jakobe mansztajn: stała próba bloga

opener 2011, czyli o tym, jak od deszczu rozpuściły mi się wszystkie pieniądze w portfelu, umarł ipod i kurtka jęła powoli gnić

[137] jeżeli człowiek nagle zamilknie, jeżeli zamilknie przypadkowo na styku miesięcy czerwiec/lipiec, znaczyć to musi i w istocie znaczy tyle, że poszedł ów na biesiadę, cztery dni z nutą promenadową, gdzie poza muzyką i machaniem zmierzwioną od machania czupryną, tapla się ów w błocie jak rozpięte prosie na koksie i kombinuje z alkoholem. jest polaczkiem-cwaniaczkiem w środku pięknego, chociaż mokrego piekła.

Categories: Bez kategorii

poranne refluksje nad wodą » « liepzig-berlin-danzig

18 Comments

  1. Oby dziś nie padało. Bo o muzykę martwić się nie trzeba.

  2. zazdroszcze

  3. Od wczoraj pogoda zajebista!

  4. jak ja zazdroszczę tego błota koncertowego!

  5. a te pieniądze rozpuściły się może pod zadaszeniem? :)

  6. kirkhe, na pulp. wszystko na pulp.

  7. tymczasem należy odprasować dres i spróbować na powrót wejść w codzienność.

  8. zgroza! Wolę mysleć, że to mennica wypuścila bubel, niż że mamy deszcze o właściwościach odczynników chemicznych. Swoją drogą może “pieniądze rozpusciły mi się na pulp” znaczy np. “wydałem wszystko na haszysz” :)
    P.S. Jak wygląda rozpięte prosie? Rozpięte jak u rzeźnika albo na obrazach F.Bacon’a?

  9. Też byłam, na Pulp straciłam zdrowie;)

  10. A ja ogarnęłam bezdeszczowy czwartek i była moc na Fat Freddy’s Drop po czym wsiadłam w busa i pojechałam do stolycy podziwiać szamana Tricky’ego Tu już padało. Na szczęście nie mam pieniędzy ani ajfona więc strat nie zanotowałam.

  11. widzialem Price w Earls Court Arena w 1992, przez przypadek, ktos bilet mi oddal… i boze, w tej wielkiej Londynskiej hali nie padalo, ale z ludzi i pot i lzy sie laly… cos niesamowitego… teraz slysze tylko ze szkoda mowic

  12. mjk, to nie ludzie tak mówią, tylko wilki. koncert mocno dał radę. w kategorii rozrywka prince maksuje – jak to się mówi – level. ale the national – och, kochany, oni są ponad wszystkimi kategoriami już od pewnego czasu.

  13. kocham baryton matta!

  14. kirkhe, coś filtr antyspamowy płata figle, dlatego komentarz nie pokazał się od razu. kasa mokra jak deszcz, porozrywała się w kieszeni. haszyszu nie było, była trawa i klasyczne używki. a prosie rozpięte, bo wyluzowane. euforia taka ogólna z wydarzenia.

  15. a w niedzielę niedzielę niedzielę, głównie scena główna, czy głównie scena pod namiotem?

  16. fifty-fifty. ale najlepszy koncert tego dnia jednak pod namiotem: chłopcy z chromeo pozamiatali.

  17. tak, stolarz co wynajmuje warsztat obok naszego jak uslyszal ze puszczam Bloodbuzz Ohio, wpadl i chwalil ze koncert w Londynie tez byl “da best”

  18. Byłem, nie padało akurat. W sumie machania to tam za wiele nie ma, za grzeczny festiwal. Widziałem tylko jednego mocno narąbanego, potarganego gościa. Ale muzycznie mistrzowsko. Zwłaszcza Primus i Prince. Więcej grzechów nie pamiętam;p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑