poranne refluksje nad wodą

7 lipca 2011

[138] zaszalało dziecko trochę: bo to festiwale różnego typu, bo to spotkania autorskie w kraju i zagranico, bo to koncerty, mnóstwo koncertów w ostatnim czasie, bo to okazjonalnie także domek na wiosce, ale przede wszystkim – bo to wizyty towarzyskie i spinająca każdy z tych punktów, spinająca mocno, bezwarunkowo i bezwzględnie, idea wielkiej, tłustej biesiady, od której cały mansztajn teraz boli.

stoję w kuchni nad garnkiem z wodą gotującą się na makaron i zastanawiam się, co to jest za życie, w co ja się właściwie dałem sobie wmanewrować. któregoś razu po nocy wypełnionej szaleństwem znajduję w mieszkaniu kurtkę żeglarską niewiadomego pochodzenia, szuflę do odśnieżania (pomimo lata) oraz 2,5-metrową rurą z rusztowania i – bogiem a prawdą – nie dziwię się aż tak bardzo, z każdym takim porankiem dziwię się mniej. innym razem przez ogólną, życiową postawę mania wyjebanego niszczę ulubiony sprzęt grający za kilkaset złotych i żadna poważniejsza refleksja nie przemknie przez mój rozhuśtany umysł. nie wiem, jak do tego doszło, że lekką ręką puszczam stówę każdego dnia, mimo że na koncie coraz większe przeciągi i bank coraz wyraźniej doprasza się o swoje. to znaczy moje, ale bank ma odmienną perspektywę. poza tym alkohol, wciąż alkohol i nie pamiętam już, jak to jest obudzić się w pełni trzeźwym, rześkim jak majowy wiatr o poranku i przebiec dwa kilometry lasem bez ryzyka zapaści. tylko wczoraj, podczas spokojnego wieczoru w kawiarni, wypiłem butelkę wina, dwa piwa i połowę półlitrowej wiśniówki – wszystko w imię rozmowy. a gdy rozmowa się kończy albo przestaje wystarczać, gładko wikłam się w pomysły przeciwko życiu, na przykład wespół z tym człowiekiem któregoś razu wpadamy na pomysł, aby lać sobie do szklanek wódkę nad dachem pędzącego złoty dwadzieścia auta, po czym wiatr zwiewa mi z głowy okulary. proszę mi wytłumaczyć, jaki stan umysłu prowadzi do takich zachowań. do tego odżywiam się jakbym miał terminalnego raka mózgu i ostatecznie przestało mi zależeć na zdrowiu. to nie lato, to nie jest kwestia wakacji, to jakiś ponury żart z mocno ironiczną – obawiam się – pointą.

edit (17-07-11): na koniec zaś – choć bóg jeden raczy wiedzieć, na czym to wszystko się skończy – skradziono mi rower. z mojej winy, to znaczy niedostatecznego braku zaufania wobec nieuczciwego jak wróżąca z dłoni cyganka na dworcu społeczeństwa.

liczba komentarzy: 52

  • mania napisał(a):

    jakbys teraz umarl, to pisaliby o tobie ksiazki ;))

  • jakobe napisał(a):

    nie pisaliby. książki pisze się o poważnych ludziach.

  • mania napisał(a):

    mlody, utalentowany, niepokorny, ktory umiera od nadmiaru szybkiego zycia- jestes swietnym materialem :)

  • qwerty napisał(a):

    banki już tak mają, że kieruja się ideałami wspolnotowości, ale tylko w jedną strone

  • MM napisał(a):

    Robawiła mnie ta rura :)

  • MM napisał(a):

    *Rozbawiła

  • mjkazmierski napisał(a):

    odkąd zacząłem pisać książkę, też nagle znajduje sie wiele barierek, rurek, flaszek i innych przeszkód w siadaniu spokojnie przy kibordzie kompa… pisz, bo można sie od twoich słów uzależnić, a to niezdrowe dla czytelnika, pal diabli zdrowie autora;)

  • caviale napisał(a):

    jakobe, jeżeli piszesz o sobie ‚dziecko’, to znaczy, że jeszcze jest jakaś robota;)
    poza tym ja nie chcę czytać książek o jakobe, tylko książki jakobe.
    wszyscy tkwimy w tej samej pułapce;)

  • jakobe napisał(a):

    mania, nie taki młody.

    marku, jedynie pisanie łączy mnie jeszcze ze światem, dlatego piszę nieprzerwanie. na pełnej kursywie, powiedziałbym.

  • PS napisał(a):

    Wygląda mi na to, że to alkohol łączy ze światem ;)

  • jakobe napisał(a):

    ps, alkohol jest zawsze pretekstem :].

  • jakobe napisał(a):

    caviale, oj w sedno bite z tą robotą do wykonania. a książki będą, może nie hurtowo, ale też marny byłby ze mnie hurtownik, jak skwitował mnie kiedyś mój pracodawca w ikei.

  • caviale napisał(a):

    jakobe, nie lubię hurtowni. już wolę kurtki żeglarskie na podłodze. kursywa w prawo. kursywa w lewo;) a może to ponownie ten facet co spaceruje po linie;)

  • paf napisał(a):

    to co jakaś najebka dziś?

  • reod napisał(a):

    Been there, seen that.
    Nawet wypłacane kwoty się zgadzają.

    Co ja ci będę mówił: przejdzie.

    A potem wróci, i tamże.

  • Sam napisał(a):

    ja kiedys mialem taki lot ze pojechalem fura na impreze nawalilem sie troche wsiadlem pijany do fury przejechalem kilkaset metrow ale rozsadek sie aktywowal i kazal zostawic samochod i pojechac do domu komunikacja wiec zaparkowalem i rano nie moglem sobie przypomniec gdzie.kilka dni minelo zanim fura sie znalazla

    dzieci nie polecam takigo zachowania

  • jakobe napisał(a):

    caviale, w sensie johnny cash?

    paf, proponuję o 21szej w bookarni. ja kupię wódkę i sprite’a, ty zrób to samo.

  • jakobe napisał(a):

    reod, to nie wiem, czy to najlepsza wróżba. ale ja po trzydziestce zamierzam zupełnie inaczej.

    sam, nieładnie tak na rauszu.

  • Sam do Jakobe napisał(a):

    a tam rauszu ,)

  • . napisał(a):

    oj…

  • caviale napisał(a):

    jakobe, może być johnny cash. może być drużyna linoskoczków…chagalla. może być cudowny francuski marzyciel…

  • Bartek napisał(a):

    Jakobe, wszedłeś w nie tę rzekę, nurt popularności Cię porwał. Wychodź z tej wody, wytrzyj się w ręcznik i posiedź trochę na słońcu. Ale nie za długo też.

    Pozdrawiam

  • Ku Now napisał(a):

    Na moje to jest po prostu dobra zabawa :)

    Dzieki za ten blog, kapitalnie sie czyta.

  • jakobe napisał(a):

    bartek, to nie popularność, obawiam się, że to nihilizm :]. ale poza tym zgoda, wyjść na słońce, wywiesić się na lince jak szmata.

  • jakobe napisał(a):

    ku now, czy ja wiem, dobrze to się bawi charlie, syn martina, u mnie to są jakieś niezborne ruchy robaczkowe.

  • dr.haust napisał(a):

    foto chasyd/jackson mnie rozbawiło…

  • caviale napisał(a):

    na lince (elastycznej) można również skoczyć;) na przykład z mostu. skoczyć sobie z takiego golden gate lub mostu galata, to jest coś;) o tym drugim ciekawie pisze geert mak.

  • mania napisał(a):

    @caviale, a z kolei o tym pierwszym nakrecono bardzo dobry film. autorzy ustawili kamere, ktora dzien i noc filmowala most. jest sporo mocnych zdjec.

  • caviale napisał(a):

    mania, mocny film.

  • Jerzy P. napisał(a):

    Drogi Panie, alkohol działa, ale przede wszystkim pity w samotności. Towarzysko działa mniej albo wcale. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia.

  • zula napisał(a):

    czy tutaj mówi ten Jerzy P. czy ktoś się bezczelnie podszywa?

  • KK napisał(a):

    Blog zatacza coraz szersze kręgi;)

  • wqsz napisał(a):

    2,5 metrowej rury nie znalazłem w mieszkaniu nigdy, ale zielony kosz na śmieci a i owszem.

  • Magda napisał(a):

    Panie Jakobe, z kolezanka oferujemy swoje uslugi. Wszelkie :))

  • Magda napisał(a):

    E-mail wpisany ;))

  • jakobe napisał(a):

    pani magdo, zapisałem sobie w notatniczku. jakbym czegoś potrzebował: cukier, mąka, szukał opieki nad dzieciakiem – będę pisał.

  • caddy napisał(a):

    toż to prawdziwy hedonista-gawędziarz.
    jest okazja, a ten chce cukier i mąkę..
    jeny ;)

  • foma napisał(a):

    taaa, jak ten królik, który zabrał lisicy radyjko ;]

  • caddy napisał(a):

    właśnie.

    jakobe,
    jakby co, to pomożemy wynieść lodówkę ?
    ;)

  • Julio napisał(a):

    Pani Magdo, ja też prowadzę blog. Jak coś :)

  • foma napisał(a):

    Julio, nie wiadomo czy te usługi są za friko. może w zamian trzeba coś napisać. albo naczynia zmyć… :roll:

  • caddy napisał(a):

    podejrzewam, że najpierw musi zabraknąć cukru. potem mąki, a następnie trzeba skombinować dziecko.
    masz spore szanse, foma :)

  • foma napisał(a):

    caddy, mało słodzę :] i to jedynie kawę

  • foma napisał(a):

    mąki też zbyt często nie używam.

  • U. napisał(a):

    Jakobe, zapraszamy do nas! Sopot pod Łysą Górą, klan czarownic uleczy twój zmartwiały umysł… cytrynówką własnej roboty. Miodzio.

  • jakobe napisał(a):

    u., zaczekajcie z cytrynówką. wkładam portki i jestem.

  • Baś napisał(a):

    szkoda roweru. kondolencje. mi kiedyś przecieli u-locka, a mój towarzysz broni wozi wielki łańcuch ktorym opasa rower. nie znasz dnia ani godziny.

  • jakobe napisał(a):

    nie znasz. w tym kraju wszystko powinno być pod prądem, inaczej rozkradną.

  • caddy napisał(a):

    jak dorosnę, to stworzę rower, który bedzie można złożyc i schować do kieszeni.
    zobaczycie.
    ;)

  • Baś napisał(a):

    a właśnie, caddy, coś cicho u mnie pod oknami, tylko drzewa szumią. nie żebym narzekała;)

  • caddy napisał(a):

    bo ja właściwie to nie wiem, gdzie mieszaksz..
    a tak serio, no jakoś do tego wrocka nie chcą mnie wysłać.

  • Iza napisał(a):

    w takim razie daleko nie zajedziesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.