amy winehouse idzie do nieba

25 lipca 2011

[140] trochę tak jest, że obecnie duży, poważny artysta znaczy tyle co drobny, słodko-pierdzący cinkciarz. nie robię tego często, ale gdy zaglądam w telewizor, widzę nieprzebraną kolejkę tych drugich, którzy mieliby ochotę powiedzieć coś do kamery, wiedzą, że wypada powiedzieć coś mocnego i ważnego, skoro słucha ich połowa świata, i jedyne, co robią, to czkają sloganami wyprowadzonymi z dramatów na hallmarku. współczesny, słodko-pierdzący cinkciarz jest trochę jak kierowca auta marki volvo: na tylnym siedzeniu wozi porcelanową zastawę, a na przednim ambicję, aby zostać kierowcą rajdowym. ostatecznie nie ma w tym nic złego, historia przepuszcza takich przez maszynkę do mielenia, żal jest jedynie taki, że pojęcia się dewaluują. duży artysta staje obok cinkciarza i posiadacz telewizora nie jest w stanie dostrzec różnicy, cinkciarze nauczyli się imitować ból świata, żonglować postawą tych pierwszych, podług której śmierć jest bliższa ciału niż koszula i że właściwie tylko ona (śmierć, nie koszula) jest jedynym dobrym rozwiązaniem, jedynym uczciwym komunikatem. ale cinkciarz nie podejdzie za blisko, zawczasu cofnie rękę, albowiem zbyt wiele w nim cinkciarza, zbyt mało artysty. tutaj w końcu pada pytanie: co jest pięknego, co może być pięknego w śmierci dwudziestosiedmioletniej artystki, którą bolało naprawdę? otóż: wszystko.

liczba komentarzy: 46

  • klio napisał(a):

    pointa zostawiala mnie z rozdzawiona buzia

  • qwerty napisał(a):

    mocne

  • mjkazmierski napisał(a):

    nie, we epoce swiadomosci kwantowej (odkrycie swiata sub-atomowego wplywa i bedzie wplywalo coraz bardziej na nasza percepcje codziennej rzeczywistosci) smierci, rozne, moga byc postrzegane jako i piekne i okropne. duzo sie w Anglii mowi o chorobie ktora ja zabila, bo dragi to byly tylko narzedziem, a to wielu chorym na nalogi bardzo pomoze. niewatpliwie. cierpi wielu na swiecie, ale pojmujac jak wszystko, kazda mysl i kazdy gest, wplywa na przyszlosc swiata, Amy zycie i jej smierc sa bardzo smutne (skala micro) ale i bardzo piekne (skala macro).

  • /m/ napisał(a):

    Parafrazując słowa Davida Lyncha na temat Francisa Bacona, szkoda że nie medytowała, być może uśmierzyłoby to trochę jej wewnętrzny ból i pozwoliło żyć w większej harmonii ze swoim ciałem. Z drugiej jednak strony, niech się David trzyma swojej techniki medytacji transcendentalnej, jeśli mu z tym dobrze i zostawi Francisa w spokoju. Amy też nie spoczywa w pokoju, jej historia dobiegła końca.

  • foma napisał(a):

    / m /, być może historia się dopiero zaczyna

  • /m/ napisał(a):

    No historia Amy_osoby raczej na pewno dobiegła kresu, nie sądzę aby miała powstać z martwych, historia Amy_tworu_kulturowego pewnie jeszcze trochę potrwa, ile?, o tym zadecyduje ta suka Historia.

  • M. napisał(a):

    No tak, Amy była taka piękna i prawdziwa w swojej bezkompromisowości wobec świata. Charlie Sheen też jest pięknym, wielkim artystą, bo taki prawdziwy. Oto chodzi Jakobe? Ĺšle Ci z tym, że Cię nie stać do końca na taką „prawdziwość”? Tylko czy wiesz napewno gdzie kończy się prawdziwość a zaczyna ucieczka? Bo ja nie wiem czy oni docierają do granic siebie czy dragi i alkohol, to jest właśnie jakaś strefa buforowa wobec nich samych i reszty świata… Obstawiam to drugie.

  • cinkciara napisał(a):

    PIĘĆDZIESIĄT MAREK wymieniłam kiedyś w szemrzącej grupce na partyzantów. A potem puściłam wszystko na dragi i alkohol.

  • caviale napisał(a):

    to będzie kawalerka czy coś większego?

  • PS napisał(a):

    Skąd wiemy, że ją bolało naprawdę?

  • U. napisał(a):

    Jakobe, ale ty nic sobie nie zrobisz, prawda?

  • Sam do M. napisał(a):

    moim zdaniem nie o to chodzi tylko mansztajna po prostu ciagnie do lasu

  • Sam napisał(a):

    ciemnego boru

  • foma napisał(a):

    U. spoko luz, Jakobe przegapił 27 urodziny, a teraz już nie wypada

  • qwerty napisał(a):

    to milczenie jest zastanawiajace jakobe ;)

  • . napisał(a):

    taka śmierć jest może piękna, ale trwa krótko i pozostawia niedosyt u publiczności, która dość szybko się rozejdzie. myślę, że danie życia nowemu człowiekowi, to coś bez porównania piękniejszego niż odebranie go sobie.

    oczywiście teoretyzuję.

  • U. napisał(a):

    Dzięki foma. Uspokoiłaś mnie trochę. Tylko że Jakobe nadal milczy…

  • caddy napisał(a):

    zabawne, że analizuje się w ten sposób śmierci obcych ludzi. kiedy umiera ktoś bliski, nigdy nikt nie mówi, że było pięknie.

  • Baś napisał(a):

    Caddy, no chyba że na kogoś pora. wiekiem, chorobą.

    Jakobe, czarno-biało tu dzisiaj.

  • jakobe napisał(a):

    mjk, lepiej bym tego nie ujął.

  • jakobe napisał(a):

    /m/, właśnie, trudno stwierdzić, czy w innych okolicznościach – gdyby francis zabrał się za medytację, a david zaczął pielęgnować demony – sztuce wyszłoby to na dobre. strzelam, że nie.

  • jakobe napisał(a):

    m., nie że źle, ja myślę, że tu jest zupełnie inny system wartości, zupełnie inny rodzaj myślenia. upadek człowieka, jego ucieczka przed światem i słabości to być może w tym przypadku niezbędny element twórczości. lynchowi, jak wcześniej powiedziano, potrzeba jest medytacja, baconowi z kolei niezbędne były demony. do tego dochodzi mitologia – piękna, moim zdaniem, w przypadku amy, bo koniec końców chodzi przecież o to ile i jak po śmierci zostaje. a charliego wziąłbym jednak w nawias. podwójny.

  • jakobe napisał(a):

    cinkciara, no i o tym mówię, szacuneczek :].

  • jakobe napisał(a):

    caviale, to do mnie?

  • jakobe napisał(a):

    ps, nie wiemy, ale nie sądzę, żeby się zaćpała dla beki.

  • jakobe napisał(a):

    u., gdzie tam, u mnie zawsze wszystko pięknie ;].

  • jakobe napisał(a):

    foma, teraz to głupio, byłby wstyd.

  • jakobe napisał(a):

    qwerty, utopiłem się na chwilę: jakieś festiwale, alkohol, okazje. jeśli nie umrę do końca tego tygodnia, uznam, że jestem nieśmiertelny.

  • jakobe napisał(a):

    ., ciężko zważyć i porównać, w którym przypadku śmierć więcej/mniej znaczy od narodzin.

  • jakobe napisał(a):

    caddy, to prawda, że na odległość jest łatwiej, ale tu dochodzi jeszcze coś innego, pierwiastek mitologii, która działa bez względu na to, czy amy była czy nie była moją siostrą. może jestem niepoprawny, może jestem głupi i niedojrzały w swoich refleksjach nad śmiercią, ale uważam, że w niektórych przypadkach tragiczne umieranie jest elementem większej układanki.

  • zula napisał(a):

    ej mansztajn, leżę z Twoich komentarzy :D
    „jeśli nie umrę do końca tego tygodnia, uznam, że jestem nieśmiertelny” <— z tego zwłaszcza

  • caviale napisał(a):

    jakobe, tak. po prostu, tytuł notki, pomimo świadomości metafory, jest dla mnie zaskakujący;) z moją szczątkową wiedzą o jakobe mansztajnie szukam spójności. sam dla siebie bywasz bohaterem, obracasz w palcach przeżycia i emocje. zastanawiam się więc, przyjaźnie się zastanawiam, ile jest jakobe w jakobe i jego tekstach?;) albo te pytania moje niemądre są i sensu najmniejszego nie mają;)

  • /m/ napisał(a):

    Szanowny Jakobe :)), chyba jest tak jak tu piszesz: „w niektórych przypadkach tragiczne umieranie jest elementem większej układanki”. Bo choc teraz mozemy byc swiadkami oczyszczanie obrazu Amy Winehouse (pojawiaja sie glosy „wtajemniczonych”, ze od 3 lat byla czysta od dragow, od kilku tygodni w ogole nie pila alkoholu, a tuz przed smiercia byla w swietnej formie (za kilka tygodni maja byc wyniki badan, co bylo bezposrednia przyczyna zgonu, ale nie zdziwie sie, jesli beda bardzo niejasne)), jest jednak ciekawa piosenka M.I.A. – „27”, ktora pojawila sie w sieci krotko po smierci Amy. Z tekstu owej piosenki wynika, ze obie panie sie przyjaznily i ze Winehouse swiadomie dazyla do czlonkostwa w klubie 27. Pozostaje wiec postawic sobie i nam wszystkim pytanie: do czlonkostwa w jakim klubie zmierza Jakobe? Obstawiam: 666.

  • jakobe napisał(a):

    caviale, mają mnóstwo sensu. tytuł jest oczywiście niepoważny, wzięty z wiersza z whl. nie wierzę ani w niebo, ani w piekło, ale w odpowiednim kontekście to mogą być mocne, nośne motywy. tym mocniejsze, że podszyte właśnie pewną czczą, jak sądzę, nadzieją związaną z ich istnieniem. co do tego zaś, ile jest jakobe w jakobe – sam nie wiem, co powiedzieć. wiadomo, że istnieje pewien filtr, przez który przepuszcza się zdania, dobiera refleksje, komunikuje ze światem i w tym sensie cały byłbym wymyślony. ale z drugiej strony czuję, że tutaj i w literaturze regularnie staję przed czytelnikiem jak mnie matka z ojcem stworzyli, na golasa. co mam do stracenia? urządzam na blogu spektakle ze swoją arogancją i głupotą w rolach głównych, bywam sprzeczny, nabijam się ze spraw poważnych. ecce homo, jak to się mówi. albo innymi słowami: wystarczająco się tutaj kompromituję, żeby nie musieć przed światem odgrywać rólek :].

  • jakobe napisał(a):

    /m/, jakobe się zewsząd wypisał. wszędzie oczekują składek, co tydzień trzeba chodzić na zebrania organizacyjne, do tego recytuje się jakieś indoktrynacyjne formułki, podczas gdy ja we formułkach średnio się odnajduję. to ciekawe z m.i.ą., jeśli to jeden wielki scam, poczuję się głęboko oszukany.

  • caddy napisał(a):

    jakobe,
    powyższe brzmi, jak bycie rodzicem nastolatka :)

    a to co napisałam nie miało być szpilą. tak tylko mi przyszło do głowy. kto wie, może faktycznie jest tak jak mówisz.

    baś,
    ale wtedy mówi się, że człowiek żył pięknie, a nie że umarł. z resztą sama nie wiem, to chyba za trudny temat. przynajmniej dla mnie.

  • caviale napisał(a):

    jakobe, pięknie dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. na twój spektakl, niezależnie od tego czy staniesz tutaj owinięty filtrem, czy na golaska, przyjdę zawsze:)

  • U. napisał(a):

    to pięknie że pięknie. niezależnie od tego, co oznacza :] i tego braku, który zauważyłam ostatnio

  • MM napisał(a):

    Mansztajn udziela krótkiego wywiadu:)

  • zula napisał(a):

    jakobe i na wiki figuruje nawet :]

    „najbardziej ceniony poeto młodego pokolenia” – powiem tak – bardzo ciekawy wywiad!

    też pałam sympatią do Topora i Kafki :)

  • qwerty napisał(a):

    zula, „jeden z” ;)

  • zula napisał(a):

    owszem wiem, że „jeden z” ;) dodam tylko, że cudzysłów ma więcej niż jedno zastosowanie ;)
    myślę, że Jakobe ogranie!

  • jakobe napisał(a):

    zula, ogarnął. a kafka i topor – no cóż, przed tymi panami chodzę w pół odkąd pamiętam.

  • n napisał(a):

    czy te nawiasy, to dlatego, że są poetyckie, czy być może, obawiasz się, że czytelnik-kretyn nie zrozumie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.