jakobe mansztajn: stała próba bloga

function

[23] dwa dni temu poszedłem na koncert zespołu function, gdzie na chwilę wcieliłem się w postać wodza apaczów, który wykonuje szamańskie tańce pomiędzy głowami współplemieńców, rozsianymi na podłodze kawiarni “delfin” w gdańsku-oliwie. taniec miał charakter wyobrażeniowy, acz niezwykle był przy tym realny, na tyle realny, że na moment zadumałem się nad własną kondycją psychiczną i gdy wróciłem do domu czym prędzej zażyłem magnez. magnez jest dobry na wszystko. z kolei kilka dni wcześniej wdrapałem się na wyżyny mistycznej epistemologii wsłuchując się w precious depechów z ich nowej płyty playing the angel. ja fanem depechów jestem raczej umiarkowanym, choć na przykład i feel you uważam za numer epokowy i w wywoływaniu obrazów wyobrażonych skuteczniejszy niż usta angeliny jolie. z innej półki: po głowie szwendają mi się także counting crowsi. counting crowsów słuchaliśmy w strasburgu. zosia lubi, ja też polubiłem, i nie wiem, czy to efekt muzyki, czy może efekt zosi. i do tego, proszę sobie wyobrazić – creed. czy ktoś jeszcze pamięta ten zespół? ja akurat pamiętam, pamiętam doskonale teledysk do what’s this life for i jeszcze lepiej refren w my own prison. i oczywiście beirut. ach, panie boże, z całego wszystkiego beirut kopie tę moją emocjonalną dupę chyba najmocniej. na domiar złego za kilka godzin wybieram się na reggae festiwal do ostródy. jeszcze nie wiem, po co. liczę, że się dowiem, jak dotrę

Categories: Bez kategorii

po ostródzie » « osobność

6 Comments

  1. creed sie zna

    kyuss sie poleca

  2. kyuss się zna, stone temple pilots się poleca.

  3. sie zapoznalo

    sie dziekuje

  4. no prosze. a ja właśnie przybylem znad wód, żeby się wybrać na function, które u nas za free, niech pan błogosławi grażynę kulczyk. i powiem tak: jestem tak napalony jak dawno nie byłem. wczoraj na aksamitnym kacu pod sosną słuchałem sobie z pół dnia i są tam rzeczy ocierające się o wielkość. choć mam lekkie wątpliwości jak te piękne pejzażyki pomiędzy piosenkami wyjdą na koncercie.
    punkt drugi. beirut był też jakiś czas temu i koncert wspominam znakomicie, jako że takie pogrzebowe nastroje, że chce się pić wódkę z duchami, to urokliwa sprawa. moc dęciaków, ja przepraszam. prościutka rzewność tego całego ukulele. nie ma przebacz, kopie. była to noc ładna i pamiętna.
    jutro port-royal. też będzie mocno. chciałem o muzyce, nie o alkoholu. ‘pozdrawiam serdecznie’

  5. mam tak samo z killersami jak ty z krukami; też nie wiem czy lubię, bo mi się podoba czy bo ani się podoba.

  6. >pz, to myśmy w bliźniaczych rejestrach, zią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Copyright © 2020 jakobe mansztajn: stała próba bloga

Theme by Anders NorenUp ↑