jakobe mansztajn: stała próba bloga

liepzig-berlin-danzig

[136] siedzę właśnie w holu hotelowym w berlinie. wespół z kolegą kwiatkowskim siedzimy, już spakowani i gotowi do drogi powrotnej. przez kilka ostatnich dni braliśmy udział w czymś, co po polsku nazywałoby transfer poetycki. dni spędzaliśmy w instytucie polskim w lipsku przy starówce, po jednej stronie my, po drugiej tłumacze z lipska i berlina, tłumacze tłumaczą, cośmy poprzywozili w książkach, my tłumaczymy, co mieliśmy w tym albo innym zdaniu na myśli. cała robota w praktyce przypomina ruchanie wiersza od tyłu za pomocą szczotki ryżowej, ale taka jest najwyraźniej cena wyjścia poza getto własnego języka. dekonstrukcja, rozkład, wykastrowanie z mocy i próba ponownej syntezy.

cały proces zwieńczył, jak to się mówi, wieczór autorski w lipsku, skąd nazajutrz wystartowaliśmy na festiwal poetycki w berlinie. z festiwalu – prawdę mówiąc – nie specjalnie skorzystaliśmy, zdążyliśmy tylko wpaść na spotkanie pt. nowy arabski świat (sic!), gdzie kilkoro młodych arabów czytało w swoim języku płomienne oracje do narodu. wysiedzieliśmy może 6, może 8 minut, po czym ruszyliśmy w miasto. berlin to takie trochę większe wejherowo, toteż wiadomo – sporo się dzieje. przypadkiem trafiliśmy na koncert barbary cuesty, która – może to był alkohol, z którym się nie rozstawaliśmy, a może coś innego – weszła nam gładko pod skórę. teraz, wyraźnie jeszcze rozchwiani po nocy, siedzimy w holu z odliczonym do wyjścia czasem, łysy facet rechocze do telefonu, młoda chinka stuka małymi palcami w ajfona, a nam trudno oprzeć się wrażeniu, że tych kilka dni to był wyjątkowo dobry czas.

Categories: Bez kategorii

opener 2011, czyli o tym, jak od deszczu rozpuściły mi się wszystkie pieniądze w portfelu, umarł ipod i kurtka jęła powoli gnić » « głowę popiołem, czyli jeszcze raz o polskim kinie

43 Comments

  1. No wrocil w koncu!

  2. wrócił. straty na zdrowiu wyraźne, uśmiech na twarzy również.

  3. gratuluje projektu, czy bedzie z tego ksiazka?

  4. trudno powiedzieć, na pewno będzie słuchowisko, może jakaś fabularna interpretacja.

  5. ej ja takich rzeczy jak barbara niekupuje normalnie ale to jest przyjemne nawet dla takiego nieczulego barbarzyncy jak ja

  6. w lipsku nie bylem ale w berlinie zakochalem sie w dziewczynie sprzedawala buty niedaleko metra

  7. “cena wyjścia poza getto własnego języka”

    “a nam trudno oprzeć się wrażeniu, że to był wyjątkowo dobry czas.”
    Rozkładanie własnego wiersza na części pierwsze (ajć) musi zapewne boleć, ale suma sumarum odwrotnie proporcjonalny brak ofiar, czyli że kończy się happy endem :)
    GRATULACJE!!!!!!! :-D

  8. biedne wiersze, ale podobno każdy akt tworzenia zaczyna się od aktu zniszczenia.

  9. jakobe, a co z nowymi wierszami?

  10. sarna, dziękuję, chociaż właściwie nie ma czego.

  11. ., piszą się, nieprzerwanie.

  12. jakobe, to dobrze. Zdrówka.

  13. jakobe,
    a jak powstają Twoje teksty?
    :))))

  14. to teraz mi się wszystko pięknie poukładało, para pari ra, pa pa pa ra…;)

  15. a ktoś w komentarzach napisał, że przez pół życia myslał, że “sołła”, to kazik wymyślił i wykonuje.
    a tu się okazuje, że lipa. wszystko już było:
    http://www.youtube.com/watch?v=pNoj-PZbcO8
    heh

  16. caddy, hanba, zlodziej! a innym daje lekcje o prawie wlasnosci.

  17. może nie wiedział;)

  18. (do sądu z nim!)

  19. jakobe, wygląda na to, że możemy czytać w Twoich myślach..
    caviale, prawda, może to była matka, albo syn.. mógł nie wiedzieć. my przecież też nie wiedzieliśmy.
    qwerty, no właśnie. z jego strony to był już gruby nietakt.

    :)

  20. damn, I must learn German… that sounds like an amazingly efficient and tiring way of translating poetry… I wonder what would happen if we sent them Rybicki for such a workshop? World War III?

  21. Sam do mjkazmierski

    23/06/2011 — 12:00

    rybicki would bomb everyone in the room

  22. qwerty > caddy

    23/06/2011 — 12:39

    u niego ostatnio same nietakty, a muzyka lezy.

  23. Berlin jest cudowny, jak będziesz tam następnym razem polecam cały Kreuzberg!

  24. marku, to jest w ogóle temat na większą dyskusję, opowiem, jak się zobaczymy.

  25. słyszałam, że ten cały kwiatkowski to przysłowiowy kawał cholery. jak z nim wytrzymałeś?

  26. jakobe, dziękuję za twoje wiersze.

  27. mania z poznania

    26/06/2011 — 14:26

    kocham pana, panie Mansztajn

  28. getto własnego języka – bardzo dobrze powiedziane. gratuluje tłumaczenia, mam nadzieję, że będzie niedługo okazja, żeby przeczytać ciebie po niemiecku.

  29. ita, to ja w takim razie byłbym tym drugim kawałem cholery, bo obaj dobrze się bawiliśmy.

  30. caviale, właściwie należałoby podziękować koledze z wisconsin, który przed wyjazdem powiedział: popatrz, tutaj mam takie, jeszcze po polsku. to się chyba do niczego nie nadaje, co nie? od tego czasu nie mamy ze sobą kontaktu.

  31. mania, ja ciebie też kocham, a skoro miłość, bądźmy na ty.

  32. cholera, ja nie mam takiego kolegi, a twojego, jakobe, z przyjemnością bym pozdrowiła;)

    p.s. miło tu dzisiaj.

  33. Jakobe,gdzież ten zjednoczeniowy newsletter, hm? będę się upominać do upadłego ;)

  34. jakobe,
    sobie myślę, że po takim dokładnym tłumaczeniu co autor miał na myśli, tłumacze muszą mieć wasze wiersze całkiem nieźle rozkminione.
    czy korzystają z tej wiedzy nieco szerzej, czy wszystko kończy się na podaniu ręki ponad stołem?

  35. aha. jesli ktoś sobie życzy, to mu mogę powiedzieć, że go kocham. tak, żeby się nie czuć pominiętym.
    free of charge.

  36. caddy, rozdajesz? to ja skubnę kawałeczek, tego nigdy za wiele;)

  37. michael szmidt

    29/06/2011 — 10:00

    mansztajnie, to juz dziewiec dni jak ciebie nie ma….

  38. Caddy mi możesz powiedzieć osobiście jesli się do Wrocławia pofatygujesz, zapraszam, i nocleg też się znajdzie;)

  39. caviale,
    rozdaję. mam serce pojemne jak przedwojenna wanna :)

    Baś,
    deal. teraz jadę na wschód, ale jeśli będę w okolicy wrocławia, to zakrzyknę pod oknem. ps. ale nie masz na imię wojtek i nie zrobisz mi krzywdy, co? ;)

  40. aha, zapomniałabym.
    pani caviale, kocham panią!

  41. caddy, vice versa :)

  42. nie mam na imie Wojtek:) a krzywdę ewenteualnie mógłby zrobić mój pies, ale on to tak z miłości. często się zakochuje i niestety bez wzajemności.

    czekamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑