzecz jasna – nie czepiam ani nie szukam dziury w całym, a jedynie pokątnie dłubię palcem w ziemi

jeśli zaś mowa o ziemi, to matka ziemia wydała niedawno na świat świńską grypę. wobec czego światowa organizacja zdrowia, nie pozostając obojętną na problem, podjęła radykalne kroki i w zdecydowany sposób ogłosiła ryzyko globalnej pandemii. ryzyko pandemii to jedno, a rozpętanie paniki na świecie to drugie, i tak oto jeden z wysokich urzędników rzeczonej organizacji parę dni temu wypowiedział takie mniej więcej zdanie: pytanie nie brzmi, czy ktoś jeszcze na świńską grypę umrze, ale ile tysięcy osób umrze*. cóż, powalająca i zupełnie niepotrzebna jest szczerość urzędnika; jeśli bowiem mamy do czynienia z czymś na wzór ptasiej grypy, która od 2003 roku do dzisiaj zabiła – przepraszam za słowo – ledwie 130 osób (z czego prawie 90% ofiar to mieszkańcy wietnamu, kambodży, tajlandii i indonezji, gdzie od stuleci z powodu kiepskiej higieny umiera się – tu znów przepraszam za słowo – na byle co), to ja nie wiem, czy światowa organizacja zdrowia przypadkiem znowu nie przesadza. jeśli w ciągu miesiąca na świńską grypę umiera w meksyku osiem osób a w stanach zjednoczonych jedna, i jeśli z tego powodu podnosi się światowe larum, które połowę tego świata przyprawia o bojaźń i wpędza w srogie zakłopotanie – to sorry, ale już nawet na mojej dzielnicy w ostatnim czasie umarło więcej osób

*cytat brzmiał dokładnie: tak, ludzie będą umierać (na grypę). to nie jest kwestia tego czy będą umierać, ale tego jak wiele będzie ofiar – tysiące czy dziesiątki tysięcy, i powiedział to nie wysoki urzędnik who, a wysoki urzędnik komisji europejskiej. tak gwoli ścisłości

Categories: Bez kategorii

raport z miasta, cz. 2 » « kryzys

9 Comments

  1. pieniążki, szczepionki, szczepionki, pieniążki, mam wizje cokolwiek paranoiczne

  2. “święto postrzelonej sarny” – hmm, czuję się wywołana do tablicy, jako potencjalnie “postrzelona”.
    “dlaczego święto pracy nazywa się świętem pracy?” – co człowiekowi daje praca? możliwość odczucia przyjemności odpoczynku
    “ryzyko pandemii to jedno, a rozpętanie paniki na świecie to drugie” – rozpętanie paniki to kwestia względna. Wprowadzone środki ostrożności mogą wywołać reakcję: “AAAAAle się boję!!!!” albo “Luz, wszystko pod kontrolą”.
    pzdr

  3. i jeszcze to:

    http://tiny.pl/z4qg

    “Poziom 6 (najwyższy poziom zagrożenia, równoznaczny z pandemią) w żadnym wypadku nie oznacza, że czeka nas koniec świata. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, bo (inaczej) ogłoszenie poziomu 6 wywoła niepotrzebną panikę – powiedziała Chan.”

  4. nie mam zdania, bądź staram się go nie mieć.

  5. co u Zosi?

  6. >kiki, coraz lepiej.

  7. a u ciebie jakobe?

  8. a u ciebie, qwerty? bo u mnie jest tak: zachmurzenie umiarkowane i duże, okresami przelotne opady deszczu. temperatura maksymalna do 10°c.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑