jakobe mansztajn: stała próba bloga

rzecz o paleniu

[17] w ostatnią niedzielę zakończył się w gdańsku “12. festiwal gwiazd“. taki festiwal to jest zawsze wspaniała okazja, żeby sobie obejrzeć coś fajnego. kino potrafi być fajne, potrafi to zwłaszcza kino europejskie, choć i kino z usa niekiedy daje radę, czego dowodem może być na przykład szklana pułapka (vol.1, vol.2, vol.3), której jestem oczywiście ortodoksyjnym fanem, czy choćby niedawny zodiak, o którym się mówi i mówi, i dobrze, bo w końcu jest o czym

podczas rzeczonego festiwalu odbył się przedpremierowy pokaz filmu inland empire autorstwa davida lyncha. mnie się na ten film – nie ukrywam – chciało bardzo, w tym celu wysłałem nawet pechowego esemesa za złotych 1,22 z prośbą o podwójne zaproszenie. niestety, maszyna losująca prędko wyprowadziła mnie z błędu, odpowiedziała, że konkurs, w którym biorę udział i w którym nagrodą jest podwójne zaproszenie, jeszcze się nie rozpoczął, więc sms nie został zarejestrowany, więc najlepiej zrobię, jak wyślę kolejnego, gdy się konkurs rozpocznie. a takiego wała, rzekłem

to, o czym chcę wspomnieć, to nie fajny film, którego w końcu nie obejrzałem, a wykład, wygłoszony przez davida niejako ekstra, z festiwalem i filmem niezwiązany, festiwalu i filmu niedotyczący. pomyślałem, że to miła pamiątka będzie, taki wykład z davidem – wziąłem więc, ciepłą ubrałem kurtkę i do kościoła św. jana, gdzie się rzecz miała rozegrać, pełen nadziei i wiary poszedłem

wykład dotyczył medytacji, którą david uprawia podobno od trzydziestu lat. ja zawsze jestem pełen podziwu, jak się komuś chce, a davidowi – widać – chce się bardzo. podekscytowany tym, co zaraz usłyszę, wygodnie zainstalowałem się na niewygodnym krzesełku i zaczekałem na rozwój wypadków. po dwudziestu minutach, w których david zdążył powiedzieć miedzy innymi o zjednoczonym polu, wirującym świetle a także buzującej kreatywności, uświadomiłem sobie, że nie, że ja chyba nie rozumiem, co się do mnie mówi. lecz david ciągnął dalej i dalej tym samym, niepojętym dla mnie językiem. ach, co to była za jazda, mili państwo! wreszcie, gdy uniósł david dłoń drżącą i z zamkniętymi oczami jął opowiadać o czystej kuli, w której mieści się bezgraniczne doświadczenie, bezgraniczne ciepło – wyszedłem zapalić. chociaż nie palę

Categories: Bez kategorii

notatka z podróży, cz. 0 » « wafel

10 Comments

  1. niemniej, fanem davida pozostaję.

  2. rzzecz o paleniu ma sie niezle

    11/07/2007 — 17:52

    .

  3. a ja nowego lyncha

    11/07/2007 — 18:09

    widzialem. robi chaos w glowie.

  4. chcę lyncha i na lyncha i jakkolwiek. niech on gada o rozmnażaniu się tureckich bakterii w jordańskich jeziorach – ja go pragnę. a najnowszego filmu w szczecinie jak nie ma, tak nie było.

  5. >l., tak, z dystrybucją filmów na poland to w ogóle jest mętna sprawa.

  6. Coś się cicho zrobiło, czyżby wszyscy wyjechakli na wakacje?

  7. O inland empire czytam, że premiera światowa odbyła sie 10 miesięcy temu. Ale to i tak nie jest źle – polska permiera niektórych filmów Bergmana odbyla sie 40 lat po ich premierze światowej.

  8. lepiej pozno niz wcale

  9. to prawda. choć, jakby powiedział stary włoch z paragrafu 22, “lepiej wcześniej niż później”.

  10. porcelanowa madame

    15/07/2007 — 01:02

    e tam, pomedytować jest dobrze. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑