jakobe mansztajn: stała próba bloga

andrea bocelli wychodzi na scenę

[230] kochany pamiętniczku, dzisiaj w gdańsku pogoda jak spod psa trochę, a ja w przypływie złej pogody czasem włączam bocelliego. a ilekroć włączam bocelliego, tylekroć mnie za serce chwyta współczucie. patrzę, jak w oszczędnych ruchach porusza się bocelli na scenie i pierwsze, o czym myślę, to myślę o tych oczkach jego przymkniętych, a potem w sukurs za tymi oczkami wlecze się procesja ponurych wniosków i uświadamiam sobie, że nigdy przecież nie zobaczył bocelli twarzy swoich dzieci i nawet nie wie, jak wygląda jego ukochana, kiedy się uśmiecha; że nie widział, jak w 2006 włosi wygrywali z francją na mundialu, a potem zalewali się łzami, gdy dwa lata później polegli w karnych z hiszpanią; że nie wie, jak wygląda sarah brightman i czy na pewno istnieje; że nigdy więcej nie zobaczy wschodów ani zachodów i może się tylko domyślać, jakiego koloru jest biurko, przy którym spędza pół życia; że tyle go przecież omija od przeszło czterdziestu lat, gdy tak siedzi za parawanem swoich oczek przymkniętych, a potem puk puk, pukam się w głowę, gdy bocelli zaczyna śpiewać, i myślę, że jednak nic go nie omija.

Categories: Bez kategorii

make life harder, pięć lat później » « pół roku później

13 Comments

  1. Bardzo!

  2. drugi wpis w ciagu tygodnia (no prawie;)). szok i niedowierzanie;)

  3. do czego to doszło żeby pogoda nami rządziła. nastrój zależny od pogody, a jednak to prawda. za bocellim nie przepadam. w przypływie złej pogody dobrze się słucha np. Fismoll’a. wklejam link, można posłuchać. https://www.youtube.com/watch?v=Z2LsuTMXQzo

  4. szczęście to stan umysłu, duszy (?) i chyba nie zależy od ilości wrażeń zmysłowych, ilości posiadanych przedmiotów, like’ów. tzn. nie musi od tego zależeć. jeden cieszy się, kiedy coś może oglądać, ale na parę rzeczy wolelibyśmy nigdy nie patrzeć.

    jeśli ktoś umie pięknie śpiewać musi mieć piękną duszę. skromny ale ciekawy wpis.

  5. Panie Jakobe,
    Właśnie postanowiłam się przemóc i poczytać Pańskiego bloga, bo sierpień zabija bliskością katorgi studentów, więc takie poczytanie będzie bardzo przyjemnym epizodem, pomyślałam. I kurczę, przeszło to wszystko moje najśmielsze oczekiwania. Jestem pod ogromnym wrażeniem Pana stylu i lekkości klawiatury. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać większość tego co już tu jest i czekam z niecierpliwością na to co będzie.
    Mam nadzieję, że kiedyś dojadę do tego momentu co Pan i zbijemy sobie piątkę na jakiejś literackiej gali, czy coś takiego.
    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Czy bocelli widział botticellego. Warszawa tęskni

  7. bez sensu zapytam i wcale się nie obrażę jeśli w przestrzeń, ale bardzo mnie ciekawi czy czytaleś autorze “małe życie”? wiadomo szum szał i wszechobecność. to ma swoje minusy, może odpychać na wielu poziomach, ale czuję potrzebę zapytać akurat tutaj, bo nie tak znowu często można poczytać o przyjaciołach wychodzących przez okno (w ten czy inny sposób).

  8. No właśnie, nie omija. Omija tych, co patrząc na niego myślą, że omija.

  9. kiedy następny wpis?

  10. Niedawno bardzo spodobało mi się pytanie, które padło z publiczności do Andrzeja Seweryna (nazwę programu taktownie przemilczę). I pomyślałam, że tym właśnie ładnym pytaniem rozruszam trochę tutejszą publikę, choć bardziej pasuje mi ono do tego wpisu niż najnowszego. Więc ku refleksji i z ciekawości – Jakobe (o ile, oczywiście, nie jest to zbyt intymne): czy przed zaśnięciem częściej marzysz czy wspominasz?

  11. zo, hah, to dość zabawne pytanie. jest późno, ale odpowiem. przed zaśnięciem to ja staram się nie myśleć w ogóle. mam fatalne doświadczenia z myśleniem w ciemnym pomieszczeniu. a że zasypiam w ostatnim czasie jak bobas, nie pokapowawszy się nawet, to zostaje mi poranek. o poranku roztrząsam i wyobrażam sobie piękne scenariusze.

  12. Dzięki :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑