nasz proszek pierze dokładnie tak samo jak inne, ale zależy nam na forsie, więc bądź człowiekiem i się dołóż

27 grudnia 2010 (53 komentarze)

[103] wiadomo, polak lubi sobie poklaskać, zjeść tłusto i filmy w telewizorze. a jako że bóg się rodzi i moc truchleje, to tych filmów ostatnio wuchta i nawet taki antyreligijny pajac jak ja postanowił włączyć odbiornik. nie było wprawdzie szklanej pułapki, ale trafiłem nie najgorzej, bo na lepiej być nie może. po dwudziestu minutach jednak pierwsze reklamy, do jasnej – cytując klasyka – kurwy i stu milicjantów, które trwały chyba 40 minut, a potem kolejne, które trwały z godzinę dziesięć. godzina dziesięć to sporo czasu na myślenie, więc zacząłem myśleć, dlaczego reklamy w tym kraju są takie gówniane. bo już nawet nie chodzi o to, że istnieją, wiadomo, że muszą i że tylko reklama przetrwa, ale dlaczego są takie gówniane, nieśmieszne i nieciekawe? widzisz na ekranie modela, wyżyłowanego jak dyskobol u myrona, który goli i tak już gładką jak tapicerka w mercedesie facjatę, po czym z lewej strony wyjeżdża hasło w stylu najlepsze dla mężczyzny, a spod zlewu wychyla się doskonała blondynka i mocno tuli swojego misia, bo ogolił się tak pięknie.

proszę mi wierzyć, że istnieją na świecie lepsze rzeczy dla mężczyzny niż maszynka do golenia z poczwórnym ostrzem, ale nie o to teraz chodzi. wyobraźmy sobie coś zupełnie odwrotnego – reklamę, która postanowiła powiedzieć prawdę, gdzie zamiast wyżyłowanego dyskobola stoi facet z brzuszkiem i niewyraźną miną, a zamiast doskonałej blondynki – spod zlewu wychyla się jego niedoskonała żona w rozpieprzonych włosach. zaś hasło wcale nie brzmi najlepsze dla mężczyzny, ale na przykład z twoim wyglądem raczej w tym odcinku nie podupczysz, ale jeśli ogolisz się porządnie – a nasza maszynka to gwarantuje – to może mniej ludzi na ulicy weźmie cię za menela. co ty na to? kto chciałby wtedy zmieniać kanał?

życzenia na następne pięćdziesiąt trzy lata

21 grudnia 2010 (21 komentarzy)

[102] już teraz idę o zakład, że kolejne nike dostanie janusz głowacki za good night, dżerzi. zresztą ja bym sobie tego życzył i świnia byłbym niepoważna, gdybym uważał inaczej. życzyłbym sobie także, aby philip roth, pomimo swoich siedemdziesięciu siedmiu, dożył stu trzydziestu i zdążył do tego czasu napisać kolejnych piętnaście, makabrycznie dobrych książek. nie sądzę, aby setki przy swoim trybie sokowirówki dożył natomiast nick cave, ale przeczytałem wspaniałą śmierć bunny’ego munro i raz jeszcze życzę mu wszystkiego dobrego. nickowi, nie bunny’emu. w międzyczasie sam napisałem tekst, nieco dłuższy i o gdańsku, któremu także życzę jak najlepiej (gdańskowi, nie opowiadaniu), i spostrzegłem przy okazji coraz więcej siwych włosów na mojej zmierzwionej czuprynie. mimo wszystko to był dobry rok, jak w filmie ridleya scotta, i gdybym tylko wierzył, że coś się kończy, coś zaczyna, to może nawet dokonałbym krótkiego rĂŠsumĂŠ, odnotował to i tamto, spojrzał z rozrzewnieniem w bladą dal i na do widzenia pomachał chusteczką higieniczną. ale nie wierzę, zamiast tego idę dalej, cholera wie dokąd i po co.

dziś w nocy w gdańsku pozytywne -17

16 grudnia 2010 (18 komentarzy)

[101] literatura literaturą, ale jest jeszcze coś takiego jak porządek w mieszkaniu. na stanie mam kilka przedmiotów, bez których trudno się obejść – łóżko, biurko albo taką na przykład szafę z truchłami dawnych bohaterów na wieszakach. reszta to złośliwy dodatek do bałaganu, wobec czego postanowiłem się pozbyć. lodówki, dwóch foteli z ikei, stołu, roweru stacjonarnego, drugiego stołu, całej prasy papierowej, co zalega na podłodze, wszystkich kartonów, kartoników, pudełeczek-sreczek. aby żyło się lepiej.

w mieszkaniu mam dwa pokoje, w jednym śpię, w drugim nic nie robię, wchodzę przezeń tylko, bo zawiera drzwi. dlatego powstała myśl, idea, żeby się ogarnąć, ewaporować połowę majątku i w pokoju z drzwiami, na pustej już przestrzeni, uruchomić regularne kino. takie kino stosowne do warunków: projektor multimedialny, wygodne siedzenia, nagłośnienie 3d, maszyna z nachosami. gdyby zatem znał ktoś kogoś, kto sprowadza z kontenerów przyzwoite projektory, a potem odsprzedaje po konkurencyjnej cenie, to ja oczywiście chętnie.

tymczasem dziękuję za uwagę, zaczyna świtać, więc przejdę się do piekarni po świeże bułki, a potem pozjeżdżać na dupie z górki. taki rym.

krawcowa ucieka za miasto

3 grudnia 2010 (33 komentarze)

[100] krótkie wprowadzenie: otóż naprzeciwko mnie od niepamiętnych czasów mieszkała sobie krawcowa. wołam na nią krawcowa, ponieważ z zawodu jest krawcową. gdyby była reżyserką teatralną, zwracałbym się do niej pewnie hanuszkiewicz albo janek klata. ale nie o to chodzi.

krawcowa miała przypadłość. potrafiła w samym środku lipca wyjść z kosiarką o 6 rano przed dom i kosić przez dwie i pół godziny trawnik, który ledwo wystawał ponad ziemię. krawcowa jest kobietą starej daty, toteż kosiarka nie była wiele młodsza. nie tylko zresztą kosiarka. koleżanki, które do krawcowej regularnie przychodziły, także były starej daty, przeto zwracały się do siebie jakby jedna stała od drugiej dwieście metrów. w sensie tak głośno.

krawcowa po latach mieszkania naprzeciwko zaczęła myśleć o zmianach. po co jej dom w środku miasta, skoro za jego cenę może sobie kupić trzy takie same poza miastem i jeszcze jej zostanie. dodatkowo otrzyma w pakiecie ciszę, spokój i nowe możliwości. kto by nie skorzystał.

parę tygodni temu krawcowa wzięła sprawy w swoje ręce i wyprowadziła się za miasto. w jej miejsce przyszli nowi. nowi, którzy nie mają jeszcze swoich szczegółowych imion, zaczęli biegać z centymetrem. na początek okazało się, że garaż krawcowej jest wystarczający, aby zmieścić jej matiza, ale nie dość wystarczający, żeby zmieścić monster trucka nowych. od tego się zaczęło.

przyjechali robotnicy i zaczęli napierdalać. napierdalali tak zapalczywie, że cały front budynku w końcu się osunął. dosłownie się osunął. nie można nawet powiedzieć, że została goła ściana, bo ściana też się osunęła, odsłaniając wnętrze dwupiętrowego domu. pomyślałem, że krawcowa zrobiła interes życia i przy okazji przywaliła mi z kolanka w jaja. tak na pożegnanie. teraz od rana do nocy robotnicy napierdalają jak w kopalni. jest środek zimy, ledwo słyszę własne myśli i nie wiem, naprawdę nie wiem, czy jeszcze kiedyś coś napiszę.