opener 2011, czyli o tym, jak od deszczu rozpuściły mi się wszystkie pieniądze w portfelu, umarł ipod i kurtka jęła powoli gnić

2 lipca 2011

[137] jeżeli człowiek nagle zamilknie, jeżeli zamilknie przypadkowo na styku miesięcy czerwiec/lipiec, znaczyć to musi i w istocie znaczy tyle, że poszedł ów na biesiadę, cztery dni z nutą promenadową, gdzie poza muzyką i machaniem zmierzwioną od machania czupryną, tapla się ów w błocie jak rozpięte prosie na koksie i kombinuje z alkoholem. jest polaczkiem-cwaniaczkiem w środku pięknego, chociaż mokrego piekła.

liczba komentarzy: 18

  • . napisał(a):

    Oby dziś nie padało. Bo o muzykę martwić się nie trzeba.

  • qwerty napisał(a):

    zazdroszcze

  • Feli napisał(a):

    Od wczoraj pogoda zajebista!

  • zula napisał(a):

    jak ja zazdroszczę tego błota koncertowego!

  • Kirkhe napisał(a):

    a te pieniądze rozpuściły się może pod zadaszeniem? :)

  • jakobe napisał(a):

    kirkhe, na pulp. wszystko na pulp.

  • jakobe napisał(a):

    tymczasem należy odprasować dres i spróbować na powrót wejść w codzienność.

  • Kirkhe napisał(a):

    zgroza! Wolę mysleć, że to mennica wypuścila bubel, niż że mamy deszcze o właściwościach odczynników chemicznych. Swoją drogą może „pieniądze rozpusciły mi się na pulp” znaczy np. „wydałem wszystko na haszysz” :)
    P.S. Jak wygląda rozpięte prosie? Rozpięte jak u rzeźnika albo na obrazach F.Bacon’a?

  • MM napisał(a):

    Też byłam, na Pulp straciłam zdrowie;)

  • Ka napisał(a):

    A ja ogarnęłam bezdeszczowy czwartek i była moc na Fat Freddy’s Drop po czym wsiadłam w busa i pojechałam do stolycy podziwiać szamana Tricky’ego Tu już padało. Na szczęście nie mam pieniędzy ani ajfona więc strat nie zanotowałam.

  • mjkazmierski napisał(a):

    widzialem Price w Earls Court Arena w 1992, przez przypadek, ktos bilet mi oddal… i boze, w tej wielkiej Londynskiej hali nie padalo, ale z ludzi i pot i lzy sie laly… cos niesamowitego… teraz slysze tylko ze szkoda mowic

  • jakobe napisał(a):

    mjk, to nie ludzie tak mówią, tylko wilki. koncert mocno dał radę. w kategorii rozrywka prince maksuje – jak to się mówi – level. ale the national – och, kochany, oni są ponad wszystkimi kategoriami już od pewnego czasu.

  • caviale napisał(a):

    kocham baryton matta!

  • jakobe napisał(a):

    kirkhe, coś filtr antyspamowy płata figle, dlatego komentarz nie pokazał się od razu. kasa mokra jak deszcz, porozrywała się w kieszeni. haszyszu nie było, była trawa i klasyczne używki. a prosie rozpięte, bo wyluzowane. euforia taka ogólna z wydarzenia.

  • /m/ napisał(a):

    a w niedzielę niedzielę niedzielę, głównie scena główna, czy głównie scena pod namiotem?

  • jakobe napisał(a):

    fifty-fifty. ale najlepszy koncert tego dnia jednak pod namiotem: chłopcy z chromeo pozamiatali.

  • mjkazmierski napisał(a):

    tak, stolarz co wynajmuje warsztat obok naszego jak uslyszal ze puszczam Bloodbuzz Ohio, wpadl i chwalil ze koncert w Londynie tez byl „da best”

  • SH napisał(a):

    Byłem, nie padało akurat. W sumie machania to tam za wiele nie ma, za grzeczny festiwal. Widziałem tylko jednego mocno narąbanego, potarganego gościa. Ale muzycznie mistrzowsko. Zwłaszcza Primus i Prince. Więcej grzechów nie pamiętam;p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.