jakobe mansztajn: stała próba bloga

o sumieniu

[111] xavier dolan jest moim bolesnym sumieniem. kim jest xavier dolan – reżyserem. co mnie w nim wkurwia – że swój pełnometrażowy debiut filmowy zrobił w wieku niespełna 20 lat. w wieku 20 lat to ja skręcałem meble w ikei, chodziłem w żółtym dresie z siódemką na piersi, a w głowie miałem trociny i chomika, który z trocin lepił kulki. trochę może przesadzam, ale znowuż nie tak bardzo, żeby się pomylić.

xavier dolan natomiast w wieku 20 lat wyciąga z konta wszystkie oszczędności i robi film, który później zatytułuje j’ai tuĂŠ ma mère (polski tytuł: zabiłem moją matkę). oszczędności nie są zresztą specjalnie duże, więc poza reżyserią zajmuje się na planie także oświetleniem, scenografią i kostiumami, a do tego wszystkiego wciela się jeszcze w postać głównego bohatera. w tym samym roku jedzie z filmem do cannes i parę dni później zostaje okrzyknięty rimbaudem kina.

sam scenariusz może i dupy nie urywa, opowiada o pokwitającym nastolatku, który nienawidzi własnej matki i regularnie robi jej wietkong na chacie. gdzieś już to kiedyś było, może nawet lepiej, ale nie w tym sęk – historia jest bowiem mocno wiarygodna i momentami z powodzeniem ryje beret. co jednak świadczy o klasie filmu, to cała jego formalna strona, ze wspaniałą operatorką i kolorowymi (niczym z almodovara) kadrami, która nie pozostawia złudzeń – jest xavier dolan rimbaudem kina, jest moim bolesnym sumieniem.

Categories: Bez kategorii

do kolegów bankowców » « senna po raz drugi

106 Comments

  1. a jeszcze lepszy jest jesgi drugi film “wysnione milosci”

    jebany;)

  2. * jego

    wracajac do “zabilem moja matke” – to dosyc wymagajace kino i chwilami za ciezkie dla mnie. ostatnio w swoich wyborach filmowych jestem turysta

  3. Filmu nie widziałem, ale jedno robi wrażenie – dwa pełnometrażowe filmy na koncie, trzy nagrody w Cannes, rocznik 89.

    Dokłądnie to te trzy rzeczy naraz robią wrażenie.

  4. ale że o sumieniu? a nie o ambicjach?

  5. Zaraz sumieniem, jakbyś miał na nim jakiś grzech niepłodności twórczej; pomyśl inaczej – niech będzie Xavier twoim mobilizatorem.

  6. Ale może niech się najpierw Jakobe zmobilizuje do kursu prawa kazdy :P

  7. prawie jak mateusz damiecki ten caly dolan

  8. spokojnie taki zart…

  9. qwerty, powiedziałbym nawet więcej – film jest dość irytujący. główny bohater wydziera przysłowiową japę na matkę, a ona w rewanżu wydziera japę na niego, i tak przez półtorej godziny. ale wszystko to sprawia, że film jest – że się powtórzę – mocno wiarygodny. “wyśnione miłości” to też dobre gówno, ale już może nieco bardziej manieryczne i zbyt pogrążone w rozwiązaniach formalnych.

  10. anonim, moje sumienie to właśnie ten wyrzucony w błoto czas, kiedy zamiast rzeczy ważnych i pięknych – lepisz w czaszce kulki z trocin. że znów się powtórzę. w tym sensie bardziej chodzi o moralność aniżeli sprawność.

  11. u., xavier w tej historyjce mojej o sumieniu jest właśnie pozytywnym ludkiem. a z płodnością nie jest tak źle, nie strzelam wprawdzie książki co pół roku jak niektórzy poeci w tym kraju, ale nocna dłubanina nie idzie w las.

  12. sam, mateusz damięcki jest jednak daleko poza zasięgiem. czyimkolwiek. także poza zasięgiem samego siebie.

  13. to fakt. troche tez idzie ta sama metoda, zwolnienia, zblizenia, mowienie do kamery. ale to moze taka jego wizytowka po prostu.

  14. Ten młody chłopak miał prawdopodobnie, poza talentem, również bardzo dobre warunki do zrobienia filmu. Rodzice (ojciec?) są związani z biznesem filmowym, a on sam, od dziecka obracał się w “towarzystwie”. A to zmienia postać rzeczy. W każdym razie, wiele wybitnych osób przyznaje, że dużo pracuje, czyli pracowitość mocno pomaga osiągnąć sukces, pomaga też konsekwencja i dążenie do doskonałości, nawet w szczegółach. Ameryki nie odkrywam, wiem, że to ogólnie znane rzeczy, ale to tak a propos “szczęścia” w konkursach. I jeszcze zauważę, że jednak konkursy pomogły Xavierowi się wylansować… A co do zmarnowanego czasu, myślę, że nie powinno się go żałować, bo może on jest tylko pozornie zmarnowany. Może bez niego nie byłoby tego co jest lub będzie. Pozdrawiam i śmigam “nie marnować czasu”.

  15. no właśnie, oszczędności, o których napisałem, że nie były specjalnie duże, nie były też – jak teraz czytam – jakoś wyjątkowo biedne. ja z kumplem, co tu się może kręci, akurat w ogóle nie mamy oszczędności, ale też planujemy nakręcić coś dobrego :].

  16. Sam do Jakobe

    02/02/2011 — 22:08

    a o czym bedzie film?

  17. dwóch nieziemsko przystojnych i niezwykle zabawnych młodych mężczyzn (w tych rolach – kolega i ja) postanawia nakręcić film. a potem rozgrywa się tragedia i jest już tylko gorzej.

  18. heartofadog

    03/02/2011 — 01:57

    jezusmario nie mam sumienia.

  19. – a co to takiego: sumienie?
    – taki pies, co gryzie bebechy od środka
    – to nie znam, nie lubię psów

  20. był kiedyś podobny film.
    coś o tetrykach ;)

  21. dwóch zgryźliwych?

    a jak to się liczy, kiedy w domu jest i pies, i kot? pies odpowiadałby wówczas za sumienie, a kot za totalną anarchię moralną?

  22. nie można odmówić tej interpretacji sporej dozy przenikliwości.

  23. stoi za tym wieloletnie i bolesne, okupione także stratami finansowymi, doświadczenie.

  24. i to wszystko przez kota?

  25. przez kota. dokładnie raz, dwa, trzy, cztery, pięć kotów.

  26. jezu. to gdzie ty mieszkałeś? w schronisku??

  27. :] była zima. czarny kot, na którego wołałem “tuwim”, marzł straszliwie na ganku, pomimo tuszy, więc wzięliśmy go na kilka dni do domu. żeby się ogrzał, odzyskał równowagę, te sprawy, wiadomo. kot zaskoczył nas wszystkich, gdy okazał się kotką i powił nam w przedpokoju pięć kociąt. imię “tuwim” zostało, koty też. nazywają się kolejno: tuwim długa łapa, tuwim krótka łapa, pstryczek-elektryczek, szarak basza i baron. jeśli chaos posiada imię, brzmiałoby ono jakoś właśnie tak.

  28. (ohoho, chwila grozy była. blog nagle zniknął z sieci, na co ja prędko za telefon i do centrali, że bloga nie ma, istnieć przestał. na co oni, że brak płatności od 2006 roku, na co ja, że przecież płacę regularnie. za chwilę krótka rewizja, pan przegląda historię i okazuje się, że wszystko gra, popłacone pięknie, blog wrócony życiu)

  29. to było genialne posunięcie, jak na kota.
    musi być niezły jazgot, gdy całe stado jest głodne, co?

    ps. właśnie! myślałam, że dziś rozdanie banów.

  30. oj, był. tyle że mam słabość do kotów, może nie taką jak hrabal, ale też. wiele potrafię znieść, jeszcze więcej wybaczyć.

    ad ps. z tym blogiem to nie przelewki, serce zabiło mi mocniej, pomyślałem: co teraz, czy jest życie po blogu?

  31. też mam czarnego kota, który przygarnięty został na nakarmienie:) jedenaście lat temu. imię dostał po leonie zawodowcu. straszny bandzior z niego był;)

    a wasz film to prawie jak u federi;) tyle że tam jeden przystojniak był;)

    dziękuję za polecone książki:)
    (inspirujesz mnie)

  32. caviale, koty mają niebywałą umiejętność materializowania się w mieszkaniu, w którym nikt nigdy wcześniej nie planował posiadać kota.

    u nas dwóch, rasowych takich. tyle że ofermy.

  33. tak:) zmaterializuje się taki a potem wszystkich wychowa:)

    czekaj czekaj, to zabawni przystojniacy czy ofermy dwie?

  34. to będzie taka wypadkowa – dwie fantastyczne ofermy postanawiają zrobić film. film ostatecznie nie dochodzi do skutku, ale bohaterowie odnoszą sukces. to będzie wymagające kino :].

  35. podoba mi się;)

  36. ale ukradzionego mi komentarza to już po przejrzeniu historii płatności nie oddali :/

    ps. jest świat poza blogiem, ale czas aklimatyzacji wydaje się niewyobrażalnie długi. o niech no się tylko okaże, że że owo bez było chwilowe…

  37. jakobe, właśnie dlatego posunięcie tuwima było mistrzowskie w każdym calu – zaczynając od wyboru terminu, ganka, na ofierze kończąc. koty mają w sobie coś z psychopatów :)

    ps. ha. to byłby szok! “mamo, mamo. na dworze jest pełno żywych avatarów, a drzewa pachną”.
    aż strach pomyśleć, co będzie, jak kiedyś wyłączą fb? globalna depresja i splątanie.
    a poważnie. czy blog jest faktycznie tak znaczącą częścią życia? zawsze myślałam, że to raczej notatnik, do którego każdy może zajrzeć.

  38. foma, ale co to za świat, co to jest za życie.

  39. caddy, ja tutaj sobie raczej tak dla funu dramatyzuję. lubię tego blogaska, owszem, wiele razem przeszliśmy, ale to ostatecznie przecież tylko notatnik. z pewnymi dodatkowymi funkcjami, ale jednak notatnik. chociaż brakowałoby mi, nie powiem, że nie.

  40. jakobe, niektórzy uważają, że lepszy…

  41. caddy, blog może być nałogiem, a jak to z nałogami bywa, trudno się obejść bez i trudno to zrozumieć tym, którzy są szczęśliwie wolni

  42. wiem, wiem. nie byłoby jakiegoś cięcia żyletkami, czy takie tam. to jasne. myślę jednak, że byłoby odrobinę gorzej niż dziwnie. wyobraź sobie grupki ludzi, które latają za tobą i ciągle zabierają ci zeszyt, po to żeby sprawdzić, co nowego w nim wpisałeś. z drugiej strony, spotkanie integracyjne na żywo, które proponowała U., samo by się wtedy zorganizowało.

    ale jesli chodzi o portale społecznościowe, to wydaje mi się, że nagłe odłączenie wszystkich od tego wynalazku, wprowadziłoby gogantyczne zamieszanie.

    foma, przyznaję rację. jakbym miała się uzależnić, to raczej od rozmów okołoblogowych, niż od prowadzenia samego bloga.

  43. foma,
    w sensie, że to zawsze jakiś tam kontakt z ludźmi niż wrzucanie butelek do strumienia.

  44. caddy, otototo, właśnie podbloże i kontaktr z innymi jest tym co uzależnia. bez czytelników którzy przychodzą i rozmawiają, a jeszcze bardziej, rozmawiają ze sobą, blog jest tylko wyrzutem sumienia, że nic a powinno, ale takim, który nie boli, bo i tak nikt nie czyta i się nie domaga, choćby niemym klikaniem w adres. jak to stwierdził mój znajomy blogowy pies: to blogowe community ciągnie do sieci a nie nie wiadomo jaka literatura blogera

  45. ups, pisanie przy ubieraniu się do domu nie jest najlepszym pomysłem :/ ale mniej więcej da się zrozumieć o co mi chodziło. chyba ;]

  46. jakobe, oglądam serię filmów o przełomowych dziełach sztuki. świetnie opowiedziane historie.
    między innymi turner, którego obrazy czasami łączy się z twórczością rimbauda, zwłaszcza z jednym wierszem.
    taki chyba jest dla mnie xavier dolan.
    poetycki i malarski jednocześnie.
    a do tego piękny jak sam modigliani i chagall razem wzięci.
    (takie luźne skojarzenia)

  47. heartofadog

    04/02/2011 — 02:37

    turner ładnie malował łodziska prujące przez mgłę. zawsze wierzyłam, że lubił pić herbatę z dużą ilością cytryny. albo rum. w sumie rum prędzej- łódka by na to wskazywała.
    a co do mieszkania w schronisku- mam kotkę w wersji kieszonkowej i 3 psy, z których czasem robi się 11 psów. (i szaloną wiewiórkę, ale o niej nie mówimy głośno, bo nie wie, że jest szalona)

  48. caddy, tradycja prowadzenia bloga – pomimo mojej nieregularności w ostatnich miesiącach – wrosła we mnie na tyle mocno, że jednak odczułbym brak. także z tego powodu, że idee społecznościowe w moim przypadku o wiele silniej są realizowane właśnie na tym blogu aniżeli na portalach społecznościowych. portalom niespecjalnie ufam, jakaś napinka tam panuje.

  49. foma, jeżeli dobrze zrozumiałem – a nie mam pewności :] – to zgoda, bez interakcji nie ma zabawy.

  50. caviale, ładny jest ów chłopczyk, to prawda, może nawet za ładny. tutaj przypomina mi się, że przy okazji literackiego nobla dla jeana-marie le clĂŠzio przytaczano wypowiedź gombrowicza, który stwierdził, że nic z le clĂŠzio nie będzie, bo jest za ładny właśnie. a podasz tytuł serii?

  51. heartofadog, wiewiórkę taką rudą prawdziwą? z drzewa?

  52. jakobe, ale to chyba była wypowiedź sprzed lat?;)

    a tytuł serii to “potęga sztuki”.
    prowadzi simon schama.
    “osiem przełomowych arcydzieł…
    ośmiu niepokornych artystów przeżywających trudne chwile…”

    niektórych to nudzi, dla mnie uczta.

  53. heartofadog, może pił herbatę z rumem? ;)

  54. jakobe, dobrze zrozumiałeś :]

  55. czyli podsumowując, nie blogów by wam brakowało, a ludzi.

    foma, tak w ogóle to podoba mi się słowo “podbloże”.
    wszystko zrozumiałe, ale i tak myślę, że i tak byłoby mieć możliwość przyłączenia się w realu do każdej grupy rozmawiających ze sobą ludzi i po prostu zwyczajnie zacząć rozmawiać, bez zdziwienia.

    jakobe, a jakie są te idee społecznościwe?
    i o co chodzi z napinką, bo ja mam zerowe doświadczenie w tej kwestii, więc tego nie zrozumiałam.

    heartofadog, hehe. no to wygrywasz zawodu. bo jak minikotka się zbiesi to stado powiększy sie o grupę tuwima :)

    caviale, a gdzie można tę serię znaleźć? bo ja też bym się chętnie z nia zapoznała.

  56. caddy, ludzi którzy reagują na to, że coś powiedzieliśmy i to coś jest punktem wyjścia ich opowieści.

  57. caddy, kupiłam w empiku.
    chociaż brakuje tam moich ulubionych, modiglianiego i chagalla, to i tak polecam:)

    foma, ale chyba dobrze, że ludzie reagują? ;)
    czasami jest potrzebna ta iskra:)

  58. heartofadog

    04/02/2011 — 13:43

    Jakobe, najprawdziwsza. Z drzewa w lesie i w ogóle.
    caviale, jako niedoszła historyczka sztuczna nie wierzę w artystów pijących herbatę z rumem. albo jedno albo drugie, inaczej nie ma awangardy.
    caddy, minikotka nie ma prawa robić takich numerów. przynajmniej za mojej kadencji. Ja już byłam kocia mamą.

  59. caviale, gdyby nie reagowali blogowanie skończyłoby się po kilku tygodniach głuchego ładowania słów w sieć ;]

  60. caviale, lata sześćdziesiąte, to cytat z trzeciego tomu “dzienników” gombrowicza. rzadko się mylił gombrowicz, tutaj się pomylił.

  61. caddy, no wiesz, chodzi o realizowanie pewnych potrzeb społecznych, tyle że na kanwie środowiska wirtualnego, i na tym blogu, mam wrażenie, tworzy się właśnie pewna, drobna społeczność. na facebooku z kolei rzadko rozmawiam, raczej sobie oglądam i czytam co kto zjadł na obiad albo kolację. a napinka tam bierze się chyba z ogólnej tendencji, aby swoje życie w opisach pokazać z jak najlepszej strony.

  62. heartofadog, i normalnie żyje sobie owa wiewiórka w mieszkaniu? jeszcze niedawno panowały chomiki – widać, doczekały się swojej wersji 2.0.

  63. foma, podobno autorzy blogów rezygnują z ich prowadzenia z reguły po pierwszym dniu albo w pierwszym tygodniu, co jest związane z brakiem reakcji ze strony czytelników (czy po prostu brakiem czytelników). tutaj jest kilka ciekawostek:

    http://www.slideshare.net/janzajac/jan-zajc-psychologiczne-i-spoeczne-mechanizmy-blogowania-blog-forum-gdask-2010?from=ss_embed

  64. heartofadog

    05/02/2011 — 09:11

    jakobe, w mieszkaniu nie. w ogródku. codziennie grozi któremuś psu przejęciem jego budy.

  65. to musi być wyjątkowo pokaźna wiewiórka.

  66. heartofadog

    05/02/2011 — 12:11

    powiedziałabym, że mieści się w normie europejskiej. co tym bardziej tłumaczy jej chwytno-zaczepność.

  67. gombrowicz, tak, fajnie pozmieniał punkty widzenia.
    ale że aż tak się pomylił, hm.
    przypomina mi się taki stary film, tytuł chyba “dwunastu gniewnych ludzi”.
    pozwoliłam sobie na zapoznanie się z ciekawostkami, interesujące, najbardziej podoba mi się “różnorodność”.

  68. dzis spokojniej niz zwykle. wczoraj musialo byc ostro

  69. jakobe, blog blogowi nierówny, czasem coś tylko za blog się przebiera, albo z czasem przepoczwarza, albo cokolwiek. a kiedy żyje się z blogiem już kilka lat, to nawet przy dziesiątkach czytelników (chciałoby się, choć jakby zliczyć w całej historii to kto wie) czasem chce się rzucić wszystko i uwolnić się od [wpisać co komu przyjdzie pierwsze do głowy]
    ech, kończę, bo coś mi ostatnio trudno uporządkować wypowiedzi :/

  70. tak sobie myślę, że to całe wirtualne realizowanie potrzeb społecznych, działa bardziej na zasadzie rozmowy z nieznajomym w pociagu.
    jest fajnie, fajnie się gada, ale więcej tej osoby raczej nie spotkasz. nikt o nikim niczego nie wie, nie wiadomo nawet, czy przedstawiane poglądy są prawdziwe, czy ktoś po prostu sobie ściemnia.
    wygląda to trochę jak jedzenie zupy widelcem. niby coś tam spróbujesz, ale mocno się namachasz a zupa raczej wystygnie.
    w takiej wirtualnej przestrzeni możesz być kim zechcesz, należeć do społeczności “piękni, młodzi i spędzający wakacje na malediwach”, naczytać się w “moje podróże” i potem opowiadać ciekawe historie. wszystko można sprawdzić, zasunąć cytatem, czy powołać się na artystę, którego pewnie niewielu zna i tym zapunktować.
    jakieś to takie wszystko plastikowe.

    ja nie wiem, może to dziś dzień taki. mało kolorowy.

  71. bo ja generalnie to lubię gadać z nieznajomymi.
    żeby nie było, że nie.
    ale realizowaniem potrzeb społecznych, to bym tego nie znawała. raczej bym to ujęła w kontekście hobbystycznym – jak zbieranie znaczków. albo motyli.

  72. foma, wiesz, tu akurat rzecz jest prosta. prowadzenie bloga – w moim przynajmniej przypadku – nie wiąże się z jakimś szczególnym obowiązkiem, dlatego przestajesz w momencie, w którym tracisz ochotę. tak to powinno wyglądać.

  73. caddy, to chyba zależy jak powstaje blog i czym jest. w mojej części blogosfery nowe blogi pączkowały z już istniejących startując z jakąś tak znająca się grupą gawędziarzy, nowy blog różnił się od starych czymś, co uzasadniało powstanie nowego bytu, ileś tak wszystko funkcjonowało równolegle na zasadzie, że jedno bardziej tutaj, a inne bardziej tam. potem to się oczywiście porozjeżdżało, ale o jakieś socjalizacji i znajomości jak najbardziej można mówić. konstrukcja takiego blogu jako rozmowa z nieznajomym tak średnio pasuje. co nie znaczy, że potem w takim czymś nie pojawiali się nowi, nieznani, którzy albo wysiadali na jakiejś tam stacji, albo zostawali na dłużej. wiem, taki blog tak do końca nie jest blogiem, raczej wirtualnie stworzonym miejscem do rozmawiania o tym i o owym, gospodarz jest raczej dostarczycielem miejsca i punktu wyjścia, bardziej pierwszym wśród równych niż centrum wszechświata i przy tak stworzonym bycie pojawiają się już pewne zobowiązania w stosunku do osób zaglądających, którzy tak istniejące miejsce traktują jako swoje.

  74. caddy, zgoda. ja zresztą nie myślę tutaj o społecznych potrzebach w ogóle, ale o jakimś ich wycinku, niewielkim fragmencie – tutaj akurat wirtualnym. wiadomo, że prawdziwe życie odbywa się gdzie indziej i z kim innym, i udział tego fragmentu w kontekście całości będzie znikomy, mocno właśnie fragmentaryczny (i taki powinien zostać). ale jeśli już wziąć go pod lupę, to: jak wcześniej.

  75. caddy, ja sobie obiecuję, że już wtrącać się nie będę, ale powstrzymać się nie mogę. kiedyś przyjaciel powiedział mi, że w dużej mierze całe życie jest jak pociąg. tyle że jeśli nie jesteś sobą to kim? no i ogólnie jestem z tych, którzy mówią żyję i daję żyć innym, współpracuję zamiast konkurować i takie tam…
    a plastikowy jest fb właśnie.

  76. może faktycznie, jakobe, trochę ogólnie podchodzę do sprawy. niby tam jakiś mikroświatek w człowieku chce tylko pogadać, bez różnych wielkich przyjaźni do końca świata i wiedzy o tym, że ktoś tam akurat ma złamaną rękę. myślę sobie też, foma, że taki blog – wirtualne miejsce do rozmowy – chyba najbardziej spełnia te mikropotrzeby. ja trochę popadam w melancholię, bo mi się marzy świat, gdzie można plumkać na żywo, tak samo swobodnie, jak w necie. taki, gdzie się wchodzi do knajpy, a tam obcy ludzie dyskutują na różne tematy, jak my tutaj i nie trzeba się odzywać, tylko wystarczy połazić między stolikami i od czasu do czasu zatrzymać się, podsłuchać, wrzucić własne trzy grosze lub przemilczeć. to byłoby fajne, prawda? i nawet, caviale, zgadzałoby się z ideą współpracy i ogólnej akceptacji inności drugiej osoby, która to idea też jest mi bardzo bliska. ja też z tych.
    o plastikowości samego fb nie mogę nic powiedziec, chociaż wydaje mi się, że powoli świat zaczyna tam migrować. dlatego tak marudzę, bo im bardziej wszyscy są tam, tym mniej szans na ten mój własny świat. a gdy ludzie są tam, to zgodnie z obserwacją jakobe, stają się mniej sobą, a bardziej jakimś takiem obrazkiem siebie w wersji 2.0. :)

    ps. caviale, ale przecież ty się nie wtrącasz. ja jestem ciekawa twojego zdania, więc sobie niczego tam nie obiecuj :)

  77. o jeny, nie wiedziałam, że tyle miejsca ten wpis zajął. :) przepraszaju was.

  78. caddy, za co? że mieliśmy przyjemność przeczytać więcej niż dwa zdania?
    dla mnie fb wcale nie jest taki plastikowy. ale to sprawa wykorzystania narzędzia, jak zawsze, coś jest na blog, coś na mail, a coś na fb. dopasowanie formy do pomysłu.

  79. caddy, foma, może a’propos a może nie. mieszkaniec pewnego domu tłumaczy mi: my tu nie jesteśmy na pan, pani. my tu jesteśmy na sąsiad, sąsiadka ;)

  80. caviale, a to nawet fajne. nieźle musi brzmieć dyskusja w czasie spotkania wspólnoty albo na zebraniu, gdy się tak wszyscy nawzajem tytułują :)

    w bloku moich rodziców, mimo że wszyscy mieszkają tam od połowy lat osiemdziesiątych, mieszkańcy mówią do siebie wyłącznie po nazwisku. żadne tam pami mario, panie tomaszu – tylko pani kowalska, panie kamiński.

    foma, chyba rzeczywiście to wina ludzi i ich sposobu korzystania z tych dobrodziejstw XXI wieku.

  81. caddy, jest taki pogląd, że to zawsze jest wina ludzi, czymkolwiek by to nie było ;]

  82. caviale, dobrze że w ogóle na jakoś są ;) choć per “sąsiad” nigdy mi się nie zdarzyło słyszeć.
    ale to różnie chyba bywa jak ludzie się do siebie zwracają, moi rodzice mieszkają w bloku, który był zakładowy i ludzie znali się z pracy. teraz wchodzi tam kolejne pokolenie i większość jest znana jako dziecko tego czy tamtego.

  83. ale czy na fb (lub w sieci w ogóle) nie jest tak po sąsiedzku trochę? jest tych sąsiadów kilkudziesięciu, może kilkuset. niby wszyscy dostępni, tylko jak często ze sobą rozmawiają i o czym? poplotkują, pochwalą się…
    ale chyba wracam do tego co wcześniej

  84. foma, ja znam taki pogląd, dość zbliżony,
    że zawsze winni są oni :)
    caviale, no właśnie – możnaby tak w kółko :)

    to ja zmienam temat. widzieliście film “wyjście przez sklep z pamiątkami”?

  85. zbuntowany artysta? czy dobrze wypromowany? tajemnica zawsze przyciąga;)
    ale nie widziałam, więcej się nie wypowiadam;)

  86. widziałem. dobre gówno, jak to się mówi.

  87. caviale,
    myślę, że jedno i drugie, jeśli mowa o człowieku, który ten film zrobił. jak będziesz miała okazję, to polecam. warto choćby dla zobaczenia, co dzieje się na ulicach. myslę, że zacznę zbierać zdjęcia grafitti :)

    wcześniej nie słyszałam o tym artyście – banksym. teraz, im więcej czytam, tym bardziej wydaje mi się prawdopdopodobne, że cały film jest jego kolejnym artystycznym projektem. klimat, pomysł, obserwacja nie odbiega specjalnie od klimatu jego prac ściennych.

  88. caddy, chętnie… a potem skrzykniemy się na małe malowanko ;)

  89. caddy, jestem przekonany, że to jednak numer. szkoda tylko, że nikt takich numerów nie robi u nas na ulicach. tylko jakieś ponure mazy typu duma kibica.

  90. (nie czuję, jak rymuję)

  91. caviale, ale umowa..!? zaczynam szukać ścian :)
    mam już jedną upatrzoną. to bunkier w okolicy centrum gdyni(w stronę portu).

    jakobe, no właśnie. “lechia – nie lubimy obcych” to jeszcze kwalifikuje się do hasła z jajem. ostatnio o nim (haśle – nie jaju) było głośno.
    a cały film przypomina jedno wielkie graffti autorstwa banksy-ego.

    czyli co? każdy zaczyna uczyć się malowania? (chyba, że już ktoś potrafi.. ja nie, ale może ktoś?)

  92. co to za sztuka, umieć i namalować? nie umieć, ale stworzyć – to jest coś ;]

  93. foma, wiesz, takie tworzenie czasem kończy się niezbyt ciekawie, na przykład mocoawniem fujarek do krzyża i takie tam. lepiej nie ryzykować i poznać choćby podstawy warsztatowe :)

  94. podstaw warsztatowych to można w markecie budowlanym się dowiedzieć – do jakiej powierzchni jaka farba, z jakiej odległości sprejować i pod jakim kątem, ile schnie, czy się rozmywają krawędzie kiedy zabierze się szablon (jeśli to odszablonowe malowanie) :)

  95. czy ja wiem? a powiedzą, jak zrobić matrycę?
    swoją drogą, to mam czasem wrażenie, że sprzedawcy w marketach budowlanych robią sobie zawody, kto bardziej/szybciej zniechęci klienta :)

  96. caddy, to by była konkretna forma realizacji mikropotrzeb społecznych;)
    wyżej wymieniałam taki stary film, który chyba mocno na mnie wpłynął. ogólnie mówi o tym, że rzeczy mogą się diametralnie różnić od tego jakimi widzimy je na początku. analogicznie, może umiesz malować? może ja też? trzeba tylko spróbować;)
    a ta pani od fujarki…mnie nie przekonała.
    inaczej było z instalacją “piramida zwierząt”.
    foma, właśnie, podobno wszelkie ograniczenia usadowiły się u szczytu naszej fizyczności.
    caddy, dam znać jak obejrzę film:)

  97. caddy, podobno najlepsza matryca jest ze zdjęcia rentgenowskiego ;]

  98. aj. to było hasło: wrzeszcz – nie lubimy obcych.

    caviale, prawda. połączona jeszcze z realizacją potrzeb artystycznych. prawdziwe combo!
    a ta ściana o której pisałam, jest o tyle ciekawa, że ma wyrwę w kształcie lekko nadgyzionej afryki.
    może dałoby radę to wykorzystać.
    “dwunastu gniewnych ludzi” – kurczę, kolejny film którego nie widziałam. szkoda że nie można go zobaczyć w dkf-ie.

    foma, hehe, szczególnie jak jest to zdjęcie z jakiejś przygody :)

    a tak z innej beczki. czytaliście może książkę “droga”? autor cormac mccarthy.

  99. nie czytałem.
    z której strony ta afryka nadgryziona? pierwszy kęs dużo mówi o gryzącym

  100. nie czytałam.
    a ma coś z kerouac’a “w drodze”?
    tak strzelam.

  101. to mój wpis powyżej

  102. foma,
    a wiesz, że to gorzko – zabawne, afryka nadgryziona jest chyba jakoś od strony egiptu. chociaż mogę niedokładnie pamiętać, więc spróbuję zrobić zdjęcie i wtedy przeprowadzimy analizę.

    caviale,
    prawie! kerouac pisze jeżdżeniu, mccarthy – o chodzeniu :)
    a poważnie, pytam dlatego, bo “droga” opowiada o świecie po wielkiej katastrofie. generalnie, wszystko wygląda trochę jak w obietnicach kononowicza – nic nie ma. ale nie mogę skojarzyć jak do tego doszło. dlatego pytam.

  103. caddy, im więcej chcę wiedzieć, tym wiem mniej ;)

  104. jendak afryka jest nadgryziona od strony zachodniej. północno – zachodniej.

    caviale, ja tak się czuję cały czas :)
    książka jest o ojcu i synu, którzy idą przez superkraj, całkowicie zniszczony wielką katastrofą. wszystko jest zapylone, wyschnięte, opuszczone. brakuje jedzenia, wody. prawie nie ma ludzi, a ci których spotykają, okazują się potworami, w których nie ma już ani grama człowieczeństwa.

    bardzo depresyjna historia, nawet jeśli pojawia się pozytywny wątek, zaraz coś go przydusza.
    no i mi gdzieś umknęło, skąd ta katastrofa.

  105. od dawna się zastanawiam po co się czyta takie dołujące książki

  106. no właśnie. też się zastanawiam.
    chyba miałam szczęśliwe dzieciństwo :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑