jakobe mansztajn: stała próba bloga

lost control

[30] zosia czyta dziennik tyrmanda, zapiski z komunizmu z roku pięćdziesiątego czwartego. rzecz, jak zdążyłem się zorientować, dotyczy właściwie nie tyle komunizmu jako takiego, co raczej ludzi w komunizmie, robaczków uwikłanych w zepsutym serniku. przede wszystkim upodobał sobie tyrmand tych pokracznych charakterologicznie, których z pasją, jednego po drugim, wyszydza. a wyszydza, należy podkreślić, podręcznikowo: krótko, błyskotliwie, dowcipnie, w tonie raczej pogardliwym. to oczywiście budzi w czytelniku szacunek. zosia twierdzi, że najciekawsze są jednak fragmenty o bognie, szesnastoletniej kochance trzydziestotrzyletniego podówczas tyrmanda, o której ów pisze, że jest głupia i że należy związek z nią czym prędzej skończyć, ale z którą skończyć nie potrafi i chyba też trochę nie chce, co przy całym tym braku czułostkowości tyrmanda nieco rozczula. mnie podczytywać tyrmanda nie wolno, zosia powiedziała, że mam swoje czytanki i niech się nie wtryniam póki nie skończy

o moich czytankach tyle: historia nocy i spiskowcy borgesa, i jeszcze the dying animal rotha. borges, mówiący głosem poety, jest momentami nawet poruszający (na przykład we wierszu oczekiwanie), lecz moja awersja do dużych, rozdmuchanych słów i serioznych tonów, z których uczynił sobie autor poetycką metodę, jest generalnie ciut silniejsza. do the dying animal stosunek mam na razie nieokreślony, chociaż podskórnie spodziewam się jakiegoś solidnego kopniaka w buzię, o którym, jeśli się wydarzy, nie omieszkam wspomnieć w kolejnym odcinku

od czasu do czasu lubimy także obejrzeć kurewsko dobry film. film kurewsko dobry to taki, który przytrafia się rzadko. jeszcze w strasbourgu poszliśmy z zosią do kina na czarno-biały control, historię niezmyśloną iana curtisa. control to właśnie taki film, kurewsko dobry, który nie bierze jeńców, a zawiesina niespokojnego oczekiwania na wystrzał unosi się w powietrzu jeszcze długo po wyjściu z kina. dobrych momentów do opowiedzenia byłoby aż nadto, dlatego nie będę nawet zaczynał. powiem tylko, że chłopaczkowi, który odegrał rolę curtisa, już za samą tylko pląsawiczną ekspresję na scenie należy się gromki szacunek. howgh

Categories: Bez kategorii

dzień dobry, do widzenia » « rowery

8 Comments

  1. tyrmand jest kapitalny!

  2. Buuuu, a u nas premiera dopiero w lutym :(

  3. nieoczekiwana zmiana miejsc

    06/10/2007 — 23:42

    a ja widzialam Cie w telewizji… :)

  4. ale bogna wcale nie jest glupia

  5. >nieoczekiwana zmiana miejsc, serio?

  6. skarbie, a o krakowie zapomniales?

  7. nieoczekiwana zmiana miejsc

    08/10/2007 — 20:59

    tak, mowiles o slamie. fajne toto :)

  8. >psssst, nigdy w życiu, przysięgam. tym niemniej, wszystko na razie w koniecznym przemilczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑