jakobe mansztajn: stała próba bloga

brian warner and the spooky kids

[87] zanim o właściwym, to najpierw dygresja. panuje w społeczeństwie takie powszechne zjawisko, która polega na tym, że każdy zdrowy, przeciętny człowiek, a zwłaszcza zdrowy, przeciętny, młody człowiek uważa się za – mówiąc językiem ulicy – pojebanego. pojebany oznacza w tym przypadku sympatycznego wariata o sprutym berecie albo uroczą krejzolkę spod znaku czego to ja nie robiłam w życiu, słowem – kogoś na pozór walniętego, będącego ucieleśnieniem własnych pragnień o byciu – najczęściej – kimś innym. maszerować przez takiego, dajmy na to, facebooka to jak maszerować przez zakład zajefajnych pojebów, z których każdy uważa, że jest jeszcze bardziej walnięty od najbardziej walniętego w swojej klasie. to mnie właśnie bawi i o tym jest dygresja.

istnieje jednak człowiek, który rzeczywiście więcej ma wspólnego z obłąkaniem aniżeli zdrowym, przeciętnym umysłem swojego pokolenia. człowiek nazywa się brian warner i jest to ciekawy przypadek pojeba, który w pakiecie otrzymał i talent, i chorowitą osobowość. ten ów człowiek wydał niedawno płytę pt. the high end of low, zmieszaną z przysłowiowym błotem przez niemal wszystkie obozy krytyków muzycznych, których – na marginesie – mamy w głębokim żalu, wobec czego śmiało możemy powiedzieć, że płyta nam się podoba. podoba nam się nawet bardzo, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nic tym heroicznym apelem nie wskóramy.

to właściwie byłoby na tyle, gdyby nie kolejna dygresja, która przychodzi mi do głowy tylekroć, ilekroć mowa o krytyce. otóż kiedyś sobie wyobrażałem taką idealną dla mnie okoliczność: siedzę w kinie i oglądam najnowszy film tarantino, z którego to filmu piszę następnie krytykę, tekst wysyłam do prasy i za wszystko dostaję jeszcze pieniądze. tak to sobie wyobrażałem pięknie do momentu, w którym okazało się, że nazbyt lubię kino, aby nagle stanąć po drugiej stronie barykady. przeto zapytuję: kim są ludzie i czy jeszcze są ludźmi ci, którzy stoją tam właśnie? koniec.

Categories: Bez kategorii

taka piękna żałoba » « polskie kino ciągnie druta

14 Comments

  1. Ad. dygresja 1 – kulturowo współczesny dualizm osobowości?
    Ad. dygresja 2 – czy krytyka to zawsze wyraz opozycji?

    Dygresja od dygresji – Radosnych Świąt!!!!!!
    :)

  2. ad ad. dygresja 2 – zdecydowanie nie. w tym przypadku też nie. idzie raczej o pewną naiwną z mojej strony myśl, że percepcja odbiorcy, pomimo niedbałości, o niebo jest czystsza niż percepcja nauczycielki rozliczającej z wypracowania. chociaż można, a nawet wypada się z tym nie zgodzić.

  3. czyli, że w zależności od tego, co jest Twoim celem, czego szukasz, tak odbierasz, to zauważasz. Z tej perspektywy dla krytyka kino faktycznie traci.

  4. cholera, zastanawiałem się nad tym (ad. dygresja 1) poważnie swojego czasu, doszedłem do podobnych wniosków. I tak sobie myślę, że najbardziej stukniętym niedłgo będzie ten najbardziej dziś normalny. och

  5. inna sprawa, że postępująca normalność musi prowadzić do szaleństwa.

  6. Hmm… Czy autor notki [87], nie krytykuje czasem autora notki [86], który z kolei też krytykuje ale już zupełnie co innego, a mianowicie polskie kino z polską (?) muzyką jednocześnie (choćby i w tle)?

    Pozdrawiam.

  7. trochę tak jest. tyle że krytyka autora notki [86] jest krytyką – że tak powiem – chałupniczą. nie znaczy to jednak, że autor pisząc notkę [87], wytrąca ze swoich rąk możliwość domowego mielenia zjawisk z błotem. tego nie mógłbym sobie zrobić.

  8. :] No to dobrze, bo myślałam, że już nic nie rozumiem. A jednak trochę rozumiem. Błoto to podobno nawet w spa serwują, coś w tym musi być.

  9. zaryzykowałbym nawet tezę, że błoto jest głównym budulcem zjawisk.

  10. rozpaczliwie chcę się kochać z uczniakiem!

  11. sorry,to nie ten blog

  12. cóż. brian rządzi. chyba poczytam Twoją książkę. Radosnych Świąt.

  13. Ależ sobie tu miło gawedzicie. Tak intelektualnie. Jeśli chodzi o krytykę, spotkałam sie kiedyś z określeniem “odczarowanie świata”. Rzecz sprowadza się do tego, że im bardziej sie w jakiś temat zagłębiasz, im bardziej próbujesz go okreslic, ując w ramy, skategoryzować, zrozumieć, ustalic relacje, ocenić itd, tym bardziej będzie się on stawał nagi. A jak już spadnie ostatni listek, ostaną się jeno oczy czerwone i łzy na twarzy. Więc może czasami nie warto. A druga refleksja, odnośnie szalonych nieszalonych jest taka, że to, co dla jednego jest szczytem szaleństwa, dla drugiego zaledwie wierzcholkiem góry lodowej, a to oznacza jedynie, że nic obiektywnego tu nie ma i każdy ma prawo do swojego szaleństwa i do swojego udawania. A ostatnia taka, że chyba każdy ze mna na czele wolałby w tej chwili grzebać łyżeczką w miseczce kisielu i szukać na dnie papy smerfa niż walczyć z wiatrakami, swoimi i cudzymi i znowu swoimi.

  14. Ad. dygresja 1 – każdy człowiek jest odrębnością, ale niektórzy rozpaczliwe poszukują sposobu na wyróżnianie się z tłumu…
    Niektórzy robią to fantastycznie, wykorzystując swoje zalety, talent, mądrość.
    Inni dostosowują się do kanonów obowiązujących w określonym środowisku… niefortunnie, ponieważ zamiast się wyróżniać, stają się grupą, patrząc mało wnikliwie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑