jakobe mansztajn: stała próba bloga

nasz proszek pierze dokładnie tak samo jak inne, ale zależy nam na forsie, więc bądź człowiekiem i się dołóż

[103] wiadomo, polak lubi sobie poklaskać, zjeść tłusto i filmy w telewizorze. a jako że bóg się rodzi i moc truchleje, to tych filmów ostatnio wuchta i nawet taki antyreligijny pajac jak ja postanowił włączyć odbiornik. nie było wprawdzie szklanej pułapki, ale trafiłem nie najgorzej, bo na lepiej być nie może. po dwudziestu minutach jednak pierwsze reklamy, do jasnej – cytując klasyka – kurwy i stu milicjantów, które trwały chyba 40 minut, a potem kolejne, które trwały z godzinę dziesięć. godzina dziesięć to sporo czasu na myślenie, więc zacząłem myśleć, dlaczego reklamy w tym kraju są takie gówniane. bo już nawet nie chodzi o to, że istnieją, wiadomo, że muszą i że tylko reklama przetrwa, ale dlaczego są takie gówniane, nieśmieszne i nieciekawe? widzisz na ekranie modela, wyżyłowanego jak dyskobol u myrona, który goli i tak już gładką jak tapicerka w mercedesie facjatę, po czym z lewej strony wyjeżdża hasło w stylu najlepsze dla mężczyzny, a spod zlewu wychyla się doskonała blondynka i mocno tuli swojego misia, bo ogolił się tak pięknie.

proszę mi wierzyć, że istnieją na świecie lepsze rzeczy dla mężczyzny niż maszynka do golenia z poczwórnym ostrzem, ale nie o to teraz chodzi. wyobraźmy sobie coś zupełnie odwrotnego – reklamę, która postanowiła powiedzieć prawdę, gdzie zamiast wyżyłowanego dyskobola stoi facet z brzuszkiem i niewyraźną miną, a zamiast doskonałej blondynki – spod zlewu wychyla się jego niedoskonała żona w rozpieprzonych włosach. zaś hasło wcale nie brzmi najlepsze dla mężczyzny, ale na przykład z twoim wyglądem raczej w tym odcinku nie podupczysz, ale jeśli ogolisz się porządnie – a nasza maszynka to gwarantuje – to może mniej ludzi na ulicy weźmie cię za menela. co ty na to? kto chciałby wtedy zmieniać kanał?

Categories: Bez kategorii

blue screen of death » « życzenia na następne pięćdziesiąt trzy lata

53 Comments

  1. u podstaw reklamy leży domniemanie – moim zdaniem słuszne – że większość ludzi chce być kim innym.
    stwierdzenie stanu faktycznego by nie przeszło.
    tak myślę.

  2. pewnie nie, ale skoro chodzi przede wszystkim o ekspozycję produktu, to strategia szczerej i nawet bezczelnej reklamy mogłaby zwiększyć jej oglądalność. stratedzy od wciskania kitu mogliby o tym pomyśleć, bo nie da się oglądać.

  3. sęk w tym, że nie chodzi o zwiększenie oglądalności reklamy, a bardziej od samej ekspozycja produktu, celem jest wbicie do podświadomości,że konsument go zna.
    mechanizm wygląda wg mnie tak, że piętnaście milionów razy, nawet bez zwracania specjalnej uwagi, człowiek słyszy o jakimś tam proszku i potem, gdy przychodzi do sklepu i ma wybór “ten” albo “no-name” raczej wybierze “ten”. gdyby pojawiła się szczera prawda, albo bezczelny komunikat wszyscy mówiliby o reklamie, może wspomnieliby o producencie, ale chyba mniej o samym produkcie.

    trzebaby przypomnieć sobie niebanalne reklamy. co lepiej pamietasz ich treść, czy to co próbowały sprzedać?

  4. chodzi o to, że jak nie rusza, to nie jesteś w grupie docelowej. a nawet jak jesteś, a nie rusza, to trudno, akceptowalny margines, nie będą dla Ciebie jednego przeprogramowywać czegoś, co działa na przytłaczającą większość targetu

  5. na marginesie:

    hue, hue. chlopak z kalendarza. proszzz..

  6. Foma – nikogo raczej nie rusza. Znasz kogos, komu podobaja sie reklamy proszkow do prania albo tamponow?

  7. Marcin, coś mi świta w pamięci, że była kiedyś reklama tamponu z takimi zgrabnymi pływaczkami… fajne były ;D pojęcia nie mam, czy reklama była skuteczna, ale oglądało się nieźle. co do proszków, hm, tutaj zdaje się rzecz polega na milionowym wbijaniu w podświadomość, posiłkując się równie podświadomymi skojarzeniami (czyste, uprasowane i taka duuuuża łazienka ;] )

  8. caddy, no właśnie z pamiętaniem jest różnie, w głowie siedzi mi teraz na przykład reklama sprite’a z hasłem “ja jestem sprite, ty jesteś pragnienie” – to było całkiem zabawne i jakoś przechowało się w pamięci. znowuż cała ta nieprzebrana masa głupkowatych reklam, które wciskają kit w oparciu o standardowe już chwyty, zlewa się w jeden, nieprzerwany szum.

  9. na marginesie: o jakim kalendarzu mówimy?

  10. foma, to ja bym się tutaj zgodził z marcinem raczej – chyba mało kogo rusza. może jest też tak, że nawet marketing w tym kraju działa jak poczta i pkp – wciąż jesteśmy w dupie, reakcje są spowolnione.

  11. jakobe, to mnie rozbawiłeś z tym pocztowym marketingiem. trochę się mogę zgodzić, że jeśli mówimy o reklamowym przekazie (otwartość zamawiającego, kreatywność agencji reklamowej, konserwatyzm mediów i lotność odbiorcy) to trochę nam brakuje do awangardy, ale nie ma to tamto, proszek się musi zareklamować, tak samo jak kredyt, suplement diety, musztarda, nowa taryfa telefoniczna i piwo, o czipsikach nie zapominając. i wszystko w jednym okienku reklamowym, między serialem obyczajowym a retransmisją skoków narciarskich.
    co do wbijania, mało tivi oglądam, żeby być na bieżąco, ale radiowe reklamy jak najbardziej. skręca mnie na wspomnienie gościa przypominającego w jednym wejściu po ileś tam razy ile to kosztują mandarynki (2,99, 2,99, 2,99, 2,99), karp – 500g (15,88, 15,88, 15,88, 15,88) albo jogurt (0,88) i coś do jogurtu (2,88; 0,88, 2,88, 0,88, 2,88). Nie podoba się jak mało co, ale co z tego, że się nie podoba, jak znam, wiem, odróżniam od konkurencji. w tym biznesie premie są za wzrost sprzedaży/udziału w rynku/ rozpoznawalności marki a nie z branżowych statuetek i przeskoku od PKP to TGV.

  12. zgadzam się. swoją drogą reklama radiowa wymaga więcej kreatywności, bo pozbawiona jest obrazu. chociaż muszę przyznać, że żanet kaleta wryła się w pamięć prawie tak głęboko, jak mandarynki za 2,99. tylko że za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, co to było – środek na przeczyszczenie, czy płyn do higieny intymnej. ale fakt, byłoby świetnie oglądać reklamy z przyjemnością. właściwie wystarczyłaby jedna w bloku.

  13. a ten kalendarz, Panie Kolego, o tu jest dostępny:
    http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Gdansk-Gdynia-Sopot-trzy-pomysly-na-kalendarz-n44348.html
    zaznaczam, że proszzz na marginesie, nie było szyderstwem, a jedynie odrobiną wrażenia.

  14. Co do reklam w TV ( mogę być nie na czasie, bo wiedzę mam sprzed kilku lat) działają one głównie na podświadomość, co wszyscy zresztą powyżej piszą. Na podświadomość zaś działa wg badań sam obraz. I to nawet ten emitowany podprogowo, czyli z częstością obrazków tak małą, że nasza świadomość tego nie łapie. Treść i dźwięk mają wartość raczej dopełniającą i mogą mówić zupełnie o przysłowiowej “dupie maryni”, ważniejsze jest natomiast wyemitowanie danej reklamy ileś razy. Magia zaczyna ponoć działać po obejrzeniu 20 razy tego samego, bez włączania myślenia krytycznego podczas reklamy, co by wyjaśniało, czemu są one takie głupie. Nikt nie jest zainteresowany tym, żebyśmy za bardzo myśleli. To jest pewnie bardziej skomplikowana materia a badania naukowe nie są raczej rozpowszechniane. Aż mam ochotę się tym zająć…

  15. “i teraz co, i teraz przychodzi taki…amator kultury oraz piewca…i zaczyna jojczyć, jakby nie wiedział, dokąd przyszedł, że mu puszczają głupie reklamy ludzie, a on tego nie lubi, bo mu się kojarzy źle”

    Uśmiechnij się.

  16. jak marketing to doświadczeń, czyli poczuj, by polubić ;)

  17. foma, my się chyba w ogóle zgadzamy co do oceny sytuacji. ja bym jednak zaryzykował tezę, że powszechna w komentarzach na tym blogu niechęć wobec głupkowatej tradycji reklam mogłaby stanowić punkt wyjścia na kompletnie nowe terytoria. pamiętam tę klasyczną już reklamę nauki angielskiego, w której czteroosobowa rodzina siedzi w aucie i potakuje do piosenki z tekstem “i wanna fuck you in the ass” – dla mnie to jest już nowe terytorium, gdzie sens idzie w parze ze świeżą formą (choć to przecież rzecz sprzed 40 lat).

  18. caddy, o proszę, nie wiedziałem, że to już krąży, dzięki za cynę. zerknąłem sobie od razu na komentarze i ach, w dalszym ciągu poezja.

  19. aniss, widzę, że mi nie odpuścisz :].

  20. kropko, to nawet pasuje. jeśliby bowiem przyjąć, że samo emitowanie obrazu decyduje o skuteczności reklamy, to można bez ryzyka zabawić się w czułego barbarzyńcę i zamiast miałkiej treści, która nudzi a w końcu irytuje, włożyć w reklamę odrobinę kontrowersyjnej prawdomówności, która wzbudza sympatię. taką szczególnie pojętą.

  21. sarna, u mnie zawsze działało na odwrót, najpierw polubiłem, później chciałem poczuć :]. ale to ja.

  22. jakobe, jakbym nie liczył na to, że w iluś tam miejscach się zgodzimy, to bym się nie odzywał. reklamy z samej swej specyfiki są ciut poniżej targetu, a target potrafi być nieraz pożal się boże. ale że za reklamowe rzemiosło biorą się zwykle ludzie łebscy, to tu i tam dają upust swojej sprawności (jak zwał tak zwał) i wtedy się zachwycają tym takie wybredne typy jak my tu, co to nawet nie kupią, a już skrytykują.

    caddy, ja zawsze miałem wrażenie, że pani położna nazywa się żanetka lupa. i za każdym razem się dziwiłem skąd takie zdrobnienie.

  23. foma, o w mordę, Brachu, zastrzeliłeś mnie. Dobrze rozumiem? Jakbyś nie liczył na to, że w iluś tam miejscach się zgodzisz z autorem, to byś tu nie pisał?! Pojawiasz się więc dlatego, że zakładasz, że ktoś poklepie Cię po plerach, a nie da po dupie? Ja nie mogę. Sorry, ale nie mieści mi się to w głowie.

    Ej, jakobe, serio odebrałeś to jako nieodpuszczanie? W sumie zabawne. Może coś w tym jest. Wiesz, też bywam niekonsekwentna, ale w e-świecie nie ciąży na mnie aż taka odpowiedzialność za słowa jak na Tobie.

  24. A z kalendarzem to troszkę taki lans, nie? Jestem poetą, blogerem, mam ładną buzię i możesz sobie mnie powiesić na ścianie. Przynajmniej ja tak to odbieram, ale to pewnie dlatego, że z troszkę różnych światów jesteśmy.
    Chyba że kasa ze sprzedaży pójdzie na jakiś szczytny cel, na przykład na głodne dzieci z Twojego podwórka (wybacz, reminiscencję z czasów w których na jednym z portali sugerowałeś bym miast działaniem przeciw łamaniu praw człowieka w odległych Chinach czy Tybecie zajęła się głodnymi dziećmi, które co dzień mijam na ulicy).

  25. foma, to jak parasiwe konie.
    kiedyś kolega, który pisał pracę magisterską na temat reklamy w różnych krajach ue poprosił, żeby mu trochę ponagrywać. okazało się, że 3/4 naszych reklam dotyczyło wtedy środków przeciwólowych, na przeczyszczenie, wzdęcia i tym podobnych – generalnie klimaty apteczne przeważały. no i kolega przeżył coś w rodzaju szoku kulturowego.

    dalej na marginesie: a nie ma sprawy. najlepszy i tak jest komentarz: “jakobe mansztajn”, a obok 5 opini z kciukiem w górę i 5 opini z kciukiem w dół. ależ jesteś kontrowersyjny, panie kolego.
    no szał, no.

  26. opinii

  27. aniss, aż takie wrażenie wywołałem? no no, aż jakieś nacięcie na drzewie zrobię… co do zrozumienia mnie, to chyba źle, ale kto tam wie. tylko czy nie uznałabyś za hipokryzję albo masochizm pojawienie się gdzieś po to, żeby dostać po kolei w różne części ciała? cóż po spieraniu się, jeśli nic z niego nie wynika? moje plecy grzeją się teraz o poduszkę i nie mam zamiaru wystawiać ich do klepania

    caddy, albo lechja nerka (dziesięć lat wtedy miałem)

  28. caddy leci na jakobe,caddy leci na jakobe!on to nawet bez golenia se….(tzn.bez ogolenia się,nie bez golenia-bez nogi.podudzia.)

  29. aniss, czy ja wiem, czy to niekonsekwencja. mnie raczej nie chodzi o to, żeby zniknąć instytucję reklamy, ale o to, żeby ją przepuścić przez młynek do mielenia mięsa. change we need. w gruncie rzeczy w obu przypadkach chodzi dokładnie o to samo – nieskomplikowaną przyjemność.

    a z kalendarzem to przede wszystkim taki lans. nawet nie będzie pieniędzy na biedne dzieci, bo kalendarz darmowy. gdybym jednak miał wybór, czy zyski z kalendarza przeznaczyć na głodujące dzieciaki z mojego podwórka, czy na walkę z reżimem w chinach – nie zastanawiałbym się długo. to jest może krótkowzroczność, ale z drugiej strony koszula bliższa ciału.

  30. caddy, haters gonna hate, ale to jeszcze nic. raz moje nazwisko pojawiło się w rozmowie na wirtualnej polsce i wyrazom niezadowolenia – mówiąc łagodnie – nie było końca. wspomniałem o tym tutaj: http://jakobe.art.pl/?p=108

  31. foma, nie mam na myśli butnego sporu. Takiego bez szans na konsensus i porozumienie. Ale gdy o czymś mówię/piszę nie pojawia się w mojej głowie myśl: hmmm, mam nadzieję, że X się ze mną zgodzi, bo jak nie, to trzeba będzie wiać, bo będzie źle. Uważam, że sytuacja w której wypowiem swoje zdanie, ktoś swoje- zupełnie rozbieżne i rozejdziemy się w pokoju, każde w swoją drogę też jest okej.
    Według mnie wykonanie nacięcia na drzewie jest nieadekwatne do sytuacji, ale jak tam sobie chcesz.

    jakobe, czyli słuszne odniosłam wrażenie. Szkoda że darmowy. Jakieś 5 zeta na obiady dla dzieciaków byłoby okej. Myślę sobie, że wtedy hasło “zobacz kim jest Gdańsk” nabrałoby mocy.

  32. aniss, ok, okay, okej, sensowne niezgadzanie też jest ok. “zgodzi” było niezręczne. miałem na myśli “odniesie”, bo pisać w niebyt to już mi się nie chce. ale przecież nie zwiałem, choć trudno było mówić o zgodzie na dzień dobry

  33. barbra czekalem pod domem, a Ty nic

  34. Spoko, barbra, czasem słowa robią nam takie psikusy, mamy na myśli jedno a artykułuje się nam jakieś inne. “Odniesie” jest słuszne. Pisanie i mówienie w próżnię, która nawet echem nie odpowie to marnotrawstwo czasu i energii.

  35. Shit, foma miało być:D To apropos psikusów:D

  36. foma, niezle. mój dziecięcy (4 l.) majstersztyk, to jaszczurka spifka. poza tym przypomniało mi się spisywanie tekstów piosenek ze słuchu. wtedy też powstawały cuda.

    barbra, noo właśnie! bo ja to tak lubię, gdy nieogolony chłopak z kalendarza łypnie okiem ze ściany. a tak w ogóle, to kiedyś podobne niusy umieszczało się na ścianach. ania + marek = WNM. wtedy też niektórzy pisali, że depeszowcy to głupki, co także miało wkurzyć zainteresowanych.
    ps. ta goleń mnie szczególnie zainteresowała. możesz rozwinąć?
    ps.2 dlaczego nie wyszedłeś do sama? czekał pod domem..

    jakobe, tam jest napisane, że powinien sponsorować cię izrael, a nie kieszeń podatnika. jeśli tylko uda się to załatwić, to daj mi znać, bo ja też tak chcę.

  37. caddy, mógłbym być sponsorowany nawet przez tajwańskiego podatnika, wiadomo, czasy są ciężkie, ale żaden podatnik na to nie pójdzie, wiadomo, czasy są ciężkie.

  38. widac barbra nieskora do figli

  39. co zupełnie do barbry niepodobne.

  40. podobno na tajwanie szału nie ma. więcej kasy daje norweski podatnik.

    aniss, ale to się chyba rzadko zdarza, że osoby o dwóch, bardzo odmiennych opiniach i mocnym charakterze, rozchodzą się po wymianie zdań zupełnie w zgodzie. mogą udawać, że jest git (w końcu światły człowiek jest tolerancyjny), ale chyba jednak często utkwi w środku tycia drzazga.

  41. i klne się na boga…obejrzę taką reklamę zamiast ukochanego Kevina czy innego Grincha

  42. …lubię pogaduszki Serca i Rozumu, chociaż nie wiem co sprzedają… ;-)

    Protestuję stanowczo przeciwko prawdziwości i szczerości reklam, bo jak długo można by znosić dodatkowe dawki zaniedbania, zapuszczenia, nieskuteczności, nadmiarów i wzdęć…!!! ;-))

    Ps. Kalendarz – promocja Gdańska, znane, młode twarze – fajny “lans”… podoba mi się.
    Fotografie jednak, trochę w szpitalno – policyjnym klimacie… aaa może ja się nie znam…
    Pozdrawiam, Jakobe :-)

  43. Jeszcze ździebko o gównianych reklamach…
    trzeba by zajął się nimi jakiś znany “Stanisław” – na podobieństwo “Czesława śpiewa”, który zdegustowany polskimi filmami porno (bo w Danii są lepsze) – postanowił zająć się ich produkcją osobiście… po to, żeby były lepsze…
    Reklama leży i czeka…!

  44. caddy, trudno się z Tobą nie zgodzić.

    jakobe, gdyby jakość i poziom telewizyjnej reklamy w jakikolwiek sposób mnie dotykały, życzyłabym Ci powodzenia w przepuszczaniu jej przez snopowiązałkę czy whatever works.

  45. lidia, ja mam pomysł na reklamę proszku do prania i generalnie środków czystości.
    wyglądałaby mniej wiecej tak: zaczęłaby się od durnej rekalmy z aktulanej telewizji, a potem byłby skok w czasie i pojawiłoby się miasto, ludzi, samochody. wszystko bardzo brudne. witryny sklepowe zatłuszczone, z mazami po gąbce. koszule zaplamione, nbardziej przy kołnierzykach i pod rękawami, a spodnie ufajdane na kolanach i w dole nogawek. auta ze skorupą pyłu na lakierze i też ze śladami szczotek z myjni. kamera jeździ i pokazuje to wszystko, jeździ sobie ulicami, korytarzami, pokojami, urzędami aż trafia do jakiegoś archiwum. tam siedzi sobie człowiek i przeglada gazety albo porządkuje, albo jest to ten człoweiek z głupiej reklamy proszku z przeszłości. na jednej ze stron wielka reklama producenta środków czystości a obok artykul o splajcie tej firmy przed 5 laty.
    możnaby to nieco podrasować, ale generalnie kocepcja byłaby taka.

  46. a hasło reklamowe brzmiałoby:
    kupuj, póki możesz.

    to mogłabybyć cała seria.
    w następnym odcinku, wszyscy ludzie na całym świecie musieliby kupować za za odliczone.
    a bohater miałby w kieszeni akurat ciut mniej niż trzeba.
    hasło:
    kupuj, póki masz.

  47. Ku chwale obczyzny!

    http://www.youtube.com/watch?v=A26-kiQK6_M

    Filmik kolegi, wkrótce może i mój.

  48. caddy, to wszystko już jest, z “kupuj, póki możesz,”
    “kupuj, póki masz,” włącznie. :-)
    Reklama to taka zabawa w kota i mysz – dasz się złapać – jesteś zjedzony… :-)

  49. lidia, te zdjęcia trochę rzeczywiście takie. my tutaj w gdańsku mocno szpitalni jesteśmy, nie w sensie sterylności, co pewnej kondycji, ale z drugiej strony może to jest taka tradycja, taki rodzaj myślenia.

    co do filmów porno zaś – nie wiem, co tam czesław śpiewa, ale każdy porządny reżyser, od scorsese po allena, powinien zrobić przynajmniej jeden film porno w życiu. wiesz, żeby istniały jakieś ogólne standardy.

  50. Marek -> Robac

    31/12/2010 — 09:32

    To publiczna czy prywatna?

  51. (służba zdrowia)

  52. lidia, wiem, wiem. ale zawsze warto próbować :)

  53. jakobe, no tak, pozostaje mi zgodzić się z tobą w zupełności…
    jakaś zgodliwa jestem w pierwszy dzień nowego roku – może mi tak zostanie… ;-)
    Wszystkiego dobrego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑